Homilie

 

Homilia – XXI Niedziela Zwykła – Wadowice- 27 sierpnia 2017

Mój Kościół.

Spacerując po Krakowie w kleryckich latach spotykałem młodych ludzi z koszulkami na których wypisano był krzykliwy napis: Bóg tak, Kościół nie. Obok takiego hasła trudno było przejść obojętnie. Ono mocno zapadało w pamięć...Ten przykry widok powrócił mi w pamięci, gdy przeczytałem słowo dzisiejszej Ewangelii, zaczerpniętej od świętego Mateusza. Szczególnie przy lekturze dzisiejszego fragmentu zatrzymałem się nad zdaniem, które wypowiada Chrystus do świętego Piotra: Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. Wiecie, co mnie najbardziej uderzyło w tym zdaniu. Że Jezus określa Kościół swoim. „Mój Kościół”.

A dzisiaj tak wielu ludzi mówi, że w Jezusa  wierzą, ale Kościoła nie uznają. Że do wiary w Zbawiciela instytucja Kościoła jest im niepotrzebna... Ich postawa jest dokładnym zaprzeczeniem dzisiejszych Jezusowych słów. Wszak sam powiedział: mój Kościół...Czemu tak jest moi drodzy? Dlaczego  dzisiaj tylu ludzi oddziela Kościół od Chrystusa? Dlaczego tylu ludzi odziera Kościół z Jego obecności? Bo chyba współczesny człowiek zapomniał czym jest Kościół i kto jest Jego założycielem. Bo Kościół za bardzo został zaklasyfikowany jako któryś z kolei urząd, jako biuro obsługi klienta, miejsce załatwienia sprawa, czy instytucja, do której się idzie po kolejny papierek, metryczkę albo zaświadczenie...Opowiadała mi moja mama, że raz jej znajoma szła na pogrzeb. Jako, że była to osoba bardzo, ale to bardzo luźno związana z Kościołem. Zapytała mamę , ile się daje na mszę za zmarłego. Mama jej odbiła piłeczkę z innej strony. A ty pójdziesz na tę mszę, chociaż, co ją zamawiasz? Nie, odpowiada. Po co. Skoro daję pieniądze, to niech się ksiądz modli. Od tego jest...Klient płaci, klient rząda. Ale gdzie w takim podejściu miejsce dla Chrystusa?  Rzeczywiście, jeśli sprowadzimy Kościół tylko do sali obsługi klienta, to sam chyba koszulkę z takim napisem założę. Bo wtedy już nie ma Kościoła. Wtedy jest tylko firma. Urząd. Nie ma Chrystusa. Są tylko urzędnicy. Nie ma wspólnoty. Są tylko petenci. Nie ma zgromadzenia liturgicznego . Jest tylko jakieś zebranie...Darujcie, ale w taki Kościół to ja nie wierzę. Takiego Kościoła to ja nie chcę. Taki Kościół to żaden Kościół.

Ale wiecie skąd takie podejście do Kościoła się bierze? Bo my zapomnieliśmy czym Kościół jest.  I dlatego dobrze, ze czytamy dziś ten fragment Ewangelii. Bo on nam przypomina, czym jest ta wspólnota, w której się dzisiaj gromadzimy. Najpierw przypomina nam dzisiejsza perykopa, że Kościół jest Chrystusa. Mój Kościół – mówi Jezus. Nie Papieża. Nie biskupów. Nie księży. Nie zakonnic. To jest Jego Kościół. Jezusa. Wszak sam nam o tym dzisiaj przypomniał....I druga ważna wskazówka dla nas, płynąca z dzisiejszej Ewangelii. W Jezusowym Kościele ukryty jest klucz do nieba. Pięknie przypomina ta obraz w naszym, ołtarzu głównym . Jest on ilustracją dzisiejszej Ewangelii właśnie. Jezus wręcza Piotrowi klucze do nieba. A przez niego całemu Kościołowi, którego Apostoł jest głową. I te klucze Kościół posiada aż do końca czasów. Bo przecież po to Kościół udziela chrztu, szafuje sakrament pokuty, sprawuje Eucharystię. Żeby nam niebo otworzyć i do nieba nas prowadzić. Sakramenty sprawowane w Kościele są kluczem do nieba...I chociaż dzisiaj nie brak śmiałków, którzy głoszą tezę, że bez Kościoła można się zbawić, to jednak w zestawieniu z dzisiejszą Ewangelię ich argumentów się nie da obronić. Gdyby do zbawienia Kościół nie był potrzebny, Chrystus by mu nie przekazał kluczy do nieba. I dlatego w myśl dzisiejszej Ewangelii trzeba nam sobie przypomnieć, że jedyną drogą do nieba jest ta, która nas prowadzi przez wspólnotę Kościoła...Pomyśl więc bracie i siostro: czym Kościół jest dla ciebie? Instytucją? Urzędem? Biurem? ….Często się mówi o pustych kościołach zachodniej Europy. Ale rzadko się próbuje postawić diagnozę co sprawiło, że one teraz pustkami święcą? A zaczęło się od tego, że jak nie było zamówionej intencji, to nie było mszy. Że się zbanalizowało liturgię byle było szybko, krótko, sprawnie, nie daj Boże ze śpiewem. Bo się wywalało testy liturgiczne i kazania, żeby ludzie mieli więcej czasu na kawę z proboszczem w salce. Bo się wyniosło konfesjonały i spowiedź zamieniono na rozmowy z trenerem personalnym. Bo Kościół był potrzebny tylko by ochrzcić, rzadziej ożenić, czasem pochować....A dziś jest płacz. Bo trzeba było wydać księgę rekonsekacji kościoła, który trzeba sprzedać na bar czy dyskotekę....Znajomy ksiądz, gdy studiował w Hiszpanii opiekował się parafią. W wielkanoc wysłał mi zdjęcie z wigilii paschalnej. Ilu osób w niej brało udział z tysięcznej parafii. 8. 8 osób...W pierwszą niedzielę sierpnia w czasie pielgrzymki do Fatimy byliśmy w Porto. Niedzielną mszę zaplanowaliśmy w kościele w centrum. Po mszy pytamy zakrystianina: ile tu jest mszy w niedzielę? Odpowiedział: nie ma ani jednej. Są tylko, gdy przyjedzie jakaś grupa. Miejscowi nie przychodzą....Wracałem zdołowany. Tęskniło mi się za pełnym kościołem w Wadowicach i Zawadce. A w uszach pytanie: czy i u nas kiedyś tak się nie stanie? Czy nasze kościoły nie będą puste...Jeśli będziemy na nie patrzeć jak na urzędy, to jest ogromne ryzyko, że i one opustoszeją....Ale jeśli przyjmiemy słowo dzisiejszej Ewangelii, że Kościół jest Chrystusa i posiada klucze do nieba to ławki naszej świątyni nigdy nie będą wionęły pustką. O to z wiarą prośmy: pomnij Panie swój Kościół i zachowaj go od wszelkiego złego i doprowadź go w miłości swojej do królestwa Twego.

Homilia – XX Niedziela Zwykła rok B – Wadowice/Zawadka

Jezus przychodzi do każdego.

Kim była ta kobieta, która w dzisiejszej Ewangelii przyszła do Pana Jezusa? Która tak gorliwie prosiła o uzdrowienie opętanej córki? Która nie zraziła się nawet szorstką odpowiedzią Zbawiciela? Której nie zniechęciła nawet nerwowa reakcja Chrystusowych uczniów? Która tak wytrwale domagała się  cudu? Kim była?

Była kananejką. Nie należała do narodu wybranego. Była poganką, a jak wiemy Izraelici poganami pogardzali. Z ludzkiego punktu widzenia Ona nie miała prawa o nic Jezusa prosić. Nie miała przecież nic wspólnego ani z Nim ani z Jego nauczaniem. Stąd takie zachowanie Apostołów, którzy słysząc jej pełne rozpaczy wołanie, chcą ją po prostu przepędzić. Skoro jest poganką, to nie ma tutaj czego szukać. Skoro jest poganką, to nie powinna zawracać Chrystusowi głowy. Ale Jezus, chociaż z początku sprawia wrażenie, jakby lekceważenia tej kobiety, wdaje się z Nią w rozmowę. I prowokuje ją do tego, by wypowiedziała wspaniałe świadectwo wiary. By wypowiedziała słowa, które rozpalą serce Zbawiciela. I zarazem sprawią, że dręczona przez złego ducha córka będzie uzdrowiona....A przecież, gdyby uczniowie ją przepędzili nie byłoby świadectwa jej żywej wiary. Przecież gdyby jej zablokowali drogę do rozmowy z Panem nie byłoby kolejnego cudu uzdrowienia...I chociaż ewangelista Mateusz nie zanotował dalszych losów kobiety kananejskiej, to jednak łatwo możemy się domyślić, iż doświadczenie rozmowy z Jezusem zupełnie ją odmieniło. I zapewne przemieniło ją z poganki w gorliwą uczennicę Chrystusa...Myśląc o pogance z dzisiejszej Ewangelii zastanówmy się. Jak mało brakło by nie dotarła do Jezusa. Paradoksalnie: Jego uczniowie mogli tę kobietę od Niego odepchnąć...Mogli jej zablokować drogę do Syna Bożego...A czy z nami jest inaczej? Często rozmawiam z ludźmi, którzy daleko są od Kościoła. Którzy porzucili praktyki religijne. Zawsze ich pytam: co spowodowało to, że omijasz kościół szerokim łukiem? Że nie chcesz tutaj przychodzić? Że nie spotykasz się z Jezusem? Najczęściej pada odpowiedź: kiedyś chodziłem. Kiedyś wierzyłem. Kiedyś praktykowałem. Ale anty świadectwo konkretnego księdza, członka rodziny czy osoby znanej z kościoła zniechęciło mnie zupełnie. Pamiętam szczególnie mocno rozmowę z młodą kobietą. Zakochała się w mężczyźnie, który określał się mianem ateisty. Zgodził się na ślub kościelny, niemniej chodzić do kościoła nie chciał. Jej to nie było obojętne. Bardzo ten fakt przeżywała. Modliła się za męża. Dużo z nim rozmawiała. Akurat zbliżało się Boże Narodzenie. Po długich namowach zgodził się pójść na pasterkę. Usiadł w ławce. A przed nim siedziała katechetka. Która znała go ze szkoły. Z pogardą odwróciła się w ławce i gniewnie zapytała: ty tutaj? W kościele? Przecież ty jesteś niewierzący? Przyszedłeś na przedstawienie? Pośmiać się z naszej wiary? Tu nie miejsce dla ciebie...Co zrobił ów człowiek? Wstał i wyszedł. I mówi do mnie załamana jego żona: a ja się tak starałam. Tyle go namawiałam. I w jednym momencie wszystko runęło...I pytanie: ile razy, jak Apostołowie w dzisiejszej Ewangelii utrudnialiśmy komuś spotkanie z Jezusem? Takie pytanie powinien sobie zadawać codziennie w czasie wieczornej komplety w rachunku sumienia każdy kapłan. Czy przez zmęczenie, opieszałość, zdenerwowanie czy nie daj Boże rutynę nie zablokował komuś drogi do Chrystusa? To  pytanie winien sobie codziennie w wieczornym pacierzu zadawać każdy rodzic.  Czy nie blokuje dziecku drogi do Jezusa poprzez ignorowanie faktu, że dziecko nie modli się rano i wieczorem, poprzez opuszczanie niedzielnej mszy świętej, a przez to uczenie dziecka, że nic się nie stanie jak nie pójdzie, poprzez uczeniem dziecka, że w niedzielę się robi zakupy i łazi po sklepach, zamiast mu wpajać że niedziela jest dla Boga i rodziny?To pytanie musi sobie zadać codziennie każdy nauczyciel i wychowawca, odpowiedzialny za kształt młodego pokolenia. Czy nie odwodzi podopiecznych od Jezusa poprzez propagowanie chorych ideologii, polecanie wątpliwych moralnie książek czy wprowadzenie ateistycznych zwyczajów, w imię rzekomej otwartości na świat? To pytanie wreszcie musi sobie postawić każdy z nas, obecnych dzisiaj na mszy świętej. Czy ja chodząc do kościoła, swoim zachowaniem po wyjściu z Niego nie blokuje innym drogi do spotkania z Chrystusem? Poprzez propagowanie oszczerstw, kłamstw, pomówień. Poprzez nieustanne plotkowanie o innych tym samym językiem, na który przed chwilą kapłan kładł ciało Chrystusa. Poprzez konflikty w sąsiedztwie, poprzez awantury w domy. Poprzez manifestowanie swojego nieuporządkowanego życia wewnętrznego czy obnoszenie się swoim grzechem    Przestrogą muszą być dla nas wszystkich słowa Gandiego:"Już dawno zostałbym Chrześcijaninem gdyby nie chrześcijanie" ….

Ale wy moi drodzy przyszliście dziś jak kananejska kobieta do Jezusa. Do Jego ołtarza. Zapewne też musieliście pokonać rozmaite przeszkody, które was miały zniechęcić. Pokusa lenistwa, może zmęczenie obowiązkami, może obojętność innych członków rodziny, którzy zostali w domu, może kpiny innych członków rodziny, może świadomość, że w sąsiedztwie czy klatce tylu już do Chrystusa nie przychodzi. Ale ty przyszedłeś. Nie zraziły cię takie czy inne przeszkody. Za to ci dziękuję. W czasach, gdy tylu jednak odchodzi, gdy tylu się zraziło ty tutaj jesteś. I zapewne każde twoje przyjście tutaj raduje Jezusa, bardziej może nawet niż świadectwo kananejskiej kobiety. I dlatego cię proszę: nigdy sobie nie pozwól zablokować drogi do Jezusa. Nigdy nie zarażaj się ani antyświadectwem innych ani ich opiniami. Nigdy sobie na daj zagrodzić drogi do Chrystusa. A wtedy, jestem przekonany, po śmierci gdy Go spotkasz usłyszysz: wielka była twoja wiara. niech ci się stanie, jak pragniesz

Homilia – uroczystość Wniebowzięcia NMP – 15  sierpnia 2017- Wadowice/Zawadka

O wierze w niebo.

W 2015 roku w Polsce została przeprowadzona bardzo ciekawa ankieta. Jej autor postawił sobie za cel zbadanie wiary Polaków. W ankiecie zawarł kilka pytań. Pierwsze brzmiało: czy wierzysz w Boga? 56 procent badanych odpowiedziało zdecydowanie: tak, wierzę w Boga. Drugie pytanie z kolei brzmiało: a czy wierzysz w życie wieczne? Tylko 36 procent badanych odpowiedziało, że tak. Że wierzy w to, iż człowieka po śmierci czeka piekło, niebo lub czyściec. Pozostali pytani, choć uznali się za ludzi wierzących w Boga, uznali, że nie wierzą w życie wieczne.

Dzisiejsza uroczystość wniebowzięcia NMP skłania nas także do postawienia sobie pytania':  czy wierzę w życie wieczne? Bo oto uczestnicząc dzisiaj w Eucharystii świętujemy prawdę, iż Maryja z ciałem i duszą została wzięta do nieba. A więc, że co do Matki Bożej możemy być pewni, że jest zbawiona. Że dostąpiła chwały nieba. I przychodząc dzisiaj na Mszę Świętą nie tylko radujemy się z wzięcia Maryi do królestwa jej syna. Ale swoim udziałem w liturgii dzisiaj wyznajemy wiarę w życie wieczne. Które jako pierwsza z ludzi dostąpiła Maryja. Dlatego tradycja Kościoła od wieków zakończenie ziemskiego życia Maryi nie nazywa śmiercią. Ale zaśnięciem. Bo po wspaniałym i owocnym życiu przeszła do wiecznej szczęśliwości. Pierwsza osiągnęła zbawienia. A my, wyznając dzisiaj wiarę we wniebowzięcie Maryi otrzymujemy zapewnienie, że nasze życie, tak jak i jej nie kończy się w grobie. Ale końcem naszego życia ma być niebo. Niebo, w którym już jest Maryja. Niebo, które ona swoim świętym życiem zdobyła. Wierzysz w to, bracie i siostro? Wierzysz w życie wieczne? Wierzysz w niebo? Nie da się być człowiekiem wierzącym, gdy się nie wierzy w życie wieczne. Tego się nie da pogodzić. Przecież, gdyby nie było życia wiecznego nie byłoby prawdy o wniebowzięciu Maryi. Przecież gdyby nie życie wieczne, nasza doczesność nie miałaby sensu. Byłaby bowiem tylko nieustannym zmierzaniem do grobu. Nasz grób byłby kresem wszystkiego....Tymczasem Wniebowzięta Maryja nam mówi. Nic się nie kończy w grobie. Kresem nie jest cmentarna brama. Naszym celem jest niebo. Maryja to niebo nam dzisiaj ukazuje. Niebo, które ona osiągnęła. Niebo, w które tak słabo wierzymy....Spacerując kiedyś po jednym z cmentarzy, napotkałem nagrobki, które mnie zaszokowały. Na jednym owszem był krzyż. Ale pod spodem napis: bez ciebie nic już nie ma sensu...I drugi grób : w tym grobie wszystko się skończyło, co dla nas tak wiele znaczyło...I gdzie tu wiara w niebo? Gdzie w życie wieczne? Te pomniki grobowe sprawiają wrażenie, jakby były końcem wszystkiego. A przecież jest życie wieczne. Cała dzisiejsza uroczystość jest tego przypomnieniem.

Przychodząc w uroczystość wniebowzięcia Maryi do kościoła dajecie świadectwo wiary w to, że nasze życie nie kończy się na śmierci. Ale trwa w wieczności...Nie wystarczy jednak tylko o tym wiedzieć. Nie wystarczy w to tylko wierzyć. Ale trzeba tak żyć, by kiedyś po śmierci niebo, które nam dzisiaj Maryja wskazuje osiągnąć...Jak to uczynić. Popatrzmy. W rękach wielu z nas dzisiaj Są piękne bukiety kwiatów. Poświęcamy je w uroczystość Wniebowzięcia, bo one nam przypominają, że Maryja po zakończeniu ziemskiego życia przyniosła przed Boże oblicze naręcze dobrych uczynków. Wspaniałe owoce swojego przebywania na tym świecie. I błogosławiąc te bukiety prosimy wniebowziętą, byśmy po naszej śmierci przynieśli przed tron Boga bukiet dobrych czynów, który stanie się dla nas przepustką do wiecznej ojczyzny...Bo po śmierci nie będziemy pytani o wygląd domu, zasobność konta, hektary, miedze, działki...Ale o konkretne owoce. Te bukiety, które tak piękne wykonaliście zmuszają nas wszystkich do pytania: a gdybym dziś stanął przed Bogiem, to czy miałbym mu co pokazać? Czy tak jak Maryja przyniósłbym bukiet dobrych czynów? Z czym dzisiaj stanąłbym przed Stwórcą?

To pytanie nieustannie towarzyszyło św. Janowi Vianneyowi proboszczowi z Ars. Bardzo dbał o kościół i jego liturgiczne wyposażenie. Uważał, że dom Boży ma być piękny i dostojny. Sam jednak żył bardzo skromnie. Chodził w podartej sutannie, sypiał na gołych, drewnianych deskach, jadał tylko ziemniaki. Księża z okolicznych parafii uważali go za dziwaka. Podśmiechiwali się z niego. On robił swoje. Spowiadając długie godziny, pobożnie szafując sakramenty. Biskup chciał go docenić. Dlatego w czasie wizytacji uroczyście nałożył mu mucet, noszony przez kanoników, bardzo bogato zdobiony. Vianney mucet zdjął przy biskupie i do końca mszy nie wyszedł z zakrystii. Biskup w zakrystii spytał go o powody tak nerwowej reakcji. Odparł: ja nie pracuję dla zaszczytów. Ja nie szukam ozdób. Ja pracuję, by kiedyś zasłużyć na niebo...I zasłużył, bo jest święty. On w niebo wierzył. On o niebo zabiegał.

W uroczystość Wniebowzięcia NMP prośmy, abyśmy nie tylko w niebo wierzyli. Ale byśmy naprawdę chcieli się w nim kiedyś znaleźć.

Kazanie pasyjne V – Łękawica 2017 ks. Artur Czepiel

Nawróćcie się!

13 września 1917 roku Łucja, Franciszek i Hiacynta znowu ujrzeli w Cova da Iria Matkę Bożą. Jej ukazanie się w tym dniu było ponowieniem prośby o odmawianie Różańca. Fatimska Pani zapowiedziała również, że za miesiąc ukaże cud, pokazujący prawdziwość tych objawień.  Ostatnie, szóste objawienie dokonało się 13 października. Mimo deszczu i zimna w dolinie zgromadziło się 70 tys. ludzi oczekujących na cud. Rano matka mówi do Łucji: córko, jeśli cudu nie będzie, ci ludzie tam cię zabiją! Proszę! Jeszcze możesz wszystko odwołać, jeszcze możesz się wycofać. Łucja nie zgodziła się. Pastuszkowie ruszyli do doliny, gdzie czekały nieprzebrane rzesze ludzi. Dzieci zobaczyły Matkę Bożą, która podczas tego objawienia powiedziała: „Przyszłam upomnieć ludzkość, aby zmieniała życie i nie zasmucała Boga ciężkimi grzechami. Niech ludzie codziennie odmawiają Różaniec i pokutują za grzechy”.Czego Pani sobie życzy ode mnie?Chcę ci powiedzieć, aby wybudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie różaniec. Wojna się skończy, a żołnierze wkrótce wrócą do swoich domów. Miałam prosić Panią o wiele rzeczy, o uzdrowienie kilku chorych, nawrócenie niektórych grzeszników – powiedziała Łucja. Jednych uzdrowię, innych nie – mówiła Fatimska Pani. Trzeba, aby się poprawili i prosili o przebaczenie swoich grzechów. I ze smutnym wyrazem twarzy dodała: Niech nie obrażają więcej Boga naszego Pana, który już i tak jest bardzo obrażany. Następnie, rozchylając dłonie, Najświętsza Maryja Panna zaczęła odbijać się w słońcu, podczas gdy unosiła się, odbicie Jej światła cały czas padało na słońce. Wtedy to Łucja wykrzyknęła: Spójrzcie na słońce! Po tym jak Najświętsza Maryja Panna znikła w bezmiarze nieboskłonu, wizjonerzy byli świadkami trzech następujących scen: pierwsza z nich symbolizowała tajemnice radosne różańca, następna tajemnice bolesne, a ostatnia tajemnice chwalebne (tylko Łucja widziała te trzy sceny; Franciszek i Hiacynta widzieli tylko pierwszą z nich): Obok słońca zobaczyli pojawiającego się świętego Józefa z Dzieciątkiem Jezus oraz Matkę Boską Różańcową. Była to Święta Rodzina. . Święty Józef pobłogosławił tłum wykonując trzykrotnie znak krzyża. Dzieciątko Jezus uczyniło to samo. Następna była wizja Matki Boskiej Bolesnej i Chrystusa Pana obarczonego cierpieniem w drodze na Kalwarię. Jezus pobłogosławił lud czyniąc znak krzyża. Matka Boża nie miała w piersi miecza. Łucja widziała jedynie górną część ciała Pana Jezusa. Ostatnia była chwalebna wizja Matki Bożej Karmelitańskiej, ukoronowanej na Królową Nieba i Ziemi oraz trzymającej w swych ramionach Dzieciątko Jezus. Pozostali ludzie zobaczyli cud tańczącego słońca, które sprawiało wrażenie, jakby miało runąć na zebranych. To był ów znak z nieba! Na widok tego niezwykłego zjawiska zgromadzeni uwierzyli. Że troje pastuszków rzeczywiście ujrzało Matkę Bożą.

To było ostatnie jej ukazanie się przed stu laty w Portugalii. Ostatnie słowa Maryi brzmiały :„Przyszłam upomnieć ludzkość, aby zmieniała życie i nie zasmucała Boga ciężkimi grzechami.”
A więc Maryja w ostatnim objawieniu poprosiła ludzkość o nawrócenie. To są ostatnie słowa fatimskiego orędzia. Wciąż, tak jak przed stu laty aktualne...Oto wsłuchujemy się w te słowa Matki Bożej Fatimskiej w szczególnym czasie. Dzisiaj już V Niedziela Wielkiego Postu. Zakryte fioletowymi zasłonami krzyże i ołtarze uświadamiają nam, że weszliśmy w ostatni etap wielkiego postu, poświęcony rozważaniu męki Zbawiciela. Za dwa tygodnie Wielkanoc. Kończy się więc ten szczególny czas w roku liturgicznym, w którym przede wszystkim mamy się nawrócić. Bo wielki post jest po to, by coś zmienić w naszym życiu. A przez te kilka niedziel odkryliśmy, że trwający jeszcze czas pokuty jest szczególny. Bo przypada w roku stulecia fatimskich objawień. A celem ukazania się Maryi przed stu laty było wezwanie nas do nawrócenia....A my to nawrócenie odciągamy w czasie, odwlekamy je jak tylko możemy...Wszyscy zapewne znacie poezję Juliana Tuwima. Jego wiersz „lokomotywa” wielu wyrecytowałoby z pamięci. O życiu jego jednak wie mało kto z nas. Żyjący w XX wieku Tuwim był niewierzący. Jednak bardzo go frapowało osoba Chrystusa. Pytał swojego przyjaciela Romana Brandstaetera: czy Chrystus istniał?  Brandstaetter rzekł krótko: musiał istnieć. Bardzo się to Tuwimowi spodobało. Napisał, pewno pod wpływem tej rozmowy wiersz następującej treści: Jeszcze się kiedyś rozsmucę,  jeszcze do Ciebie powrócę, Chrystusie... Jeszcze tak strasznie zapłaczę, Że przez łzy Ciebie zobaczę,  Chrystusie... 
I taką wielką żałobą  Będę się żalił przed Tobą,  Chrystusie... Że duch mój przed Tobą klęknie.
I wtedy serce mi pęknie,  Chrystusie... Piękny wiersz, prawda. Owszem, wspaniały, ale niestety. Nigdy go Tuwim nie zrealizował. Bo w 1953 roku zmarł nagle na serce. Jako osoba nieochrzczona.  Roman Brandstaetter był na jego pogrzebie. W trakcie wynoszenia trumny z willi, w której zmarł Tuwim, podszedł do Brandstaettera właściciel zakładu pogrzebowego. - Proszę pana, co ja mam zrobić? Mam tylko trumnę z krzyżem na wieku - powiedział. Mam go zostawić, czy zerwać? Brandsaetetter nic nie odpowiedział. Ktoś za niego zdecydował. Krzyż zerwano. Ale wieko trumny było pokostowane. Został na nim ślad krzyża. Problem Jezusa nie opuszczał go przez całe życie. Jakoś go Chrystus prześladował. Wiele razy przed nim stawał. Nigdy jednak nie opowiedział się w sposób widoczny dla innych po stronie Chrystusa. Nie przyjął chrztu. Nie zdążył." Przegapił moment nawrócenia... 2 lata temu mój kolega ksiądz opowiadał mi o jednej ze swoich wizyt kolędowych. Odwiedził 35 letnią kobietę w mieszkaniu w bloku. Po modlitwie od razu usłyszał, ze ona do kościoła nie chodzi, że jest zajęta, że nie ma czasu. Co więcej, że nawet tego nie potrzebuje. Mam wszystko, czego chce od życia. Po co mi kościół. Ksiądz jej tłumaczył. Dawał argumenty. Wzruszała tylko ramionami. Wyszedł zrezygnowany. Pół roku później początkiem lipca jedzie na pogrzeb. Otwarta trumna. W niej ta sama kobieta. W miesiąc pokonał ją złośliwy rak. Pyta rodzinę: czy choć się wyspowiadała? Przez łzy zaprzeczyli...Dwie dramatyczne historie ludzi, którzy przegapili moment nawrócenia. Jasne jest, że ufamy w miłosierdzie Boże. Że za te osoby szczególnie trzeba nam się modlić. Ale czy one nie są dla nas przestrogą? Bo my nieraz odwlekamy moment nawrócenia. A przecież to w tegorocznym wielkim poście Maryja z Fatimy mówi i do mnie i do ciebie: nawróć się! A przecież miejscem naszego nawrócenia jest konfesjonał. W najbliższe dwa tygodnie nasze konfesjonały będą szczególnie oblegane. Przystąpimy do spowiedzi. Ale nieraz ta nasza spowiedź jest traktowana jak element świątecznej gorączki. Trzeba iść bo wszyscy idą. Odbębnić. I za rok znowu...Żadnej refleksji, żadnego zastanowienia...Nic, moi drodzy z takiej spowiedzi. Bo ona zamiast być momentem nawrócenia, staje się tylko pustym rytuałem, upchanym między pieczenie placków a mycie okien. Kiedy idziesz do spowiedzi musisz pomyśleć: co ci najbardziej przeszkadza? Albo inaczej, co innym najbardziej przeszkadza w tobie? I klękając u kratek konfesjonału postanów sobie, ze choć z jedną wadą czy słabością będziesz walczył...Może uważasz, że nie masz się w czym nawrócić. Popatrz na Jana Pawła II. Nikt nie ma wątpliwości, że to był człowiek święty. A mimo to co tydzień klękał do spowiedzi...Każdy z nas ma się w czym nawrócić.  Każdy tylko musi sobie zadać pytanie: jaki obszar życia wymaga nawrócenia? Może ci nie po drodze z kościołem. Rzadko przychodzisz na mszę, opuszczasz z byle powodu Eucharystię. Fatimska Pani w kończącym się wielkim poście wzywa cię do nawrócenia. Zacznij chodzić do kościoła. Nie czekaj aż cię kiedyś do niego zaniosą w trumnie...Może twoim życiem rządzi alkohol. Świata poza butelką nie widzisz. Wódka ci zasłoniła dom, rodzinę. Fatimska Pani wzywa cię, byś przy kratkach konfesjonału podjął decyzję o nawróceniu. Byś sobie uświadomił, że takie życie od kielicha do kielicha nie ma żadnej wartości. I że ani się nie obejrzysz aż zostaniesz sam. Tylko z butelką. Ale ludzi wkoło już nie będzie....A może zapominasz o tym, że jesteś mężem czy żoną, ojcem i matką. Praca, zarobki, a może koleżanki koledzy, czy rozrywka są ważniejsi niż rodzina. Na wszystko masz czas, tylko nie dla współmałżonka i dzieci. Wystarczy chwila, moment głupoty i bądź pewien, że nie będziesz mieć do kogo i do czego wracać. Obyś się w porę nawrócił, zanim jeszcze nie jest na późno...Każdy z nas moi drodzy ma się z czegoś nawrócić. Wielki Post w roku stulecia objawień fatimskich jest dla nas szczególną szansą. Wobec orędzia fatimskiej Pani nie można pozostać obojętnym. Antonio da Silva był antyklerykałem. Kpił z wiary i kościoła. Pracował jako redaktor w antyklerykalnej gazecie. 13 października 1917 roku wybrał się do Fatimy. Słyszał bowiem o objawieniach i chciał wyśmiać tych, którzy w nie wierzą. Kiedy zobaczył cud wirującego słońca padł na kolana i zaczął się modlić. Z Cova da Iria wrócił odmieniony...

Kończą się moi drodzy nasze spotkania w czasie gorzkich żali. Przeszliśmy razem ścieżką fatimskich objawień. Odkryliśmy, że Maryja z Fatimy wzywa nas do pokuty, umiłowania różańca, że nas ostrzega przed piekłem i prosimy byśmy umieli się poświęcić dla wiary. A wszystko po to byśmy się nawrócili. Obyśmy dzisiaj z ego kościoła po tylu spotkaniach z Panią Fatimską wracali odmienieni jak ten dziennikarz, który ujrzał cud słońca. Oby te fatimskie spotkania zaowocowały naszym prawdziwym nawróceniem w czasie wielkopostnej spowiedzi. Na koniec wraz z z wami

patrzę na Fatimską Matkę i jej zawierzam waszego księdza proboszcza, waszą parafię i was samych jej opiece, dziękując, że mogłem być waszym przewodnikiem po ścieżkach jej objawień i proszę:

O Fatimska nasza Pani,
Twoje serce pełne łask.
Lecz oblicze zatroskane,
Chociaż kryje nieba blask.

Oddajemy Tobie Pani
Swe rodziny, wolność swą. 
I z różańcem w naszych rękach
Chcemy pełnić wolę Twą.

Kazanie pasyjne IV – Łękawica 2017 ks. Artur Czepiel

Umiejcie poświęcić się dla wiary

13 sierpnia 1917 roku  Matka Boża Fatimska miała ukazać się po raz kolejny w Cova da Iria w Fatimie, tak jak zapowiedziała: Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie. Niestety, mimo tego, że wielka rzesza ludzi oczekiwała pojawienia się Fatimskiej Pani, ona się nie ukazała. Dlaczego?W tym dniu bowiem do Fatimy przyjechał burmistrz pobliskiego miasteczka, przedstawiciel władz niechętnych Kościołowi. Oznajmił on, że chciałby się udać na miejsce objawień i że zawiezie tam dzieci samochodem. Jednak zamiast pojechać do Cova da Iria, zawiózł dzieci do miasta. Zgromadzeni w Cova da Iria pielgrzymi (było ich około 6 tys.) próżno oczekiwali wizjonerów. Wiadomość o ich uwięzieniu wywołała wzburzenie i uczucia gniewu. Tłum umilkł, bo rozległ się grzmot i niebo rozświetliła błyskawica. Wielu ludzi zobaczyło mały obłoczek nad dąbkiem, który jednak szybko zniknął. Tymczasem burmistrz chwytał się przeróżnych sposobów, aby zmusić dzieci do wyjawienia objawionej im tajemnicy, jednak ani groźby, ani kuszące obietnice nie przyniosły skutku. Straszono dzieci smażeniem w oleju i zamknięto je w więzieniu z pospolitymi przestępcami. Po dwóch dniach wypuszczono je na wolność. Sierpniowe objawienie nastąpiło 15 sierpnia. Miało ono miejsce w Valinhos, gdzie Łucja poszła paść owce. Dziewczynka zapytała: Czego Pani życzy sobie ode mnie? Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria trzynastego dnia miesiąca i odmawiali codziennie różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli. (…)  Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie tutaj zostawiają ?  Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. (... Pieniądze, które ludzie ofiarują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Bożej Różańcowej, zaś reszta na budowę kaplicy, jaka ma tutaj powstać. Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych. Tak, niektórych uleczę w ciągu roku. Módlcie, módlcie się wiele i czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, gdyż nie mają nikogo kto by się za nie ofiarowywał i modlił.

W chwili objawień fatimskich wizjonerzy mieli odpowiednio: Łucja – 10 lat, Franciszek – 9, Hiacynta – 7. Pomyślcie teraz o dzieciach w ich wieku, jakie spotykacie w waszych rodzinach czy sąsiedztwie...Jak bardzo takie dziecko jest delikatne i bezbronne. Jak niewiele potrzeba, by je zranić czy przestraszyć...I teraz zestawcie obraz takich dzieci z wydarzeniami z sierpnia 1917 roku. Trójka małych dzieci trafia do więzienia. Co więcej słyszy groźbę śmierci czy tortur. Co normalnie zrobiłoby dziecko w tej sytuacji? Zapewne wyparłoby się wszystkiego, byle tylko wrócić do domu, do rodziców...A co robią dzieci fatimskie? Nie dają się złamać. Dzielnie wytrzymują groźby i szykany. I nie dają sobie wmówić, że mają urojenia oraz że kłamią. Odważnie bronią prawdy o ukazaniu się Maryi w portugalskiej dolinie. I niemal wprost z więzienia biegną do Cova, nie zamykają się w domowym ciepiełku, nie chowają się pod spódnicę mamy. Idą spotkać Matkę z Nieba...Trudno tego słuchać moi drodzy bez wstydu. Małe, bezbronne, niewinne dzieci. W heroizmie wiary zawstydzają niejednego dorosłego. Pewno i wielu z nas tutaj obecnych....Pomyślcie: ile to ich musiało kosztować? Jak bardzo musiały być przestraszone? Ile łez musiały wylać? Niejeden by nie wytrzymał. Oni wytrwali. Jak wiele dzieci fatimskie musiały poświęcić dla prawdy o objawieniach. Jak wiele....Nam moi drodzy nikt nie utrudnia wiary. Nikt nam nie czyni przeszkód w religijnych praktykach. W Polsce jeszcze nie ma szykan wobec ludzi wiary. I dlatego przestaliśmy sobie cenić swobodę wiary. Nieraz napotykając filmy dokumentalne z okresu komunizmu możemy zobaczyć kościoły lat osiemdziesiątych. Nabite po brzegi. Trzęsące się w posadach od głośnego śpiewu wiernych. Pełne podniosłej atmosfery i religijnych uniesień. Wtedy, gdy władza utrudniała Polacy masowo lgnęli do kościołów. A dzisiaj...W roku 2010 pełniłem praktykę jako kleryk w parafii Borek Fałęcki. Zapewne znacie ten spory kościół przy wjeździe do Krakowa. W niedzielę przed sumą o 12 proboszcz mnie zawołał bym spojrzał na parking przy kościele. Było tam sporo samochodów. Ale zaraz zaprosił mnie z drugiej strony plebanii, gdzie stało centrum handlowe. Tam aut było tyle, że brakło miejsc parkingowych. Teraz jak wolno, to już nam nie zależy? Popatrzcie. Możemy swobodnie praktykować niedzielną mszę świętą. Niestety. Trzeba z bólem powiedzieć, że nam ona spowszedniała. Bo to coraz więcej ludzi wierzących nie widzi problemu w tym, że opuszcza niedzielną Eucharystię. Nie idę, bo jestem zmęczony całym tygodniem. Muszę odpocząć po pracy. Nie idę bo dzisiaj za gorąco. Nie idę bo dzisiaj leje. Nie idę bo za tęgi mróz. Nie idę bo za dużo śniegu. Wiecie, ile razy to już słyszałem? Zawsze się znajdzie powód. Ale zapamiętajcie jedną, ważną rzecz. Raz jeden wystarczy nie iść z lenistwa. A potem już poleci....Dzieciom fatimskim nawet groźba śmierci nie przeszkodziła w  spotkaniu z Maryją. Tobie zwykłe lenistwo wystarcza by zlekceważyć niedzielną  Mszę i zgrzeszyć ciężko....W zeszłe wakacje spotkałem na ulicy starszą parafiankę. Opowiadała mi, że z mężem wybrała się na niedzielną wycieczkę w Pieniny. Pojechali w ramach klubu emerytów. Spływ Przełomem Dunajca, spacer po Szczawnicy, Trzy Korony. Zachwyceni wrócili. Wszystko mi opowiadała, a ja pytam: a gdzie byliście na mszy? Rozczerwieniła się.  Nie byli na mszy. Drążąc temat, dopytałem jeszcze: a czy chociaż jedna osoba z was zapytała o to, czy będzie możliwość udziału we Mszy Świętej. Pokręciła tylko przecząco głową...Popatrzcie. Autobus pełen emerytów, a więc ludzi starszych. I nikt nawet nie spytał o możliwość udziału w Eucharystii. Bali się wyłamać...Jaki to ogromny kontrast wobec postawy dzieci fatimskich. Ich nie przestraszyło nawet uwięzienie w jednej celi z bandytami ani groźba smażenia w oleju. A nam wystarczy wycieczka i towarzystwo byśmy ukrywali swoją wiarę, bo po co się wyłamywać.....A ilu dzisiaj zamiast mszy niedzielnej wybiera zakupy? Zamiast godziny w świątyni, siedem godzin chodzenia po sklepach. Mówię raz na katechezie, że katolik w niedzielę nie robi zakupów, a moja uczennica, szóstoklasistka mówi do mnie szczerze: proszę księdza, dla nas to jest tak normalne, że się w niedzielę idzie do sklepu, że już na to uwagi nie zwracamy...I to jest tragedia nas, ludzi, niby wierzących. Zapalimy Panu Bogu świeczkę na mszy, przed ołtarzem, a potem diabłu ogarek w centrum handlowym. W czasie wakacji w Myślenicach, mojej rodzinnej parafii odprawiałem mszę i głosiłem kazanie o świętowaniu niedzieli. Prosiłem, by szanować dzień Pański. Wracając, przechodziłem z mamą koło sklepu. Wychodzą znajomi,obładowani zakupami. I mówią: o, dostaniemy ochrzan. Ale przecież nie tylko my idziemy. Inni też chodzą. No dobrze, ale jakby się każdy zastanowił to by nie było dla kogo handlować. Dzieci z Fatimy umiały nawet wytrwać w więzieniu dla Maryi – Fatimskiej Pani...Ty nie potrafisz sobie odpuścić niedzielnych zakupów dla wiary...

A ile razy bywasz w antykościelnym towarzystwie i milczysz? Imieniny, spotkania w rodzinnym gronie, a często i przerwy w pracy, zamiast być okazją do spotkania stają się sądem nad Kościołem i księżmi. Przy kieliszku siedzą eksperci od reformy Kościoła i mówią, jakby to było lepiej, gdyby oni mogli uzdrowić Kościół. A ty milczysz. Nie umiesz się odezwać i powiedzieć, że może nie wszyscy księża są źli, że może nie wszystko jest w czarnych barwach, że Kościół to nie tylko instytucja, ale jednak coś więcej. Potrafisz to powiedzieć? Nie. Ty zazwyczaj wolisz milczeć. Nie chcesz się wychylać. Wolisz w milczeniu potakiwać....Bo jeszcze cię wezmą za nawiedzonego czy dewota. Do dziś pamiętam jak z mamą wracałem jako nastolatek z gorzkich żali właśnie. Na drodze do kościoła spotkaliśmy moją ciotkę. Szła z głową spuszczoną na dół. Mama pyta: co się stało. Mówi: że narzeczony jej córki skwitował jej wyjście na nabożeństwo w taki sposób: przecież byłaś rano na mszy? Co ty, jesteś moherowa? Oczywiście nic na to nie odpowiedziała....Dzieci Fatrimskie nie przeraziły się, gdy je wyśmiewano, gdy im grożono. Uimały bronić tego, w co naprawdę wierzyły.

Myśląc o ich nieugiętej postawie, zadaj sobie pytanie: co ty umiesz zrobić dla wiary? One dla wiary w to, że widzą Maryję dały się zamknąć do więzienia. Ty dla wiary nawet nie umiesz walczyć z lenistwem, by iść w niedzielę do kościoła. Ty dla wiary nie umiesz nawet zrezygnować z niedzielnego robienia zakupów. Ty dla swojej wiary nie umiesz nawet się odezwać, gdy ją przy tobie lżą i wyśmiewają...Co ty umiesz poświęcić dla wiary? Co potrafisz dla niej zrobić? Myśląc o postawie dzieci z Fatimy, u progu IV Tygodnia Wielkiego Postu podejmij postanowienie: że nigdy nie będzie niedzieli, gdy z własnego zaniedbania czy lenistwa zrezygnujesz z Mszy Świętej. Że nigdy nie zlekceważysz dnia Pańskiego zakupami. Że będziesz umiał stanąć w obeonie wiary. I jeszcze jedno. Możesz dla swojej wiary zrobić coś jeszcze...Łucja,. Franciszek i Hiacynta nie zrazili się ani chłodną celą ani zbirami, z którymi ją dzielili. Mimo, że współwięźniowie przeklinali ich i wyśmiewali oni się w ponurym wiezieniu modlili. Modlitwy nie porzucili...Jest jeszcze jeden ważny gest, jaki dla swojej wiary możesz zrobić. Modlitwa rano i wieczorem. Nieraz mówisz: nie mam czasu? Doprawdy? Ale na telefon, telewizor, plotki czas masz. 5 minut rozmowy z Bogiem rano i wieczorem...Mówisz: zapominam! Bzdura. Pamiętasz doskonale. Tylko ci się nie chce. Popatrz na dzieci z Fatimy wierne modlitwie w więzieniu. I od dzisiaj postanów, że nie będzie dnia, którego z Bogiem nie rozpoczniesz i nie zakończysz....

Kazanie pasyjne III – Łękawica 2017 ks. Artur Czepiel

Pamiętajcie o piekle

13 lipca 1917 roku , tuż przed rozpoczęciem kolejnego objawienia w Fatimie, słońce pociemniało i dało się odczuć miły, łagodny powiew. Niektórzy z licznych obecnych zauważyli niewielki szary obłoczek zawieszony nad dębem, na którym pojawiała się Piękna Pani. Inni słyszeli dźwięk, jakby delikatne brzęczenie. Owe zjawiska pomogły uwierzyć zgromadzonym, że dzieci naprawdę przeżywały nadprzyrodzone doświadczenie. Niebo przecięła błyskawica i pojawiła się Matka Najświętsza. Łucja zapytała: Czego Pani żąda ode mnie? Chcę, żebyście przyszli tutaj trzynastego dnia przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej dla uproszenia pokoju na świecie i w intencji zakończenia wojny, bo tylko Ona może te łaski dla ludzi uzyskać. Chciałabym, prosić, aby Pani nam powiedziała, kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że naprawdę Pani się nam ukazuje.  Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc. W październiku powiem, kim jestem i czego chcę. Uczynię też cud, aby wszyscy uwierzyli. Następnie Łucja przekazała Matce Bożej kilka próśb. Maryja powiedziała, że aby te łaski otrzymać, trzeba odmawiać różaniec. Dodała: Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: "O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi". Przy tych słowach Piękna Pani rozłożyła ręce jak w dwóch poprzednich objawieniach. Promień światła zdawał się przenikać ziemię i dzieci zobaczyły piekło. Później Łucja dokładnie opisała to, co dzieci wówczas widziały. W tym samym objawieniu, najbogatszym w treści i konsekwencje, Matka Boża mówiła o swoim Niepokalanym Sercu oraz dawała pewne obietnice i ostrzeżenia. Wizja piekła i Niepokalanego Serca Maryi stanowią dwie pierwsze części tajemnicy fatimskiej. Obie te części przez wiele lat nie były ujawnione, zaś trzecia cześć nie została ogłoszona do dziś. Po zapoznaniu dzieci z tajemnicą Matka Boża powiedziała:  Kiedy odmawiacie różaniec, po każdym dziesiątku mówcie: "O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia". Łucja zapytała: Czy życzy sobie Pani ode mnie czegoś więcej? Nie, dzisiaj nie. Piękna Pani zaczęła unosić się w górę w stronę wschodu i zniknęła w nieskończonej odległości firmamentu.

Ostatnio na jednej z feministycznych manfifestacji, pokazanej w telewizji jedna z kobiet o zaciętym wyrazie twarzy niosła ogromny transparent z wypisanymi na czerwono literami: kobieto! Rób co chcesz! Wszystko ci wolno! Przecież piekła nie ma! Zastanowiły mnie te słowa. Bo niestety dzisiaj pod tym krzykliwym hasłem podpisać by się mogło bardzo wielu ludzi. Nie ma piekła – w te słowa uwierzyła ogromna rzesza żyjących obecnie. Czy jednak na pewno? Wszak zatrzymując się dzisiaj nad trzecim objawieniem fatimskim odkrywamy, że Maryja fatimskim dzieciom to piekło ukazała. A widok był tak przerażający, że dzieci długo się nie mogły otrząsnąć po tym, co zobaczyły...Łuvja zanotowała nawet, ze gdyby nie obietnica nieba, jaką im dała Maryja, patrząc na to piekła cała trójka umarłaby z przerażenia...Czemu więc współczesny człowiek uwierzył, że piekło nie istnieje? Bo po pierwsze zbyt zuchwale uwierzył w miłosierdzie Boga. Owszem, ono jest wielkie . Owszem, kroczy ono przed sprawiedliwością. Ale zarazem zbyt zuchwała wiara w to miłosierdzie jest grzechem i to przeciw Duchowi Świętemu. Spójrzcie: czytałem o człowieku, który głosił na prawo i lewo, że on teraz gdzieś ma Pana Boga, przykazania, moralność. Teraz póki młody chce skorzystać z życia. Poużywać sobie. A jak już skosztuje tego i owego, pójdzie do spowiedzi, wyzna grzechy i będzie wszystko dobrze. Otóż nie będzie. Bo Bóg to widzi. „To ja, a nie Pan Bóg będzie decydował kiedy dostąpię bożego miłosierdzia. Nie ważne, że ja świadomie i dobrowolnie grzeszę. Bóg ma mi wybaczyć” - głosił ten nieszczęśnik . Czy taki człowiek zasługuje na miłosierdzie? Pomyślcie sami....Drugi powód niewiary w piekło jest powodowany tym, iż uwierzyliśmy w bajkowe o nim wyobrażenie. Że piekło to kotły z ogniem, diabły z widłami, zapach siarki. Darujcie, ale jak ktoś z was tak myśli o piekle jest naprawdę naiwny....Na jednym z wykładów w  seminarium profesor zadał nam pytanie: chcecie wiedzieć, jak zrozumieć istotę piekła? Pomyślcie o osobie, którą bardzo kochacie. O matce, ojcu. W waszym przypadku o mężu, żonie, dzieciach. Teraz sobie wyobraźcie że jesteście w głębokim dole. A ta bliska wam osoba patrzy na was z góry. Wy ją widzicie. Słyszycie jej głos. Jest tak blisko was. A jednak nie możecie się z tej dziury wydostać. Tak samo w piekle. Człowiek będzie miał świadomość że jest Bóg. Że pragnie z Nim być. Że chce do niego pójść. Ale nie będzie mógł. I to uczucie rozłąki i cierpienie nim powodowane jest ogromną katuszą....

Dlaczego Maryja w Fatimie pokazała dzieciom piekło? Bo XX wiek był przedsionkiem tego piekła tutaj na ziemi. Fatimska Pani pokazując ogrom mąk piekielnik chciała jak największą liczbą ludzi uchronić przed tym straszliwym miejscem....Bo w myśl objawień fatimskich nie da się obronić złudnej tezy, że piekło jest puste. Wszak dzieci fatimskie widziały tych, którzy tam cierpią....Jednym z najsmutniejszych dni w moim, dotychczasowym życiu kapłańskim był pewien czwartek, gdy jak co tydzień siedziałem w kancelarii. Akurat nie było tłumów. Nagle jednak ktoś zapukał. Wszedł mężczyzna, koło czterdziestu lat. Pierwsze, co mnie uderzyło to fakt, że nie pochwalił Pana Boga. Powiedział: dzień dobry. Usiadł i zwracając się do mnie przez pan, mówi: przyszedłem tutaj, by wypisać się z Kościoła. Mam tutaj przygotowane 3 egzemplarze mojego wniosku. Nie chcę mieć z wami nic wspólnego. Zmroziło mnie. Przeraziło mnie, gdy widziałem jego zdecydowaną postawę, zacięcie na twarzy i upór. Wyjaśniłem, że ta decyzja będzie mieć ogromne konsekwencje, łącznie ze świeckim pogrzebem. Decyzję podtrzymał. Gdy wróciłem do mieszkania, płakałem jak dziecko. Że to na mnie musiało trafić. Okazało się, że brakuje dokumentacji i będzie musiał wrócić do kancelarii kilkukrotnie. Myślę: może to go zniechęci. Niestety. Nie zraziło go to. W końcu odebrał metrykę chrztu z wpisem, że wypisał się z Koscioła....W czasie kolędy nie wiedząc nawet o tym wszedłem do domu jego matki. Po modlitwie ona w płacz. Nawet jej nie powiedział. W wigilię znalazła tę przykrą metrykę na biurku I jej pytanie  przez łzy: co on zrobił? I co z nim będzie potem po śmierci...Tego nie wiem. Dopóki żyje, ma czas ku nawróceniu. Ale czy taki człowiek chce się nawrócić? Skoro jego życie przypomina pochyłą równię do piekła...A czy chce się nawrócić kobieta, zuchwale dokonująca aborcji i jeszcze z dumą ogłaszająca to w mediach? Czy sama się nie skazuje na piekielny niebyt? Czy chce się nawrócić człowiek, który mieni się katolikiem, ale jednak głosi, że gdyby ciężko zachorował bliscy mają go poddać eutanazji? Czy się sam nie pcha na potępienie? Czy pseudoartysta który kpi z krzyża, szkaluje świętych i pomiata wiarą zechce się nawrócić? Czy jego niby twórczość nie jest szalonym pędem ku wiecznej karze? Co z nimi będzie, jeśli się nie nawrócą? W myśl objawienia fatimskiego z lipca kara, która ich czeka jest przerażająca....

Przyznam się wam jednak, że miałem problem z dzisiejszym kazaniem. Byście nie myśleli, że was straszę piekłem. Przecież wy, przychodząc na gorzkie żale dajecie świadectwo wiary. A człowiek, który żyje wiarą i korzysta z sakramentów świętych jest na najlepszej drodze ku niebu. Człowiek, który przez spowiedź dba o łaskę uświęcającą nie musi obawiać się piekła. Bo żyje w przyjaźni z Bogiem...Ale z drugiej strony nie da się zgłębić objawień fatimskich sprzed 100 lat z pominięciem wizji mąk piekielnych. Ona jest bardzo ważna. Bo Fatima jest wielkim ostrzeżeniem dla świata i grzeszników...Dlatego kładę wam na serce: dbajcie o łaskę uświęcającą. Jeżeli zdarzy się wam upadek w ciężki grzech nie zwlekajcie ze spowiedzią. Żyjąc w przyjaźni z Bogiem, piekło wam nie grozi...Ale pochylając się nad trzecim objawieniem w Fatimie pomyślmy o grzesznikach wokół nas. Których życie wieczne jest pod znakiem zapytania. Pomyślcie: czy jest w waszym otoczeniu ktoś, kto zerwał więź z Bogiem? Porzucił sakramenty? Zaprzestał chodzenia do kościoła? Znacie taką osobę? Pytanie: czy kiedykolwiek modliliście się o jej nawrócenie? A może obok was jest ktoś, kto bez przeszkód żyje w wolnym związku? Mówi nie sakramentalnemu małżeństwu, choć nic nie stoi na drodze, by je zawrzeć? A ty może to akceptujesz? Może jesteś matką czy ojcem który taki stan rzeczy toleruje w swoim domu? Może nie masz odwagi by upomnieć kogoś, kto żyje w ten sposób? A jeśliby się coś stało? A jeśli przyjdzie nagła śmierć? Co wtedy? Rwanie włosów z głowy nad grobem nic nie da! Co z wiecznością? A może obok was jest ktoś kto odszedł od rodziny do młodszego czy młodszej. Zniszczył własne życie rodzinne. A wszyscy wkoło mu przyklasnęli. On mówi: jestem szczęśliwy! Teraz! Ale co po śmierci...

Maryja w Fatimie mówi nam: pamiętajcie o piekle. Ci, którzy żyją obok nas wciąż mają szansę by piekła uniknąć. Pomóżmy im w tym przez modlitwę. W najbliższym tygodniu prośmy za konkretnego grzesznika obok nas. By zdążył się nawrócić. Weźmy sobie do serca słowa fatimskiej Matki: Ofiarujcie się za grzeszników i powtarzajcie wielokrotnie – zwłaszcza gdy będziecie czynić jakąś ofiarę – “O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, w intencji nawrócenia grzeszników oraz jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi”.

 

Kazanie pasyjne II – Łękawica 2017 ks. Artur Czepiel

Odmawiajcie różaniec.

13 czerwca 1917 roku Łucja, Hiacynta i Franciszek znowu szli do Cova da Iria, czyli Doliny Pokoju. Wieść o objawieniach, jakie rozpoczęły się przed miesiącem,  rozniosła się po okolicy i w ten, czerwcowy dzień  w dolinie zgromadziło około pięćdziesiąt osób. Matka Najświętsza pojawiła się zgodnie z daną obietnicą. Łucja zapytała: Czego Pani życzy sobie ode mnie? Chcę, żebyście przyszli tutaj dnia 13 przyszłego miesiąca, żebyście codziennie odmawiali różaniec i nauczyli się czytać. Następnie wam powiem, czego chcę. Łucja poprosiła o uzdrowienie kilku osób. Usłyszała odpowiedź: Jeżeli się nawrócą, wyzdrowieją w ciągu roku. Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba  Tak. Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Pan Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Sama tu zostanę? - zaniepokoiła się Łucja. Nie, moja córko. Cierpisz bardzo? Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga. Potem Maryja otworzyła dłonie, z których spłynęło światło. W nim dzieci ujrzały siebie tak, jak gdyby były pogrążone w Bogu. Hiacynta i Franciszek wydawali się stać w części światła, które wznosiło się do nieba, natomiast Łucję otaczały promienie spływające w dół. Przed prawą dłonią Maryi dzieci zobaczyły serce, w które były wbite ciernie. Było to Niepokalane Serce Maryi, znieważane przez grzechy ludzkości i żądające zadośćuczynienia.

W czasie tegorocznych Gorzkich Żali wracamy do maryjnych objawień w Fatimie w Portugalii. W maju bowiem minie dokładnie 100 lat od dnia, w którym Fatimska Pani ukazała się trójce fatimskich dzieci. Ostatnio mówiliśmy, że celem ukazania się Bożej Rodzicielki było wezwanie do pokuty. Dzisiaj, wracając do czerwcowego objawienia Maryi chcę zwrócić uwagę na kolejne przesłanie, jakie z Fatimy płynie dla każdego z nas. Popatrzcie. W czerwcu fatimskie dzieci usłyszały od Fatimskiej Maryi bardzo mocne wezwanie. Chcę, żebyście odmawiali różaniec. Dlaczego Pani z Fatimy tak bardzo na tym zależało? Aby odpowiedzieć na to pytanie chcę przywołać jeden obraz. Zapamiętałem go z dzieciństwa, z jednego z domów w mej rodzinie. W centralnym miejscu obrazu namalowany był umierający człowiek. Spoczywający na łożu boleści. Obok smutni domownicy, towarzyszący jego odchodzeniu ze świata. Pokój pogrążony w ponurej czerni. A u góry obrazu piękne, niebieskie, otwarte niebo. A w nim Maryja z Dzieciątkiem Jezus na ręku. Wyciąga w stronę umierającego człowieka różaniec. Za chwilę, gdy umrze na tymże różańcu wciągnie go do nieba. Ten obraz pięknie ukazuje nam tajemnicę modlitwy różańcowej...Ukazany na nim konający zapewne modlił się na różańcu. Teraz po jego śmierci ten różaniec stanie się do niego prawdziwą windą do nieba...Niestety świat dzisiejszy nie docenia siły modlitwy różańcowej. Na dowód tego mam do was prośbę. Pomyślcie o tym co macie teraz w kieszeni. Zapewne każdy z was ma portfel. I zapewne prawie każdy z was w kieszeni ma telefon komórkowy. No i może jeszcze pęk kluczy do domu. A ciekawe ilu z was w kieszeni ma przy sobie różaniec. Gdybym tak pochodził po kościele, ciekawy u ilu z was odnalazłbym różaniec. Pewno u niewielu....A wiecie dlaczego? Bo dzisiejszy człowiek wykpił różaniec zupełnie. Ile razy można usłyszeć z góry przepraszam za to wyrażenie, iż różaniec to modlitwa „dewotek”, to „klepanie dobre dla staruchów” czy to atrybut moherowych kobiet. Ile razy takie szydzenie z różańca słyszałem....Ale przychodzi czas, że o tym wykpionym różańcu boleśnie sobie przypominamy. Kiedy ktoś bliski nam umiera...Kiedyś opowiadał mi znajomy ksiądz o tym, że znalazł się w zakładzie pogrzebowym. Na półkach zobaczył wieńce, wzory klepsydr, elementy garderoby. Akcesoria przeznaczone dla okoliczności śmierci. Ale na jednej z pólek zobaczył ku swojemu zaskoczeniu różance. Zdziwiony pyta: sprzedaż różańców? W zakładzie pogrzebowym? Tak, proszę księdza. Bo coraz więcej rodzin się do nas zgłasza, że chcą dać zmarłemu do trumny różaniec, ale w domu żadnego nie mają...Ale po co dawać do rąk po śmierci różaniec komuś, kto go za życia wcale nie odmawiał? Jako kleryk uczestniczyłem w pogrzebie brata mojego dziadka. Był to człowiek niewierzący. I co gorsze jeszcze. Na łożu śmierci odrzucił wizytę księdza. Zmarł bez sakramentów. Zeszła się rodzina i sąsiedzi na modlitwę przy ciele zmarłego. Okazało się, że do rąk nie włożono mu różańca. Ręce miał swobodnie spuszczone wzdłuż tułowia. Jedna z ciotek oburzona pyta: jak to? Dlaczego nie   spletliście mu dłoni  różańcem? A ja na to mówię: bardzo dobrze! Byłoby kpiną teraz wkładanie mu różańca do rąk, skoro go ani raz w życiu nie odmówił...Bo żeby różaniec był przydatny po śmierci, pierw musi od być odmawiany za życia.

Maryja w czasie fatimskich objawień prosiła, byśmy różaniec odmawiali. Ale dzisiejszy, nowoczesny świat różańca już nie potrzebuje. Chce go widzieć tylko jako atrybut staruszków czy nieodłączny element pogrzebu. ...Bracie i siostro przeżywamy szczególny wielki post. Przypada on w roku stulecia objawień fatimskich. I dlatego zgłębiając ich treść bierzemy sobie do serca słowa fatimskiej Matki z czerwcowego objawienia. Chcę, żebyście odnawiali różaniec. Wielki post zawsze jest po to, byśmy coś zmienili w naszym życiu. Byśmy odbudowali to, co gdzieś runęło po drodze....Może czas wielkiego postu jest w tym roku po to, byś znowu sięgnął po modlitwę różańcową? Dlatego dzisiaj, gdy powrócisz do swojego domu odszukaj swój różaniec. Pomyśl: kiedy go ostatnio odmawiałeś? Może leży zapomniany przez lata w szufladzie? Może nawet nie pamiętasz gdzie go masz? W tegorocznym czasie wielkiego postu Fatimska Pani wzywa cię, byś różaniec odkrył na nowo. Modlitwa na nim nie jest łatwa. Ale w różańcowych paciorkach tkwi naprawdę ogromna siła. Wiem co mi powiesz. Nie mam czasu. Nauka, praca, dom rodzina....Naprawdę? Przecież nie musisz odmawiać całego różańca. Ale chociaż jeden dziesiątek raz dziennie. Zamiast pięciu minut bezsensownego patrzenia w ekran dziesiątek różańca. Zamiast pięciu minut plotkowania dziesiątek różańca. Zamiast kolejnej puszki piwa dziesiątek różańca. Wymawiasz się brakiem czasu? Święty Jan Paweł II, gorliwy czciciel fatimskiej Pani. W natłoku papieskich spraw miał czas, by codziennie odmówić wszystkie cztery części. Miał czas....I zawsze gdziekolwiek był obdarowywał ludzi różańcami. Bo wiedział, że ta modlitwa to ostatni ratunek dla świata....Mówisz, że to trudna modlitwa? Popatrz na fatimskie dzieci. Ledwie koło 10 lat miały. A na różańcu się modliły. Bo widzieli że w różańcu jest ratunek dla ginącego świata...

A jeśli jeszcze nie wierzysz w moc różańca posłuchaj: Sierpień 1945 r. zapisał się w dziejach świata jako dzień zrzucenia przez Amerykanów bomby atomowej na Hiroszimę. Aby uświadomić sobie potęgę mocy Bożej, trzeba przypomnieć potworność zniszczeń, które dokonały bomby zrzucone na Hiroszimę, a kilka dni później na drugie japońskie miasto - Nagasaki. Oba miasta w ciągu kilku chwil od eksplozji praktycznie przestały istnieć. Ogromna kula ognia pochłonęła niemal wszystko w promieniu kilku kilometrów, a fala uderzeniowa spowodowała olbrzymie zniszczenia w promieniu dalszych kilkunastu kilometrów. Domy rozpadły się, jak gdyby były zbudowane z kart, a ludzie przebywający w okolicach epicentrum wybuchu dosłownie wyparowali. W Hiroszimie istniała nieliczna wspólnota ośmiu jezuitów. Mieszkali oni w domu blisko kościoła parafialnego, oddalonego jedynie o osiem budynków od centrum wybuchu. W chwili wybuchu bomby jezuici znajdowali się w swoim domu zakonnym, który dzieliło od epicentrum wybuchu zaledwie kilka budynków. Po eksplozji ich dom stal na swoim miejscu, gdy wszystkie inne budynki zostały dosłownie zmiecione. Nawet jeśli kapłani dziwnym trafem przeżyliby moment wybuchu, powinni byli zginąć w ciągu kilku minut w wyniku napromieniowania. Oni jednak nie tylko zdołali opuścić teren zniszczeń nietknięci, to żyli w zdrowiu przez kolejne lata, nie cierpiąc z powodu choroby popromiennej. Potwierdzają to wyniki ok. 200 badań, którym zostali poddani w ciągu 30 lat. Dr Stephen Rinehart, ceniony na całym świecie ekspert w dziedzinie wybuchów jądrowych, powiedział o duchownych: "Nie jest możliwe, aby ktokolwiek przeżył. Nikt nie powinien zostać przy życiu w odległości jednego kilometra. Przypuszczam, że ich ocalenie było sklasyfikowane, ale nigdy nie poruszane w literaturze przedmiotu. Sądzę, że jest możliwe, iż jezuici zostali poproszeni o to, aby nigdy nie wypowiadali się na ten temat". Nie ma się co dziwić takiej postawie, bowiem trudno politykom, wojskowym i naukowcom odnosić się do cudu, do tego, co jest niewytłumaczalne z naukowego i zdroworozsądkowego punku widzenia. Odpowiedź na pytali o swoje cudowne ocalenie dali sami jezuici. Oto ich słowa Jesteśmy przekonani, że przeżyliśmy, ponieważ żyliśmy przesłaniem Matki Bożej Fatimskiej. Żyliśmy i codziennie głośno odmawialiśmy różaniec w naszym domu.
Pani Różańcowa, która w Fatimie ukazałaś dzieciom prawdziwe skarby, dostępne przez święty różaniec. Prosimy, napełnij nasze serca umiłowaniem tej modlitwy.

 

Kazanie Pasyjne I – 2017 ks. Artur Czepiel

Pokutujcie!

W dniu 13 maja 1917 roku w dalekiej Portugalii, w wiosce Fatima, w niewielkiej dolince zwanej „cova da Iria”, czyli dolina pokoju trójka dzieci: Łucja, Franciszek i Hiacynta pasło swoje owieczki. Nagle zaniepokojone dzieci zobaczyły Piękną Panią stojącą na małym dąbku. Postać była cała w bieli i błyszczała światłem jaśniejszym niż promienie gorącego słońca. Dzieci usłyszały słowa:- Nie bójcie się. Nic złego wam nie zrobię.- Skąd Pani jest?  zapytała Łucja.- Jestem z nieba.- Czego Pani od nas żąda?- Przyszłam prosić, abyście tu przychodzili przez sześć kolejnych miesięcy, dnia trzynastego, o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz. Czy ja także pójdę do nieba? Tak. A Hiacynta? Też. A Franciszek? Także, ale musi odmówić jeszcze wiele różańców. Łucja przypomniała sobie dwie dziewczynki, które niedawno umarły, a które za życia często bywały u niej w domu. Spytała:- Czy Maria das Neves jest już w niebie? Tak, jest.  A Amelia?  Zostanie w czyśćcu aż do końca świata. Następnie Fatimska Pani zapytała: Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle, jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany, i jako prośbę o nawrócenie grzeszników? Tak, chcemy - odpowiedziały dzieci. Będziecie więc musiały wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą . Wymawiając te słowa Matka Najświętsza rozłożyła ręce i przekazała wizjonerom światło, które spłynęło z Jej dłoni. Dotarło ono do wnętrza dzieci i - jak mówiła Łucja - w tym świetle zobaczyły się one wyraźniej niż w najdoskonalszym zwierciadle. Siła tego światła sprawiła, że dzieci padły na kolana i zaczęły wielbić Boga słowami: "Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię. Mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie" Maryja powiedziała jeszcze: "Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uprosić pokój dla świata i zakończenie wojny". Po tych słowach zaczęła unosić się w kierunku wschodu, by za moment zniknąć w dali.

Tak oto rozpoczęły się jedne z najsłynniejszych na świecie objawień . W Fatimie. Dlaczego o tym mówię? Przeżywamy moi drodzy szczególny czas wielkiego postu. Przypada on w roku 100 lecia fatimskich objawień. Czytając rozmaite publikacje o tych niezwykłych zdarzeniach, jakie w dalekiej Portugalii miały miejsce odkryłem, że podstawowym przesłaniem orędzia Maryi jest wezwanie: pokutujcie! A przecież wielki post właśnie to czas pokuty. Ostatni jaki nam pozostał w roku liturgicznym. Dlatego w tegorocznej wielkopostnej drodze, pragnę was przeprowadzić ścieżką objawień fatimskich. Byśmy w setną ich rocznicę odkryli, jak wciąż są ważne i aktualne... Pokutujcie! O to przede wszystkim prosiła w dalekiej Portugalii 100 lat temu. I jeżeli chcemy przeżyć dobrze czas wielkopostnej pokuty w roku fatimskim musimy w środę popielcową wziąć sobie do serca te słowa. Wielki Post bowiem to wyjątkowy czas w roku liturgicznym, kiedy mam pokutować właśnie.

Ale czy moi drodzy człowiek dzisiejszy pokutować jeszcze potrafi. Popatrzcie. Przecież dniem pokuty ma być każdy piątek. Niestety wśród nas jest wielu takich, którzy zupełnie post piątkowy porzucili. Wielokrotnie kłoś wykłócał się ze mną, że post od mięsa w piątku już nie obowiązuję. Ale to jest kłamstwo! Nikt piątkowego postu nie uchylił. Spotkałem również osoby, które z wielkim przekonaniem wygłaszały tezę, że post od potraw mięsnych obowiązuje tylko w pierwsze piątki miesiąca. Ale kto tak powiedział? To kolejna bzdura. Dlatego, kiedy u progu wielkiego postu przywołujemy apel Fatimskiej Pani o pokutę przypominam każdy piątek jest dniem pokuty. Rezygnujemy w tym dniu z potraw mięsnych, by pokazać Jezusowi naszą wdzięczność za Jego śmierć na krzyżu. To jest motyw piątkowej pokuty. Dlatego zadaj sobie bracie i siostro pytanie: czy zachowujesz post piątkowy? Przestrzeganie go nie może tylko być efektem zachowania prawa. Ale znakiem twojej miłości do Jezusa.

A co  z wielkim postem, w życiu współczesnego człowieka? W telewizji, prasie, internecie zero na ten temat. Tylko media katolickie przypominają, że ten czas musi się różnić od pozostałych miesięcy w roku. Że to ma być czas pokutowania. Nie chodzi o wielkie umartwienie czy posępne poszczenie. Nie w tym rzecz. Ale w wielkim poście, który dzisiaj rozpoczynamy mamy najpierw rezygnować z zabaw. Czwarte przykazanie kościelne wyraźnie o tym przypomina. Że udział w zabawach w czasie wielkiego postu to ciężki grzech. Który się rzuca w oczy i gorszy bardzo. Niby to oczywiste, ale okazuje się że nie do końca. Jadąc rok temu samochodem usłyszałem w lokalnej rozgłośni radiowej zaproszenie do dyskoteki. Pierwsze co mnie uderzyło, że miała ona być w połowie wielkiego postu. Ale zupełnie mnie zmroziło gdy spiker wielkim, kpiącym głosem wrzeszczał: przyjdźcie! W naszej dyskotece nie ma postu! Wykpili wielki post zupełnie. Pogrążyłem się w smutnych myślach. Ilu pseudo katolików i pseudo katoliczek i tak tam pójdzie. W popielec posypią głowy bo zwyczaj a potem w tango, jakby postu nie było. A w tegoroczną środę popielcową po szkole zaglądam do internetu. I nie wita mnie jakiś wielkopostny obraz czy religijna myśl, chociaż przecież początek postu . Ale pierwsza informacja to plakat o hucznej imprezie, jaka niebawem będzie w tzw. mieście papieskim. W środku wielkiego postu. I jak to się ma do tych słów: pokutujcie...Z religii w liceum zapamiętałem szczególnie jeden, mocny przykład, przekazany nam przez siostrę katechetkę. Wspominała jak w jej rodzinnej wsi mieszkał mężczyzna. Ideowy komunista. Nie wierzył w Boga, i nienawidził wszystkiego, co związane z Kościołem. W dni ścisłego postu, czyli popielec i wielki piątek przychodził do jedynej gospody w miejscowości. Zamawiał wystawny obiad, obfitujący w mięso. Do tego kupował piwo. Siadał przy oknie, tak by go widzieli wszyscy, co szli do kościoła. Śmiał się z nich pokazując, jacy są głupi. Kpił z postu w żywe oczy. Przyszła jednak choroba. Jego konanie w męczarniach trwało 4 długie miesiące. Wiecie na co zmarł? Na raka przełyku. Toteż, gdy ludzie dowiedzieli się o jego zgonie mówili. Skończyło go to, czym najbardziej nagrzeszył. Bo kpił sobie z postu...

Ale moi drodzy, wy dzisiaj przychodząc do kościoła ufam, chcecie dobrze przeżyć tegoroczny wielkim post. Aby tak się stało kładę wam na serce przesłanie Matki Bożej Fatimskiej: pokutujcie. Te słowa przez cały czas wielkopostnej pokuty będą nam towarzyszyły.

Spytacie: jak mamy to czynić? Jak pokutować? Po pierwsze starając się wziąć udział w wielkopostnych nabożeństwach. W drodze krzyżowej i gorzkich żalach. Wiem. Jest tyle nauki, pracy, obowiązków...Ale nie znajdziesz nawet godziny w tygodniu by w tym wyjątkowym czasie przyjść do kościoła. Pomyśl o tym...Po drugie: podejmij postanowienie. W twoim domu zbyt dużo telewizji? Skróć czas jej oglądania o pół godziny, a zaoszczędzony czas poświęć żonie, mężowi, dzieciom. By nie tylko żyć obok siebie. Ale by żyć razem....A może na co dzień za dużo alkoholu. Zamknij na wielki post barek, a  czas poświęcony na spotkanie z flaszką, przeznacz dla rodziny.... A może brakuje ci czasu na modlitwę. Zaplanuj, że w wielkim poście sięgniesz choćby po dziesiątek różańca czy koronkę do miłosierdzia Bożego. To też niewiele. A w oczach Bożych bardzo dużo...I po trzecie: nie daj sobie wmówić że wielki post to przeżytek. Nawet gdy wszyscy wkoło namawiają cię, żeby się nie przejmować, że już dzisiaj nikt nie pości, że wolno  się bawić wy bądź wierny. Nie niszcz daru wielkiego postu. To jedyny czas pokuty w roku liturgicznym jaki nam pozostał. Nie dajmy sobie go odebrać.

A jeśli pytasz czy warto pokutować w wielkim poście popatrz na dzieci z Fatimy. One mimo że  miały odpowiednio podejmowały wyrzeczenia, by uczynić zadość prośbie fatimskiej Pani. A więc, w pierwszą niedzielę wielkiego postu, proszę was, powtarzając za Matką z Fatimy: pokutujcie! Pokutujcie! Pokutujcie!


Homilia – III Niedziela Zwykła rok A – 22 stycznia 2016 – Wadowice/Zawadka ks. Artur Czepiel

Dlaczego nie idą?

Co jest niezwykłego w dzisiejszej Ewangelii? Że pracujący jak co dzień rybacy spotykają, spacerującego po Jeziorze Galilejskim Jezusa. I mimo tego, że pochłania ich codzienna czynność, związana z rybołóstwem, to na słowa: pójdźcie za mną zostawiają wszystko. Porzucają na brzegu jeziora i łodzie i ryby i bliskich nawet i idą za Jezusem. Natychmiast. Bez wahania. Bez zastanowienia. Taką to historię powołania pierwszych uczniów zostawił nam w dzisiejszej Ewangelii święty Mateusz.

Minęły 2 tysiące lat. Jezus przechadza się po ścieżkach dzisiejszego świata, tak jak kiedyś przechadzał się brzegiem Jeziora Galilejskiego. I wciąż mówi słowa: pójdźcie za mną do wielu współczesnych młodych ludzi. I choć do wielu kieruje swe wołania, niewielu na nie odpowiada....Byłem całkiem niedawno w seminarium krakowskich, w budynku przy ulicy Piłsudskiego. Tam przez pierwsze dwa lata mieszkają klerycy naszego seminarium. Kiedy wspominam ten budynek sprzed 10 lat, gdy w nim mieszkałem to on tętnił życiem. Huk. Gwar. Pełny refektarz jadalny. Kiedy byłem ostatnio, cisza aż głupio. Pytam na furcie: klerycy na wycieczce? A furtianin na to: ty myślisz kategoriami swoich lat seminaryjnych. Was tutaj było ponad stu. Teraz niewiele ponad trzydziestu. Chyba widzisz różnicę...Wracając z tego budynku, myślałem: dlaczego? Czy Chrystus dzisiaj nie powołuje? Czy nie zaprasza tak jak nad Jeziorem Galilejskim: pójdźcie za mną? Czemu tak niewielu przychodzi? Wspomniałem rozmowę z pewnym młodym człowiekiem. Wahał się, czy nie iść do seminarium. Gorliwy lektor. Długo nie mógł się zdecydować. W końcu się wycofał. Pytam go: czemu? A on mówi: bo zobaczyłem co piszą o księżach w internecie i gazetach przestraszyłem się. Wiem, wiele z tego to nieprawda. Ale ja się boję, że dałbym sobie rady, że i o mnie tak mogą pisać/ Powiecie: Pewno nie miał powołania. Ostrożnie. Bo on do dziś codziennie jest w kościele. I życia sobie nie ułożył...Ilu jest takich jak on? Których Pan powołał? A jednak oni nie poszli. Bo lęk był silniejszy. Bo strach wygrał z głosem Jezusa. Bo zabrakło odwagi, by zostawić sieci. Apostołowie z dzisiejszej Ewangelii odwagę mieli....Wczoraj wieczorem popatrzyłem na tableau mojego seminaryjnego rocznika. I myśląc o dzisiejszej Ewangelii pytałem: kim są ci, którzy w 2006 roku zostawili swoje sieci i poszli za Panem. Widzę tam człowieka, który był jedynakiem. Rodzice obojętni religijnie. Nagle on oznajmia: idę do seminarium. Matka wpada w gniew. Przez 6 lat nie przychodzi ani raz odwiedzić syna, choć mieszka w Krakowie. Pojawia się w dniu święceń kapłańskich. Omyłkowo obsługa nie wpuszcza jej do prezbiterium. Ile to mojego kolegę kosztowała, że nawet własna matka mu rozradzała. Ale nie poddał się. Jest księdzem. Dobrym i gorliwym. A z matką po latach odnalazł się na nowo. Miał odwagę zostawić wszystko....Widzę człowieka po studiach. Odróżnia go dojrzalszy od pozostałych wygląd. Doktorat z matematyki. Prowadzi wykłady w Bostonie. I nagle przyjeżdża do Polski. Wstępuje do seminarium. Świat miał u stóp. Wszystko zostawił za seminaryjnymi drzwiami. Dzisiaj jest kapłanem....Inny był zakochany po uszy. W domu piętro przeznaczone dla niego. Z wybranką serca układa się idealnie. Ma otwartą drogę na dobry kierunek studiów i zapewnioną pracę. W majowy dzień zostawia dziewczynę i plany. Wstępuje do seminarium. Po wielu przeszkodach zostaje księdzem...Na naszym tableau jest 30 takich historii. Choć każda jest inna, mają jeden, wspólny element. Podobieństwo do dzisiejszej Ewangelii. Bo myśmy mieli odwagę zostawić te sieci swojego życia, któreśmy zarzucali i pójść za Nim...Dziś wielu by mogło. Ale nie idą...Bo brakuje im i zdecydowania i odwagi.

Co możemy zrobić? Wielokrotnie podczas kończącej się już kolędy padało z waszych ust pytanie: dlaczego w naszej parafii jest tak mało księży? Dawniej było siedmiu, a teraz czterech? Odpowiedź jest prosta, ale i bardzo smutna. Coraz mniej porzuca sieci i idzie...Coraz mniej pozostawia barkę na brzegu. Dlatego potrzeba modlitwy. O nowe powołania. Ale także o odwagę dla powołanych. By chcieli zostawić dom, plany, marzenia i pójść za Panem...Dlatego, słuchając dzisiejszej Ewangelii zadaj sobie bracie i siostro pytanie: kiedy ostatnio w swojej prywatnej modlitwie prosiłeś o powołania? Kiedy? Dawno? A może wcale? To nie narzekaj, że mało księży. Zamień kwadrans narzekania na minutę modlitwy. O dar nowych powołań...

Pewien człowiek podróżował po laickiej Francji. Jadąc samochodem, ujrzał malutką mieścinę z wyróżniającym się kościołem. Budowla robiła wrażenie. Monumentalny gotyk. Wszedł do środka. Ołtarze i wystrój że zapierało dech w piersiach. Zobaczył, że w prezbiterium krząta się staruszek w koloratce. Znał francuski więc zagadał. Ksiądz już dobrze po 80. Pod sobą ma takie cztery kościoły. Wszystkie piękne i zabytkowe. Ale puste. Bo w niedzielę garść wiernych. Ksiądz bardzo schorowany, powłóczający nogami. Turysta pyta: czemu ksiądz nie idzie na emeryturę? Bo na moje miejsce nie ma nikogo. Bo gdy ja odejdę te kościoły zostaną zamknięte. Bo nie będzie miał kto w nich mszy odprawiać. Bo nie ma kapłana na moje miejsce. …

Módlmy się o nowe powołania. Bo gdyby nie powołania kapłańskie, nie byłoby Pana Jezusa w Eucharystii pośród nas...

Homilia – Objawienie Pańskie – 6 stycznia – Wadowice/Zawadka ks. Artur Czepiel

Prosta wiara Mędrców.

W ostatnich latach w Polsce mówiono o kilku cudach eucharystycznych. Na fali medialnych doniesień, jeden z moich znajomych powiedział mi: wiesz, u nas by się taki cud bardzo, bardzo przydał. Gdyby takie zdarzenie miało miejsce, na pewno poruszyłoby wielu ludzi. Mielibyśmy tłumy w naszych kościołach. Przydałby nam się taki cud...

Dzisiejsza uroczystość przypomina nam Mędrców ze Wschodu. Ewangelista Mateusz, który opisał nam ich wizytę w Betlejem niewiele o nich opowiedział. Wyraźnie natomiast podkreślił, że znakiem, który kazał im szukać nowo narodzonego Mesjasza była gwiazda, którą ujrzeli. Ciekawe. Wśród milionów gwiazd oni zobaczyli tę jedną, jedyną. I nie tylko, że ją ujrzeli. Ale jeszcze uwierzyli, że blask betlejemskiej gwiazdy doprowadzi ich do nowo narodzonego Króla. Zauważcie. Mędrcy ze Wschodu nie otrzymali innych znaków. Nie przyszedł do nich anioł jak do pasterzy. Nie znali proroctw. Widzieli tylko tę gwiazdę. I uwierzyli jej. Ruszyli w nieznane. W dalekie kraje.
W długą podróż. Uwierzyli tylko jednemu znakowi z nieba...O jak prosta była ich wiara.

Moi drodzy, my nieraz zachowujemy się jak ten mój znajomy, który marzył, by na jego oczach dokonał się cud Eucharystyczny. Dzisiaj bowiem coraz więcej osób szuka jakichś wzniosłych doznań, ekstaz czy religijnych uniesień. Jedziemy do tego księdza na mszę – mówią – bo jak on odprawia, to jest msza. Jedziemy tylko do tego kościoła. Tam się dzieją cuda. Ludzie mdleją, mówią językami, cuda....Pamiętam, jak rozmawiałem z kobietą, która mi mówi: jeżdzę na msze do pewnego kościoła. Cudowne kazania, a jakie śpiewy, a tak cudownie klaskają, a jakie świadectwa. Musi tam ksiądz koniecznie jechać. To nie takie msze, jak tu....A ja pytam: dobrze,więc potrafi pani kilkadziesiąt kilometrów pokonać do tamtego kościoła, a tu ma pani pareset metrów. I w odpowiedzi cisza...Tylu ludzi szuka niezwykłych doznań czy religijnych uniesień. Zapominają, że największy cud dzieje się tutaj na ołtarzu. Dzień w dzień. I jakoś tłumów brak...Popatrzmy znowu na postawę Mędrców. Uwierzyli tylko jednemu zjawisku. Zawierzyli tylko gwieździe. I poszli za nią, by spotkać króla nad królami. A kiedy doszli do celu co zastali? Ubogą stajnię, prosty, zwierzęcy żłob i niepozorne, malutkie dziecię. Po tysiącach kilometrów drogi widok naprawdę przygnębiający. Zamiast potężnego władcy małe dziecię. Zamiast pałacu bieda. Zamiast dworu kilka zwierząt. Zamiast królewskiej rodziny ubogi rzemieślnik i z pozoru prosta kobieta. Taki widok po trudach dalekiej podróży. Ogromny kontrast między uczonymi magami a prostotą stajenki. W zasadzie mogli się czuć rozczarowani. Pewno nie tak wyobrażali sobie króla królów. Ale mimo zastanej nędzy nie uciekli. Upadli na kolana. Oddali mu pokłon. I złożyli dary, jakby zupełnie nie pasujące do biednej rodziny: złoto dla króla królów, kadzidło dla Jedynego Boga, mirrę dla przyszłego męczennika....O, jak prosta była wiara mędrców ze Wschodu.  Uwierzyli, że to niewinne dziecię to Bóg. Uwierzyli, że gwiazda jednak nie pomyliła drogi. Nie żądali cudów. Nie pytali o większe jeszcze znaki. Oni po prostu wierzyli....Jako neoprezbiter prowadziłem rekolekcje oazowe w Niedźwiedziu koło Mszany Dolnej. W pierwszym dniu kadra postawiła mnie pod ścianą, mówiąc: msza codziennie ma być uroczysta, z kadzidłami, z procesją, z rozbudowanym komentarzem, z wydłużonym dziękczynieniem, jak w największą uroczystość. A ja na to: dobrze, odprawimy i tak uroczystą celebrę jeden raz na zakończenie. A przez pozostałe dni bez kadzideł, bez splendoru, ale spokojnie i pobożnie odprawimy z należytym szacunkiem Eucharystię tak, jak się odprawia w naszych parafiach. Pokręcili nosem. Ja jednak pozostałem nieugięty. W ostatnim dniu rekolekcji w drzwiach mojego pokoju znalazłem kartkę: dziękuję księdzu za te msze. Bo zawsze szukałam uroczystych celebracji. Zawracałem uwagę na oprawę muzyczną, ozdoby, celebrę. A teraz odkryłam, że się tak naprawdę nie modliłam. Szukałam wielkich wrażeń. A w czasie tych rekolekcji po raz pierwszy przeżyłam mszę świętą. I w niej tak naprawdę uczestniczyłam....

W dzisiejszą uroczystość objawienia Pańskiego zachwyca nas prostota wiary Mędrców ze Wschodu. Którzy uwierzyli prostym znakom. I naprawdę spotkali Zbawiciela....Marzysz o cudach? Szukasz niezwykłych znaków? Tu na tym ołtarzu teraz dzieje się największy z cudów. Cud Eucharystii. Mędrcy w prostym Dzieciątku, wśród ubóstwa zobaczyli Boga. Ty w prostym znaku chleba i wina zobacz Jezusa, który tak jak kiedyś narodził się w Betlejem, tak dzisiaj rodzi się pośrodku nas w tej Eucharystii...Gdy go rozpoznamy tak jak mędrcy , wtedy ławki tego kościoła nie będą świecić pustkami w dzień powszedni....

Sam pod wpływem artykułów o cudach Eucharystycznych myślałem: czemu w jakiejś  małej sokółce? W marnej religijnie Legnicy? Dlaczego nie w papieskich Wadowicach? Podzieliłem się tą myślą z bliskim człowiekiem. A on mówi: człowieku, po co nam to? Przecież my wierzymy....

 

Homilia – Boże Narodzenie 2016 – Zawadka ks. Artur Czepiel

Spotkać w święta Jezusa...

Zapewne pięknie wysprzątałeś swój dom. Pewnie ustawiłeś w nim choinkę i pięknie udekorowałeś. Wczoraj wziąłeś udział w uroczystej wigilijnej wieczerzy. Śpiewałeś kolędy. Łamałeś się opłatkiem. To wszystko piękne. Ale ty zrobiłeś dzisiaj coś jeszcze, o wiele, wiele bardziej ważnego. Przyszedłeś do kościoła. By nie tylko celebrować Boże Narodzenie. Ale by naprawdę spotkać Jezusa. Który ponad dwa tysiące lat temu narodził się w ubogiej stajni.

I dobrze bracie i siostro, że tu jesteś. Że nie sprowadziłeś tego świętowania tylko do celebrowania zwyczajów czy polskiej tradycji. Ale jeżeli tu jesteś, to znaczy, że rozumiesz po co każdego roku przeżywamy prawdę o narodzeniu Pana. Nie dla zwyczaju. Ale po to, by naprawdę spotkać Chrystusa. Wspominając prawdę o tym, że przed wieki przyszedł na świat w biedzie w Betlejem, na nowo odkrywamy, że w każdej Eucharystii przychodzi na ołtarzu. Kiedyś był małym, bezbronnym dzieciątkiem. Kruchym i delikatnym. Dziś jest ukryty w chlebie. Także niepozornym i niewielkim. I tak jak narodził się przed wiekami w ubogiej stajence, tak dzisiaj rodzi się dla nas na ołtarzu. A my, jak betlejemscy pasterze przychodzimy dzisiaj do Niego by wyznać, że On jest naszym Panem i Zbawicielem. Tak, najważniejszą rzeczą w święta jest spotkanie z Jezusem przy ołtarzu. Dlatego, dziękuj bracie i siostro, ze tutaj możesz być. W tym kościele, który jest naszym Betlejem, domem chleba. Nie tylko dzisiaj, w tym radosnym dniu. Ale zawsze, ilekroć tutaj sprawowana jest Eucharystia, tylekroć na tym ołtarzu rodzi się dla nas Bóg. Czy pamiętasz o tym? A może przychodzisz tutaj tylko w święta, od wielkiego dzwonu. Jeśli tak, to i tak powiem ci dobrze, że jesteś! Bo możesz stąd wrócić odmieniony. Od stóp Chrystusowego ołtarza wracaj umocniony, jak pasterze przed wiekami. I może postanów sobie, że będziesz tu przychodził częściej....A jeśli regularnie spotykasz się z Jezusem w Eucharystii, pomyśl: jak często przyjmujesz go do serca? Często, czy może tylko w święta? Twoja obecność przy Panu jest dzisiaj błogosławiona. Bo możesz patrząc na Bożą Dziecinę delikatną jak chleb dzisiaj postanowić, że będziesz Go częściej przyjmował do serca. Bo przecież ilekroć przyjmujesz chleb Eucharystyczny, tylekroć w Twoim sercu rodzi się Jezus....

Najważniejsze w tajemnicy świąt Bożego Narodzenia jest spotkanie z Jezusem przy ołtarzu. Odchodząc od ołtarza, jak Pasterze wracamy, by szukać go w drugim człowieku. Także tym, który jest tuż obok nas...  Będziemy zasiadać przy świątecznym stole. Mówicie nieraz: brak nam czasu. Mijamy się. Tyle obowiązków, tyle pracy. Na nic nie ma czasu. W Boże Narodzenie czasu jest więcej. Dlatego, proszę was. Bądźcie razem ze sobą. Rozmawiajcie. Ucieszcie się tym, że jesteście razem. Nie zasłaniajcie radości bycia razem ekranem telewizora czy komputera. Jezus czeka w drugim człowieku. A zatem jest bliżej niż myślisz. Obyś nie był jak mieszkańcy Betlejem, którzy mieli Syna Bożego tuż obok. A jednak zamknęli mu drzwi. I go nie spotkali...

Życzę wam, by radosne święta Bożego Narodzenia, które przeżywamy były wyjątkowe. Byście nie przegapili spotkania z Chrystusem. I tak, jak teraz spotykacie Go przy ołtarzu, tak w czasie świętowania spotkajcie Go w drugim człowieku. Bo jak pisał ks. Jan Twardowski:


Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy

Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać.

(Ks. Jan Twardowski)

 

Homilia – Pasterka 2016 – Zawadka ks. Artur Czepiel

Być jak Pasterze...

Dlaczego w środku nocy przyszliśmy dzisiaj do kościoła? Dlaczego zrezygnowaliśmy ze snu, by mimo zimowej pory, niesprzyjającej aby być na Mszy Świętej? Dlaczego jest nas tutaj tylu, mimo że o północy trudno się skupić, oczy się kleją, dokucza zmęczenie, zwyczajnie chce się spać? Moi drodzy, dlaczego? Może sami nie wiemy co odpowiedzieć. Może, ktoś z was jest tutaj, bo traktuje pasterkę jako element świątecznej tradycji? Inny może przyszedł dzisiaj dlatego, że lubi pośpiewać kolędy? Inny jeszcze uznaje może, że raz w roku, po prostu warto iść do kościoła? A ktoś z was może nawet nie wie, po co tutaj dzisiaj przyszedł?

Bracie i siostro, tak naprawdę wcale nie jest ważne, z jakich powodów tutaj dzisiaj przyszedłeś. Ale w tę świętą noc narodzenia Pańskiego chcę ci od ołtarza powiedzieć: dobrze, że tu jesteś! Dobrze, że tu przyszedłeś! Bo trud twojego przyjścia dzisiaj, nocną porą do kościoła upodabnia cię do betlejemskich pasterzy. Oni ponad dwa tysiące lat temu zostawili trzody i pastwisko. I ruszyli w drogę. Ku betlejemskiej grocie....Ty też zostawiłeś ciepły dom, wygodne łóżko i wybrałeś się do kościoła. I znowu tak jak betlejemscy pasterze patrzysz na Dzieciątko Jezus. Oni patrząc, uklękli i oddali mu pokłon, którym wyznawali wiarę w Niego...Ty swoim przyjście dzisiaj do kościoła pokazujesz, że wierzysz iż ten Jezus, narodzony przed wiekami w Betlejem jest prawdziwym Bogiem, jest Twoim Panem i Zbawicielem. ...Pomyśl, że Pasterze oddawszy pokłon Dzieciątku wrócili do siebie. Ale odmienieni. Wracając dawali świadectwo, że spotkali żywego Boga. Poszli do szopy jak zwykli, ubodzy pasterze. Wrócili jako świadkowie wiary w Chrystusa....My też za kilkadziesiąt minut wrócimy do domów. Ale w uroczystości narodzenia Pańskiego chodzi o to, żebyś wzorem Pasterzy wrócił z tego miejsca, od Boskiego Dziecięcia odmieniony. Jeżeli rzadko przychodzisz do kościoła, to patrząc na maleńkiego Jezusa postanów sobie, że będziesz przychodził częściej. Jeżeli wiara  ci zobojętniała, porzuciłeś, modlitwę, sakramenty, a Kościół traktujesz tylko jak element świątecznej tradycji, to popatrz na Boską Dziecinę, leżącą w żłobie. To Bóg, który przez tajemnicę Betlejemskiej nocy przyszedł do ciebie. A ty możesz Go przyjąć. Ale i odrzucić. Nie przypadkiem tu dzisiaj jesteś. By tu przybyć, zadałeś sobie pewien trud. Wracając z tej niezwykłej, nocnej mszy pomyśl, że warto ten trud zadać sobie w codzienności. I poszukać tej wiary, którą gdzieś zgubiłeś, ale która jedna tli się w Tobie, bo przecież inaczej by cię tutaj dzisiaj nie było...A jeśli przyprowadziła cię tu, w tę noc szczera wiary to wracając jak pasterz z Betlejem umiej być jej świadkiem w domu i pracy. By twoja wiara budziła wiarę w ludziach obok ciebie.

Moi drodzy, w noc Bożego Narodzenia całym serce życzę wam i sobie: by ta nasz, nocna wizyta u żłobka Zbawiciela odmieniła nas tak jak przed wiekami betlejemskich pasterzy. Byśmy od stóp Bożej Dzieciny wracali inni. Lepsi. Przyszliśmy tu z różnych powód. Ale obyśmy od tego żłobka wszyscy wracali zjednoczeni. W szczerej i prawdziwej wierze. Że to maleńkie Dziecię to naprawdę nasz Bóg.

 

Kazanie – XXV Niedziela Zwykła – Niedziela Śródków Społecznego Przekazu – 18 września 2016- Wadowice/Zawadka ks. Artur Czepiel

Katolik w świecie mediów.

Pewien podróżnik w latach międzywojennych postanowił odbyć podróż po Polsce. Odwiedzał zakątki naszego kraju, ponieważ był ciekaw jak żyją Polacy. Chciał poznać mentalność naszego narodu. W swoim wędrowaniu nawiedził wiele polskich domów. Po zakończonej podróży wnioski zawarł w dzienniku. Oto, co napisał: W każdym polskim domu na ścianie wisi krzyż, a obok niego rozmaite, święte obrazki. Przy polskich łóżkach komody, a na nich wytarte palcami różańce. W izbach na środku stoją stoły. A przy nich gromadzą się całe rodziny i rozmawiają. O jak piękny to kraj, Polska. Minęło blisko sto lat od tych obserwacji. Zastanawiam się co by było, gdyby ten podróżnik dzisiaj odwiedzał polskie domy? Zapewne napisałby tak: W każdym polskim domu na ścianie wisi telewizor. Często ogromny. Gdzieś niedaleko na stoliku komputer lub laptop. Przy polskich łóżkach stoliki, a na nich telefony komórkowe, ze zdartą....Nie no, nie ze zdartą klawiaturą bo wszystkie już dotykowe. Po prostu telefony komórkowe! W wizytowych pokojach na środku stół. Tylko, że już mało kto przy nim zasiada. Teraz siedzą przed telewizorem i wcale nie rozmawiają...Ale się zmienił ten kraj, Polska.

Zmieniła się polska rzeczywistość. Zmienił się obraz naszych domów. A my w tej nowej, medialnej rzeczywistości próbujemy się odnaleźć. Często z wielkim trudem. Dlatego raz w roku, w trzecią niedzielę września przeżywamy w Kościele dzień środków społecznego przekazu. Po to, by wspólnie podjąć refleksję nad tym, w jaki sposób z nich korzystamy? Jeśli bowiem umiejętnie się nimi posługujemy, mogą być nam bardzo pomocne....Problem jest jednak wtedy, gdy to one zaczynają rządzić nami....Kiedy po skończonym seminarium poszedłem uczyć do szkoły to najbardziej byłem zaskoczony nie zachowaniem uczniów ale szkolnymi przerwami. Na korytarzu nowotarskiej „11” spodziewałem się gwaru, harmideru, wręcz huku...A tymczasem na szkolnym korytarzu dziwny spokój. Dlaczego? Bo uczniowie zamiast radośnie korzystać z przerwy siedzieli na ławkach i grali na telefonach komórkowych...Innym razem odwiedzam rodzinę. Patrzę nie ma dzieci. A przecież mają trójkę. W domu cisza. Muchę by usłyszał. Pytam: gdzie wasze dzieci? Najstarszy przed komputerem. Średni przed telewizorem. A najmłodszy przy konsoli z grą.
I szczerość tych, których odwiedziłem: dobrze, że przyszedłeś. Bo pewno byśmy całe popołudnie spędzili przed telewizorem. Moi drodzy, środki społecznego przekazu są ogromnym dobrem. Wynika z nich dla nas niesamowity pożytek. Ale wtedy, gdy z nich korzystamy mądrze. Popatrzcie, jak łatwo jest posadzić dziecko przed telewizor czy komputer. Jest wtedy spokój. Ale pamiętajcie: uzależnić się jest bardzo łatwo. Zwłaszcza, gdy rodzic nie dogląda jakie treści syn czy córka sobie aplikuje. Wiemy, że zagrożeń masa...Jaki jest wyznacznik? Jeśli dziecko spędza z telewizorem czy komputerem więcej czasu niż z ojcem i matką to jest bardzo źle...W drugą stronę działa to moi drodzy tak samo...

Nie, nie pomyślcie sobie, że wam dzisiaj każę pousuwać telewizory z domu czy powyrzucać  komputery. Ale chciałbym, byśmy w niedzielę środków społecznego przekazu nauczyli się jak
z nich korzystać mądrze i odpowiedzialnie. Po pierwsze: trzeba szukać w nich treści wartościowych. Wielu z nas nie zauważa nawet, że w naszych telewizorach nie brak religijnych
i kulturalnych treści. Przecież media dzisiaj stały się potężnym narzędziem Ewangelizacyjnym.
W stacjach telewizyjnych odnaleźć można transmisje Mszy Świętych. Obecne są w naszych domach telewizja trwam i radio Maryja. Wielu je krytykuje i ośmiesza. Ja też kiedyś byłem sceptyczny i krytyczny wobec tej rozgłośni i telewizji. Do czasu, gdy jako kleryk seminarium zacząłem odwiedzać jedną osobę chorą obłożnie. Przy jej łożu cierpienia radioodbiornik.
Z początku się krzywiłem, gdy cały czas szedł. Do czasu, gdy mi powiedziała: gdyby nie to radio to bym dawno umarła. To moje jedyne okno na świat. Jedyny promyk słońca w moim domu...Oczywiście, każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Ale warto pomyśleć o tych rzeszach ludzi, którzy jedynie dzięki tym mediom nie stracili sensu....Dzięki nim mogę być codziennie na jasnej Górze na Apelu, dzięki nim zamiast steku bzdur, reklam i fałszerstw płynie z mego telewizora modlitwa różańcowa czy piękny śpiew koronki...Na wielu, innych programach także znaleźć możesz to co twórcze i wartościowe. Tylko zacznij szukać. I wybierać mądrze....Po drugie: pamiętaj, że telewizor, komórka, internet to tylko środki. One nie są celem samym w sobie. Nic nie zastąpi rozmowy w gronie rodziny. Niczym jest szklany ekran wobec rodzinnej wycieczki czy wspólnego spaceru. Telewizor, chociażby największy nigdy nie może ci zastąpić drugiego człowieka...

W latach osiemdziesiątych ksiądz Wojciech Drozdowicz na ambonie kolegiaty w Łowiczu ustawił telewizor. A następnie wyjął  siekierę i na oczach zdumionych wiernych go porąbał. Chciał zaprotestować przeciw komunistycznym kłamstwom, jakie telewizja sączyła. Ja myślę że przesadził. Bo nigdy nie jest winien telewizor czy komputer . Winni jesteśmy my, bo nie umiemy z nich korzystać. Nie umiemy się nimi posługiwać jak należy...

 

Homilia – XXIV Niedziela Zwykła – 13 września 2015 – Zawadka

Droga krzyża

Pamiętam dzień, kiedy wraz z moimi kolegami rozpoczynaliśmy trzeci rok formacji seminaryjnej. Byliśmy tuż przed pierwszym założeniem sutanny. Znany z surowości nasz rocznikowy wychowawca zgromadził nas na konferencji w sali wykładowej. W ciszy wysłuchaliśmy ostrych wymagań, które postawił. Na końcu powiedział nam: życzę wam, chłopaki wielu niepowodzeń. Bo to w nich tak naprawdę sprawdzi się wasze powołanie. Zszokowały nas te słowa. Wprowadziły niepokój w serce. W świetle dzisiejszej Ewangelii one jednak nie powinny nas wcale szokować.

Ewangelista Marek przedstawia nam bowiem bardzo ciekawą sytuację. Oto Jezus zapowiada uczniom drogę swoje cierpienia. Mówi o swojej męce i śmierci. Zwiastuje krzyż. I oto Piotr zaczyna Mu się sprzeciwiać. Upomina Zbawiciela. Nie przyjmuje do wiadomości, że tak może być. I słyszy mocną reprymendę. Słowa, które mogą nas zdziwić: Zejdź mi z oczu szatanie. Niektóre tłumaczenia mówią jeszcze dobitniej: stań za Mną. Popatrzmy. Jezus wie, że nie ma innej drogi do zbawienia niż droga krzyża. Wie, że aby była radość zwycięstwa musi być trud. Sportowiec, nim osiągnie złoty medal, musi doznać ogromu wysiłku fizycznego na treningach. Musi wylać wiele kropel potu, by zdobyć dobry rezultat. By móc pracować, trzeba natrudzić się w szkole, zdobyć w pewnym trudzie wiedzę czy nabyć doświadczenie. To co piękne i twórcze, często rodzi się w trudach i doświadczeniu....Zbawienie człowieka, dokonane przez Jezusa także dokonało się przez krzyż. W ogromnym trudzie. W niesamowitym cierpieniu. Jezus miał tego świadomość. I wiedział, że to jest jedyna droga. Droga krzyża. A Piotr? On chciał inaczej. On chciał iść za Jezusem po swojemu. Bez trudu. Bez wyrzeczeń. Krzyż? Absolutnie! Cierpienie? Nigdy w życiu! Trud? Po co! On chciał iść za Zbawicielem, według własnego widzimisię. A Chrystus dobitnie mu mówi: tak się nie da. Chcesz iść moją drogą? To mnie nie wyprzedzaj! Stań za mną. I daj mi się prowadzić. Inaczej nie dojdziesz....Czyż nie jesteśmy czasem podobni do Piotra. Chcemy iść za Jezusem, ale po swojego. Według swojej wizji. Idę za Tobą Jezu, ale po mojemu...Tak jak ja chcę. Chcę iść za Tobą, ale bez krzyża. Krzyż niepotrzebny. Krzyż mi uwiera. Tymczasem wymowa dzisiejszej Ewangelii jest jasna i prosta. Nie ma chrześcijaństwa bez krzyża.

Moi drodzy, dobrze się składa, że czytamy tę Ewangelię w przeddzień uroczystości podwyższenia krzyża Chrystusa.  Jezus wskazuje nam dzisiejszym słowem krzyżowe drzewo i mówi: idąc za mną, decydujesz się na krzyż....To jest trudne. Ale po to umieszczamy krzyż w naszych mieszkaniach, szkołach, urzędach, na naszych drogach by go zawsze mieć przed oczami. I by sobie przypominać, że choć krzyż jest elementem naszego życia, to przecież nigdy nie jest końcem. Bo przez krzyż Jezus nas zbawił. Przez krzyż zwyciężył. Drzewo hańby uczynił drzewem zwycięstwa. I choć nasze krzyże nas uwierają, zawsze możemy spoglądać na ukrzyżowanego. A gdy jego mamy przed oczami nie załamiemy się pod najcięższym nawet krzyżem....Zachęcam was, byśmy poruszeni słowem dzisiejszej Ewangelii pomyśleli o krzyżach w naszych domach. Często wiszą obojętne na naszych ścianach. Mijamy je. Nie zwracamy na nie uwagi. Dziś je sobie przypomnijmy. Bo one nam mówią: Jezus też cierpiał. On na krzyżu też się trudził, jak i wy się trudzicie. Ale wytrwał. Ilekroć patrzysz na krzyż, tylekroć przypominasz sobie słowo dzisiejszej Ewangelii.  Nie da się iść za Jezusem bez krzyża. Ale przecież krzyż nigdy nie jest końcem......Tak, pomyślmy o krzyżach w naszych domach i środowiskach.  W kościele św. Piotra dzisiaj przy ołtarzu stoi krzyż szczególny. Wczoraj rano zapłakana kobieta przyniosła go księdzu proboszczowi. Wyciągnęła go z kontenera na osiedlu. Ze śmietnika. Wam na ten krzyż chcę zwrócić szczególną uwagę. Z tyłu jest na nim dana : 24 października 1981 roku. A pod datą napis: Zawadka i numer jednego z domów. Patrzyliśmy na ten krzyż jak wryci. Potem go umyłem i zanieśliśmy do kościoła. Komuś krzyż przestał być potrzebny. ...Nie, nie będziemy tutaj robić śledztwa. Nie będziemy szukać, kto i co, bo to nie miałoby sensu. Po prostu chyba i ja jako wasz duszpasterz i wy razem ze mną musimy się dziś zawstydzić. I przeprosić za ten akt profanacji, który boli, bardzo boli. Nie pytajmy: kto i po co? Mówmy: Jezu, przebacz. A po powrocie do domu zdejmijmy krzyż z naszej ściany. I ucałujmy go. Niech to będzie nasz najpiękniejszy akt przeproszenia. I akt wiary.....


Kazanie – czuwanie jasnogórskie – 6 lipca 2016

Matka miłosierdzia.

8 listopada 2014 roku kongregacja ds, kultu Bożego i dyscypliny Sakramentów wydała pozwolenie, by do litanii loterańskiej dodano w naszym kraju nowe wezwanie: matko miłosierdza módl się za nami. Kulisy tego nowego wezwania są jednak znacznie wcześniejsze. Wspomnijmy słynną inwokację z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza. Słowa, które znamy na pamięć: Panno Święta, co jasnej bronisz Częstochowy i w ostrej świecisz bramie. Mickiewicz przywołał nieprzypadkowo dwa wizerunki Maryi. Jana Góra i Ostra Brama w Wilnie były bowiem głownymi centrami kultu maryjnego w Polsce. Jasna Góra zwana sanktuarium Królowej Polski i Ostra Brama zwana sanktuarium Matki Milosierdzia właśnie. Taki tytuł Ostrobramska Pani ma do dziś.

Ale czuwając w kaplicy jasnogórskiej w jubileuszowym roku miłosierdzia odkrywamy, że kaplica czarnej Madonny także jest w miejscem, w którym Maryja szczególnie dała się poznać jako matka miłosierdzia. Popatrzmy na ściany częstochowskiej kaplicy. Obwieszone, udekorowane licznymi wotami. Złote serca, korale. A za każdym wotem ukryta inna historia. Historia doznanego w tym miejscu przez ręce Maryi Miłosierdzia. Kule. Bo ktoś prosił o miłosierdzie uzdrowienia z nóg. I przed jasnogórskim wizerunkiem tej łaski miłosierdzia dostąpił. Posłuchajcie jednej tylko historii. Rok 1979. U pani Janiny, 29-letniej matki dwójki dzieci, stwierdzono stwardnienie rozsiane. Od 5 lat poruszała się o kulach, a choroba wciąż postępowała. Groził jej całkowity paraliż i ślepota. Mąż odszedł, zostawiając ją samą z dziećmi. Załamana kobieta modliła się o śmierć i dobrą opiekę dla dzieci. Któregoś dnia przyśniła się jej Maryja przywołująca ją na Jasną Górę. Pomimo obaw, jak sobie poradzi w podróży, zdecydowała się pojechać. Kiedy wpatrywała się w Oblicze Maryi, nawet nie spostrzegła, że upuściła kule, z którymi nie rozstawała się od kilku lat. Od tego momentu nie były jej już potrzebne. Lekarze stwierdzili całkowite ustąpienie objawów choroby. Trwałość uzdrowienia potwierdza fakt, że pani Janina kilkakrotnie brała udział w pieszych pielgrzymkach, przemierzając kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Swoje kule zostawiła na Jasnej Górze. Wiszą w Kaplicy Cudownego Obrazu. Innych historii uproszonego tutaj miłosierdzia jest wiele....

Tak, także w jasnogórskiej kaplicy odkrywamy w Maryi Matkę Miłosierdzia. Jest jeszcze jedno szczególne miejsce, które o tym świadczy. Każdy umieszczony tutaj konfesjonał. Gdyby deski tych konfesjonałów umiały mówić. Myślę, że wycisnęłyby nam łzy z oczu nie jeden raz. Ilu ludzi patrząc w miłosierne oczy Czarnej Madonny tu się nawróciło. Ile osób patrząc na jasnogórski wizerunek tutaj odkryło, że ich dotychczasowe życie pozbawione jest sensu. Ile osób spojrzało w dobre, kochające oczy Królowej Polski i wobec jej czarnej jak polska ziemia twarzy porzuciło nałogi, grzechy, słabości...Jasnogórska kaplica przypomina nam, że Maryja tak tutaj czczona i kochana jest Matką miłosierdzia.

I skoro w jubileuszowym roku miłosierdzia czuwamy przed jej obliczem to zastanówmy się. Jaki obszar mojego życia potrzebuje miłosierdzia? Może potrzebujesz miłosierdzia w zmaganiu się ze swoją chorobą, fizyczną dolegliwością, słabością swojego ciała? Trapi cię choroba? Proś dziś Czestochowską Matkę Miłosierdzia nie tylko o zdrowie, co o siły, byś krzyż choroby udźwignął? Bo gdzie Maryja zaznała najwięcej miłosierdzia Syna? Pod krzyżem? Gdy cierpiąc okrutnie jeszcze się potrafił o nią zatroszczyć....Może potrzebujesz miłosierdzia, bo cierpisz z powodu śmierci żony, męża, ojca czy matki, syna czy córki. Proś jasnogórską matkę o miłosierdzie. I wspomnij sobie, że ona też stała przy grobie Syna. Też cierpiała. Ale choć jej było ciężko wierzyła. Z miłością, która jest przecież tożsama z miłosierdziem zniosła śmierć jedynego dziecka. I za to ujrzała syna znowu. W chwale miłosierdzia. Proś, byś od Matki Miłosierdzia uczył się miłosierdzia wobec siebie w trudnym doświadczeniu. Za ten trud jest zawsze nagroda....Może miłosierdzia potrzebują twoje relacje małżeńskie czy rodzinne. Najtrudniej jest być miłosiernym wobec najbliższych. Oddaj trud twojego małżeństwa czy trudnych relacji rodzinnych miłosiernej Matce. Nie musisz wiele mówić. Ona najlepiej wie i rozumiem co czynić gdy jest trudno. Tylko jej to oddaj i wraz z nią proś o miłosierdzie dla siebie i tych, z którymi ci dzisiaj trudno.

Jasnogórska kaplica jest miejscem miłosierdzia. Miłosierdzia wypraszanego nam przez pośrednictwo Maryi. Ona dzisiaj patrzy na każdego i każdą z nas. W tę noc naszego czuwania nie wahajmy się jej prosić, by wypraszała miłosierdzie naszym trudnym sprawom Niech w tę letnią noc z naszych czuwających serc biegnie ku niebu, ponad światła gwiazd pełna ufności modlitwa: miłosierna, Częstochowska Matko Boska proś Boga za nami.

 

Homilia – V Niedziela Wielkanocna – 24 kwietnia 2016

Najprostsze i najtrudniejsze.

Krótka jest ta dzisiejsza Ewangelia. Tym bardziej zastanawia nas fakt, ze w niej ukryta jest kwintesencja chrześcijańska. W tych krótkich, zwięzłych słowach Pan Jezus ukrył całą istotę naszej wiary. Zawarł ją w przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Co roku dzieci w ramach przygotowania pierwszokomunijnego uczą się na pamięć słów tego przykazania. Nieraz któreś z dzieciaków mówi: wie ksiądz co? Spośród wszystkich rzeczy, które musimy umieć to przykazanie jest najkrótsze. I najłatwiej je sobie przyswoić. To prawda. Nauczyć się łatwo, nawet w wieku szkolnym. Ale już wcielić przykazanie miłości w życie? O wiele trudniej.

Chciałbym byśmy dzisiaj spojrzeli na przykazanie miłości od innej strony. Kiedy bowiem zgłębiamy jego treść zazwyczaj skupiamy się na swoich powinnościach wobec Boga a potem wobec drugiego człowieka. Oczywiście, taka jest wymowa tego nowego przykazania. Ale zauważmy rzecz ciekawą. Że gdy myślimy o miłości bliźniego od razu przychodzą nam na myśl osoby chore, cierpiące, potrzebujące pomocy. Jasne jest, że miłość bliźniego wymaga zauważenia ich potrzeb, wyjścia im naprzeciw. Ale obawiam się że nieraz łatwiej nam wzruszyć się nad głodującym dzieckiem w dalekiej Afryce, nad przejmującym reportażem z wojen na dalekim wschodzie, nad biedotą w krajach trzeciego świata....Tak, tam też potrzeba pomocy. Ale może najpierw dzisiaj spójrzmy przez pryzmat przykazania miłości wokół siebie? Bliźni bowiem to nie tylko ten, kto jest potrzębujacy, to nie tylko ten kto jest daleko....Ale przede wszystkim bliźni to ten, kto jest wokół ciebie, w twoim domu. Paradoksalnie: łatwiej się realizuje przykazanie miłości w spektakularnych gestach, we wszelkich formach niesienia pomocy, a trudniej to przykazanie uczynić realnym wobec tego, kogo mamy na co dzień....Dlatego zadaj sobie dzisiaj bracie i siostro pytanie: jak realizujesz to przykazanie w swoim małżeństwie? Im większy małżeński staż, tym mniej gestów miłości...Wstrząsające słowa usłyszałem kilka lat temu od mojego ucznia, w swojej poprzedniej parafii. Proszę księdza, niemal codziennie słyszę awantury między rodzicami. Padają złe słowa. Mnóstwo wulgaryzmów. Słucham tego od lat. Ale jeszcze nie słyszałem słowa: kocham cię, wypowiedzianego choćby przez jednego z nich....Totalne zaprzeczenie przykazania miłości. Pewno jak ze sobą chodzili, były kwiatki, pocałunki, czułe słówka....Teraz po latach zostały tylko wulgaryzmy i to takie, że ich dziecko nawet się załamało...Myśląc o przykazaniu miłości, pomyśl o tym, jak je realizujesz w swoim małżeństwie. Kiedy ostatnio powiedziałeś mężowi lub żonie: kocham cię? Kiedy....Realizacja w codzienności tego przykazania składa się z naprawdę prostych gestów. Podziękowanie żonie za obiad, dostrzeżenie trudu spracowanego męża, powiedzenie dobrego słowa po zabieganiu całym dniem. Proste prawda. Proste, tylko wobec tego czemu tak mało takich gestów w naszych domach i rodzinach?

A jak bracie i siostro realizujesz przykazanie miłości jako rodzic? Dzisiaj coraz częściej niestety dzieci są pozbawione gestów miłości. Łatwiej posadzić przed telewizorem, łatwiej usadzić przed komputer niż spytać: jak w szkole? Lepiej puścić kreskówkę niż poczytać książkę. Lepiej dać komórkę do ręki niż tę rękę chwycić i poprzez gest miłości pokazać: jesteś moim skarbem. Przed tygodniem z wielkim wzruszeniem mówiłem wam o wspaniałej atmosferze mojego domu. Bo taka była. Może dlatego, że tata miał czas, by zdjąć książkę z półki i poczytać. Moze dlatego, że w niedzielę nie siedziało się przed telewizorem tylko przy wspólnym stole w kuchni. A może dlatego, że rodzice patrzyli na komputer i mówili: dzisiaj ci starczy. Teraz chodź, porozmawiamy....I to mi zostało. Dlatego boli mnie, gdy wchodzę nieraz do jakiegoś domu, gdzie panuje głucha cisza, bo ojciec przy laptopie, matka przed telewizorem, a dzieci na komórkach grają....Przykazanie miłości. Krótkie i treściwe. Ale jakże trudne do zrealizowania. Nawet w wielu naszych domach i rodzinach....

A jak realizujesz to przykazanie jako syn czy córka. Czy twoja relacja wobec rodziców opiera się na przykazaniu miłości? Opowiadają o pewnej kobiecie, która dostała powiatową nagrodę za dobroczynność. Opublikowano jej portret w czasopismach, ukazano reportaż w telewizji. Bo rzeczywiście: wolontariat w szpitalu, zaangażowanie w caritasie, udział w akcjach charytatywnych....Wkrótce potem do organizatora tej nagrody przyszła kobieta. I mówi mu: czy pan wie komu dał tę nagrodę? On się żachnął, zaczął wyliczać dokonania laureatki. A kobieta mówi: to wszystko piękne. Tylko że jej stara matka mieszka dwa bloki dalej. A córka jej od czterech lat nie odwiedziła. Bo nie ma czasu....Myślę, że wszelki komentarz jest tu zbędny. Dlatego stawiam tylko pytanie: czy realizujesz przykazanie miłości jako syn i córka? Odpowiedzieć każdy z nas musi sam.

Przykazanie miłości Boga i bliźniego....Znamy je dobrze. Ale czy wcielamy je w życie? Pamiętajmy jego realizacja zaczyna się w naszych domach i rodzinach. Dopóki tam nie zapanuje miłość wzajemna i dobroć, dopóty nie znajdziemy tam Boga żywego....

 

Homilia – Wielki Czwartek – 24 marca 2016

Przykład Jana

W ten wyjątkowy wieczór nasze myśli biegną do Wieczernika. Tam, gdzie przed wiekami,
w sali na górze przebywał Jezus z Apostołami. Tylko godziny dzieliły Go od Jego męki i śmierci.
A On otoczony dwunastoma czyni cud Eucharystyczny. Zanim Go jednak dokona, klęka przed Apostołami. Obmywa im nogi. Czyni gest zupełnie przez nich nie zrozumiany. Gest pełen miłości, ale i uniżenia. To niewiarygodne. Bóg klęka przed człowiekiem. Bóg służy człowiekowi. Bóg obmywa człowiekowi nogi.

Dramaturgii temu zdarzeniu dodają wydarzenia kolejnych godzin i chwil. Bo to nazajutrz Jezus będzie sam. Ci, którym nogi obmywał uciekną. A on sam ruszy w przepaść Swojej Męki. Tak, umył nogi tym, którzy wcale nie byli tego godni. Umył nogi swojemu zdrajcy, który Go sprzedał za marne pieniądze. Umył nogi tchórzowi, który przestraszy się za chwilę kobiety z garnkiem na głowie i będzie się zarzekał, że Go nie zna. Umył nogi tym, który w trwodze konania zasną
w Ogrodzie Oliwnym. Umył nogi temu, który z oporem i niewiarą przyjmie prawdę o Jego zwycięstwie, domagając się, że  chce dotknąć....A przecież Jezus wiedział, z kim ma do czynienia. Nawet im zapowiedział, że Go wszyscy opuszczą. Czemu więc czyni ten gest? Bo On moi drodzy do końca wierzy w człowieka. Zawsze. I nigdy nikogo nie skreśla. W tym poruszającym geście
z Wielkiego Czwartku jest ukryta niesamowita prawda. Jezus zawsze wierzy w człowieka. W tym kryje się także tajemnica powołania kapłańskiego. Jezus zaprasza konkretnego człowieka na tą drogę. Ufa mu i powierza największy skarb. Swoich wiernych....Wiemy jednak, że wielokrotnie powtarza się scenariusz z Ostatniej Wieczerzy. Jezus klęka przed wybranym i w geście miłości czyni go kapłanem. A on zdradza, ucieka, zapiera się....Boli nas to. Każda zdrada i zaparcie się Jezusa jest zdarzeniem bardzo bolesnym. Ale czy wobec zdrady Apostołów, czy wobec ich ucieczki umycie nóg nie miało żadnego znaczenia? Oczywiście, że miało.

Popatrzcie, wśród 12 w Wieczerniku jest Jan. Mocno mu zapadł w pamięć Jezusowy gest miłości, skoro tylko On zanotował go na kartach swojej Ewangelii. Jan nie tylko ten cud opisał. Ale zapisał go w sercu i dlatego nie uciekł. Został pod krzyżem. Bo był wierny. I choćby dla tego jednego wiernego serca ten gest był potrzebny. Kiedy w Wielki Czwartek myślimy o kapłanach to na pytanie: czy wobec tylu niewierności kapłaństwo ma sens? Czy ma znaczenie? Ma. Bo wokół nas jest wielu takich jak Jan. Którzy po prostu są wierni. My dziś od rana modlimy się o to, byśmy byli wobec was takimi Janami. Którzy pozostaną wierni do końca. Mimo wszystko. Po krzyż. I dzisiaj z serca was prosimy byście nas w tym wspomogli swoimi modlitwami. Uwierzcie, że bardzo tego potrzebujemy.

Za chwilę tu przy tym ołtarzu zostanie powtórzony gest Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy. Będziemy patrzeć na 12 młodych ludzi, których stopy obmyje kapłan. W roku światowych dni młodzieży odczytujemy ten gest szczególnie. Jan bowiem był najmłodszym z grona dwunastu. I paradoksem jest, że to on okazał największą dojrzałość. Bo w czasie Ostatniej Wieczerzy słuchał bicia serca Zbawiciela. I dlatego pozostał wierny. Do końca. Gdy za chwilę będziemy świadkami tego gestu, módlmy się za młodych sposród nas. By upodobnili się do Apostoła Jana. I by tak jak On byli wierni Jezusowi przez wszystko i we wszystkim.


Wielki Czwartek
Jezus przeciska się przez nas na kolanach 
a Piotr innego chciał widzieć Pana 
miał przecież wiele pomysłów na Boga 
jak ja który chce Jego rękami sterować 
odrzuciwszy szatki dobrych mniemań 
włożył prześcieradło prostego gestu 
i kiedy miło przy stole to się oderwał 
jak sługa przyszedł odnawiać miłością 
bez honorariów aplauzu oklasków 
pochylił się w bezbronnej postawie 
jak kapłan umywając nogi w nawie 
tchnie w nas zmęczonych utrudzonych 
rześki powiew w życie zabrudzone 
kurzem słabości grzechów niewierności 
i z tą miłością odważną na kolanach 
otwiera nam okna na prawdziwego 
Pana 

 

Kazanie rekolekcyjne – Wadowice/Zawadka – 15 marca 2016

Docenić Eucharystię.

To było sześć lat temu. Zakrystia w łagiewnickiej Bazylice. Jako kleryk przygotowywałem się do asysty w czasie niedzielnej Mszy Świętej. Nagle do zakrystii weszła ubrana na czarno kobieta. Podeszła do celebransa i mówi: proszę księdza, mam pilną sprawę. Dwa tygodnie temu pochowałam mojego męża. Mieszkamy we Francji. Pogrzeb był bez księdza. Nie znaleźliśmy żadnego, który by odprawił. W miejscowości gdzie mieszkamy parafię zlikwidowano. Tylko świecki poprowadził modlitwy nad grobem. Nie miał kto mszy odprawić. Błagam, odprawcie Mszę za mojego męża. I w płacz....Wracając tramwajem do seminarium siedziała mi w głowie ta sytuacja.  Ale o dziwo. W mojej pamięci wcale nie tkwił fakt takowej formy pogrzebu. Wcale nie miałem w głowie widoku zapłakanej twarzy tej kobiety. Mnie zabolało zupełnie co innego. Ze dopiero gdy zabrakło mszy pogrzebowej za jej męża, zaczęło jej zależeć na Eucharystii. Dopiero to, niewątpliwie rudne doświadczenie sprawiło, że się dopomniała o Mszę Świętą. Że wręcz łzy wylewała, by ktoś Eucharystię sprawował. Pewno gdyby nie to, nie prosiłaby o celebrowanie Mszy. Dopiero brak Eucharystii budzi w nas jej pragnienie....

Moi drodzy, my żyjemy w szczęśliwym czasie i położeniu. Mamy w sercu parafii kościół, miejsce celebrowania Eucharystii. W niedzielę od rana do wieczora to miejsce znaczone jest godzinami Mszy Świętych.....I trzeba podziękować tym, którzy w nich uczestniczą. Wy regularnie niedziela w niedzielę bierzecie udział we Mszy Świętej. Wielu z was ma swoje miejsce w ławce, ma swoją wybraną godzinę uczestnictwa w Eucharystii. I za to dziś wam dziękuję....Ale w rekolekcyjne dni budzenia sumień pomyślmy: ilu z tych bloków, które otaczają nasz kościół tutaj nie przychodzi?  Z ilu domów, przynależnych do naszej wspólnoty nie chodzą na Mszę? Wy sami lepiej to wiecie. W waszej klatce, na waszej ulicy, ba nieraz w waszej rodzinie. Są ludzie obojętni na dar Eucharystii. Ileż razy rodzic ubolewa nad synem czy córką. Że w młodości gonił na majówki, może nawet komże ministranta zakładał. A teraz? Kościół szerokim łukiem omija....Za dwa tygodnie, w Wielkanoc będzie to widać najdobitniej. Na niektórych mszach ciężko będzie przejść przez kościół. Tłumy ludzi. Owszem, dobrze, że są. Ale jest jedno, kluczowe pytanie. Co oni robią w pozostałe niedziele roku.....Bracie i siostro, pomyśl o człowieku obojętnym na dar Eucharystii obok ciebie. W twojej rodzinie, bloku, sąsiedztwie. Wiesz o tym, że zamknął swoje serce. Spytasz: co ja mogę zrobić? Możesz, możesz dużo zrobić...Po pierwsze możesz się modlić, by ten człowiek coś zrozumiał. By się nawrócił. Przecież jest rok miłosierdzia. Bramy miłosierdzia stoją otworem, ale szeroko rozwarte jest miłosierne Serce Boga. I czeka. Czeka na każdego człowieka. Nawet tego, który tyłem się do miłosiernego Ojca obrócił!  Przyjmij komunię o nawrócenie obojętnego człowieka obok ciebie. Ofiaruj koronkę do miłosierdzia Bożego, którą sam Jezus nazwał ostatnią deską ratunku dla grzesznika. I pamiętaj jeszcze o jednym. Idą święta. Zaraz będziesz w gronie rodzinnym składać życzenia. Zdrowia, szczęścia, pomyślności....Zamiast tych sloganów, które nic nie wnoszą pomyśl. Może stajesz przy świątecznym stole z obojętnym na Eucharystię synem czy córką, bratem czy siostrą, a zdarza się, że i ojcem i i matką. Zamiast rzucać utarte słowa, pożyczy by odnalazł drogę do Jezusa. Tylko tyle. I aż tyle....Może Cię zruga. Może cię wyśmieje. Spokojnie. Nawet jeśli, to i tak twoich słów nie wyrzuci z pamięci. Oby tylko za wczasu wziął je sobie do serca.....

Możesz zrobić jeszcze jedno. Możesz dać świadectwo. Więcej da szczere i pobożne uczestnictwo w Eucharystii niż jakiekolwiek słowo czy pouczenie....Aby jednak tak się stało, potrzeba refleksji. Jak ja uczestniczę we Mszy Świętej? Chcę przypomnieć jedną rzecz, którą niestety coraz częściej zapominamy. Nasz udział w Mszy Świętej zaczyna się już w domu. Pięknym i najlepszym przygotowaniem jest post Eucharystyczny. Przyznacie, mało się o nim mówi. Potwierdzicie, że wielu o nim zapomina. A on nas wszystkich nadal obowiązuje. Na godzinę przed przyjęciem Komunii św. należy zachować post eucharystyczny polegający na rezygnacji z jedzenia i picia – przypomina nam Katechizm Kościoła Katolickiego. I ten nakaz postu Eucharystycznego jest nadal obowiązujący. Nikt go nie uchylił....Starsi pamiętają, że dawniej już od wieczora nic się nie jadło, wiedząc, że nazajutrz będzie Eucharystia. Dziś z tego czasu postnego przygotowania pozostała tylko godzina. Niezależnie od wieku. Idąc do komunii, powstrzymaj się przez godzinę od jedzenia i picia. To jest twoje bezpośrednia przygotowanie do Mszy Świętej....W rekolekcyjnym czasie warto sobie uświadomić także potrzebę dobrego przeżywania Eucharystii. Moi drodzy, mamy z tym problem. Nieraz ktoś mówi: jestem na Mszy, ale w głowie mam chaos. Cisną się rozmaite myśli. Kłębią się sprawy dnia codziennego. Wraca całe to zabieganie dnia codziennego. Co mam robić? Przede wszystkim przyjdź na Mszę odrobinę wcześniej. Usiądź w ławce. Wycisz się. A gdy Msza trwa włączaj się aktywnie w śpiew i odpowiedzi. Staraj się usłyszeć odczytywane słowa i chociaż jedno zdanie zapamiętać. I jest jeszcze jedna forma pomocy w przeżywaniu Mszy. Zawsze przychodź na Eucharystię z konkretną intencją. Chciej podziękować. Może próbuj swój udział ofiarować jako przebłaganie. A może chcesz o coś usilnie prosić? Zawsze możesz. A gdy myśli ci uciekają wracaj do tej intencji. Wypowiadaj ją w myślach Jezusowi. A najważniejsze: chciej na Mszy nie tylko być. Ale chciej w niej uczestniczyć.

Moi drodzy, ceńmy sobie Eucharystię. W niej na ołtarz przychodzi sam Jezus. On jest prawdziwie obecny pod postacią chleba i wina. To nie znak. To nie symbol. On tu jest. Prawdziwy. Obecny. Wierzysz w to? Jeśli tak ceń sobie ten skarb. Wśród tej obojętności wokół. Wśród tylu oziębłych serc ceń sobie swoją wiarę w Eucharystię. Wspomniał nam wczoraj ksiądz prałat o tym strasznym grzechu profanacji. Jakby echem wczoraj wieczorem odbiło mi się jego kazanie, gdy śledziłem internet. Wyczytałem w nim, że w Niemczech w tych dniach opublikowano książkę dla dzieci, której bohaterka profanuje konsekrowaną hostię i wyrzuca na śmietnik. Książka dla dzieci. Darujcie, ale również przez taką książkę niemieckie kościoły świecą pustkami, a społeczeństwo całkiem zwariowało. Ale moi drodzy my się nie gorszmy. Nie buntujmy się. My po prostu wierzmy w Eucharystię. I ceńmy ją sobie. I chciejmy z wiarą brać w niej udział. To jest nasza najlepsza obrona przed pronacjami czy atakami złego. Nasz szczery w niej udział....Obyśmy nigdy jak ta kobieta, o której wam mówiłem nie musieli płakać że nie ma Mszy, bo nie ma kto odprawić. Oby nigdy nie nastał tak ponury dzień, gdy wrota tej świątyni będą zamkniętę. Bo już nie będzie miał kto Mszy odprawić. Albo nie będzie Mszy bo nie będzie komu jej sprawować.....

 

Homilia – IV Niedziela Wielkiego Postu – 6 marca 2016

Być marnotrawnym synem.

Dzisiejszą Ewangelię , opisaną przez świętego Łukasza znają nawet ludzie niewierzący. Znalazła bowiem swoje odbicie w literaturze i sztuce. Wiele obrazów cenionych artystów przedstawia historię Syna Marnotrawnego. Tak, znamy tę przypowieść. Dlatego chciałbym, byśmy w dzisiejszą niedzielę spojrzeli na nią nieco inaczej. W tegorocznym wielkim poście prowadzeni słowami: ratuj duszę swoją chcemy dobrze przygotować się do odbycia wielkanocnej spowiedzi. W przypowieści o Synu Marnotrawnym ukryta jest lekcja, w jaki sposób mamy przystępować do tego sakramentu.

Popatrzmy. Ów Syn dobrze się pobawił. Zmarnował w szemranym towarzystwie pieniądze, odebrane od ojca. Skorzystał z dóbr życia i popadł w nędze. O skali jego moralnego upadku świadczy nie tylko fakt, że musiał paść świnie. Ale upadł tak nisko, że zaczął jeść to co one. Stoczył się na dno. Totalne dno. I co wtedy zrobił? Zaczął się zastanawiać. Myśleć nad swoją nędzą moralną. Wyciągać wnioski. Czyż nie dokonał w sobie rachunku sumienia? A więc swoistego rozliczenia się ze swoim grzechem i upadłością? Oczywiście, że go dokonał. Bo gdyby nie stanął w prawdzie o swojej grzeszności, nie podjąłby decyzji o nawróceniu. Żeby zejść z błędnej drogi, trzeba pierw dostrzec, że ona do nikąd nas nie doprowadzi....Patrząc na Syna Marnotrawnego widzimy potrzebę rachunku sumienia. W przygotowaniu do spowiedzi jest on pierwszym warunkiem. Trzeba się zatrzymać i pomyśleć czym Boga obraziłem. Niestety, nieraz zbyt lekko podchodzimy do rachunku sumienia. Ileż razy widzimy, jak ktoś wpada do kościoła, ledwo uklęknie i leci prosto do konfesjonału, zdyszany, zmachany, byle odbębnić. Moi drodzy, stop! Tak nie wolno! Nie przeżyjesz dobrze spowiedzi bez zatrzymania się. Nie skorzystasz w pełni z tego daru, jeśli nie przemyślisz co było dobre a co złe. Przecież Syn Marnotrawny też przeżył miłe chwile. Dobrze się bawił. Dopiero w zetknięciu z nędzą własnego upadku, zobaczył ile i co tak naprawdę stracił. Zobaczył siebie w prawdzie....Bo to na tym polega rachunek sumienia/ Jak go przeprowadzić? Przede wszystkim spowiedź trzeba zaplanować. Bardzo was przestrzegam przed taką postawą: a ksiądz dzisiaj siedzi, to sobie pójdę! Tak się nie da. Zaplanuj sobie spowiedź. W jej przeddzień uklęknij w domowym kąciku. Pomódl się chwilę do Ducha Świętego. A potem z pomocą książeczki dokonaj refleksji nad sobą. Zwracam uwagę, by skorzystać z rachunku sumienia dostosowanego do swojego wieku. Wręcz komiczną rzeczą jest, gdy osoba dorosła przygotowuje się do spowiedzi z książeczki pierwszokomunijnej.  Naprawdę, nie tędy droga....A tuż przed spowiedzią również uklęknij i pomódl się. Sam zobaczysz, że po takim solidnym przygotowaniu naprawdę spowiedź będzie łatwiejsza. Pamiętaj, im mniej przygotowania, tym więcej chaosu i nerwów....

Zgłębiając dalej przypowieść o Synu Marnotrawnym zwróćmy uwagę na fakt, iż nie odwleka on momentu nawrócenia. Przecież mógł poczekać, aż ustanie głód, poszukać innego zatrudnienia. A on natychmiast po refleksji nad własnym życiem wraca do Ojca. Nawraca się i daje nam najlepszy przykład na to, ze z poprawą nie wolno nam czekać. A my nieraz postępujemy dokładnie odwrotnie. Odwlekamy moment nawrócenia na ostatnią chwilę. Pójdę do spowiedzi w wielką sobotę, bo jeszcze zdąże nagrzeszyć. Rano zakupy, potem święconka, potem szybka spowiedź, mycie auta na myjni i mamy święta. Jeżeli ktoś z was myśli moi drodzy w ten sposób to chyba lepiej żeby sobie darował spowiedź. Bo ona dla nie go nie jest momentem nawrócenia, ale tylko elementem świątecznej gorączki. Taki człowiek nie chcę się nawrócić jak syn Marnotrawny. On od razu zakłada, że zaraz nagrzeszy. Czy wyobrażacie sobie tę przypowieść, z takim zakończeniem: Syn Marnotrawny przeprasza ojca wraca do domu i nazajutrz wraca z kolegami, by dalej marnować pieniądze z kobietami lekkich obyczajów? Oczywiście, że to nie ma sensu? A czy ma sens spowiedź z nastawieniem , że i tak będę od jutra robił to samo? Więc was proszę, jak co roku. Nie czekajcie na ostatnią chwilę. Nie zwlekajcie z sakramentem pokuty. Będzie tyle okazji, by w spokoju, bez tłoku, bez gonitwy porządnie się wyspowiadać. Nie upychajmy spowiedzi między sałatką a myciem podłogi. Podejdźmy do niej odpowiedzialnie i rzetelnie. By była dla nas tak pięknym spotkaniem jak spotkanie Ojca z Synem w dzisiejszej, pięknej przypowieści.

Syn Marnotrawny uczy nas jeszcze jednej rzeczy. Nie dobiera pięknych słów. W spotkaniu z ojcem mówi wprost, że zgrzeszył. Rzecz nazywa po imieniu. A my widzimy ogrom jego winy. Łatwo nam przychodzi ocena moralna jego postępowania przed nawróceniem. Sami jednak mamy problem właściwie ocenić swój grzech. Z trudem nieraz odróżniamy grzech lekki od ciężkiego. Przypomnijmy: grzech ciężki popełniamy wtedy, gdy świadomie, dobrowolnie przekraczamy przykazanie Boże lub kościelne w rzeczy ważnej. Cztery warunki. Świadomość zła, dobrowolność w jego popełnianiu, przekroczenie przykazania i uczynienie zła w rzeczy ważnej. Grzech ciężki zawsze wymaga skorzystania z sakramentu pokuty. Kiedy go popełnimy, nie wolno nam bez spowiedzi przyjmować Komunii Świętej. Grzech lekki z kolei popełniamy wtedy, gdy zabraknie jednego z tych elementów. Grzech lekki nigdy nas nie odgradza od przyjmowania Komunii Świętej. Dopóki nie popełnimy grzechu ciężkiego, możemy przyjmować Jezusa do serca. Warto o tym pamiętać....By wzorem Syna Marnotrawnego ocenić prawidłowo kondycję własnej duszy i stan swojego serca.

Uratuj duszę swoją. Już czwartą niedzielę spoglądamy na te słowa i zgłębiamy je. Syn Marnotrawny swoją postawą pokazuje nam, co to znaczy wcielić je w życie. Uratować swoją duszę to nawrócić się. Jemu się udało podnieść z ogromnego upadku. Ilu z nas uda się. Wielki Post już za połową. Czas ucieka....Ilu z nas uratuje swoją duszę przez dobrze i owocnie przeżyty sakrament wielkopostnej spowiedzi. Ilu? A ilu tylko byle jak odbębni, tak przy okazji, byle jak, byle było....Ilu w naszej parafii uratuje swoją duszę poprzez nawrócenie u kratek konfesjonału? Ilu marnotrawnych synów w tym kościele powróci do ojca. A ilu pozostanie z daleka od Niego? Ilu?

 

Kazanie - III Niedziela Wielkiego Postu - 28 luty 2016


„Boże, źródło wszelkiego miłosierdzia i dobroci /.../

przyjmij nasze pokorne przyznanie się do przewinień,

które obciążają nasze sumienia, *

i podźwignij nas w swoim miłosierdziu”

/kolekta/

Siostry i Bracia w Chrystusie!

 

Już 19 dni idziemy drogą wielkopostnej modlitwy, postu i jałmużny  ku świętom wielkanocnym, do których już niecały miesiąc.

W dwóch wielkopostnych kazaniach, zastanawialiśmy się:

1/ nad grzechami języka mówionego i pisanego

2/ i nad szacunkiem do Mszy świętej, w której na naszych oczach dokonuje się Przemiana: chleba i wina w Ciało i Krew Jezusa,

Dzisiaj rozważmy 2 tematy:

1/ pokorne przyznanie się do naszych przewinień / wyznanie grzechów przed kapłanem /

2/ doświadczenie obecności w konfesjonale Jezusa Miłosiernego w osobie spowiednika.

Nie będzie naszego, szczerego przyznania się do przewinień , jeśli nie będzie nam dane odczuć obecności Jezusa w tym sakramencie.

A to zależy ode mnie i od ciebie !

Od spowiednika i penitenta.

Przypomina nam o tym / kapłanowi i Tobie / - modlitewny dialog, który prowadzony jest po udzieleniu rozgrzeszenia przez kapłana.

Jest on często pomijany przez spowiednika, ale i też przez penitenta.

Od dzisiaj, chcemy ten dialog włączyć na stałe w celebrację sakramentu pokuty i pojednania:

Kapłan po wypowiedzeniu sakramentalnej formuły rozgrzeszenia mówi; „Wychwalajmy Pana, bo jest dobry”

Penitent ma odpowiedzieć:„ Bo jego miłosierdzie trwa na wieki”

Kapłan dodaje: „ Pan odpuścił Tobie grzechy. Idź w pokoju.

/po tych słowach odchodzimy od konfesjonału;

dodatkowo kapłan może „zapukać”- by poinformować, że spowiedź zakończona i że należy opuścić konfesjonał.

Papież Franciszek, przed środą popielcową, spotkał się z Misjonarzami Miłosierdzia – kapłanami, którzy z polecenia Papieża – na całym  świecie, mają głosić miłosierdzie Boże / w kazaniach, misjach / i udzielać rozgrzeszenia ze wszystkich grzechów, także zarezerwowanych Papieżowi co do ich odpuszczenia /... /

Jest ich 1000 / z Polski 76 /.

Kapłan – spowiednik.

To najważniejsze - wraz ze sprawowaniem Eucharystii – misja kapłana.

Ta służebna władza, którą otrzymujemy w czasie święceń kapłańskich,

„rzuca nas na kolana” , a zarazem kieruje naszą prośbę do Was – wiernych –

o modlitwę, byśmy nie ulegli pokusie „znużenia”, zniecierpliwienia i niezrozumienia, że w tych sakramentach, na pierwszym miejscu jest Jezus,

a kapłan jedynie jest „kanałem”, Bożego miłosierdzia „ przez który łaska Boża przepływa do serca człowieka.

Kiedy wchodzimy do konfesjonału, by posługiwać, każdy ze spowiedników ma pamiętać:

„że to Chrystus jest tym, który przyjmuje, to Chrystus wysłuchuje,

to Chrystus wybacza, to Chrystus udziela pokoju” /pp. Franciszek/

Ważne jest, gdy przygotowujemy się do spowiedzi, odczucie pragnienia przebaczenia. I to pragnienie jest już początkiem nawrócenia.

„Idę do spowiedzi”, bo  źle mi jest z grzechem;

uznaję go i wyznaję przed kapłanem, bo mam pewną nadzieję na otrzymanie przebaczenia, które da mi Jezus przez posługę kapłana.

Kapłan powie mi : „ i ja odpuszczam Tobie grzechy w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Papież przemawiając do wspominanych Misjonarzy Miłosierdzia, zwrócił uwagę na poczucie wstydu, którego doznajemy przed wyznaniem grzechów:

„nie jest rzeczą prostą stanąć naprzeciw człowieka – nawet jeśli wiemy, że reprezentuje on Boga – i wyznać mu własny grzech. Ma się poczucie wstydu zarówno przez to, czego się dokonało, jak też przez fakt, że trzeba to wyznać przed tym drugim”.

Któż z nas nie czuje tego wstydu, gdy idziemy do spowiedzi?

Mówią niektórzy: wstydzę się,  a więc się nie spowiadam !

W czasie spowiedzi – kapłan okrywa „ płaszczem miłosierdzi Bożego” grzesznika „aby więcej się już nie wstydził i mógł odzyskać radość z godności dziecka Bożego”.

Jest to ważne wielkopostne przesłanie dla wiernych i  kapłanów.

Wszyscy się spowiadamy i wszyscy mamy nadzieję na uzyskanie rozgrzeszenia.

By tak przeżyć wielkanocną spowiedź i każdą inną, trzeba nam spowiedników na wzór Serca Bożego, ale i też głębszego zrozumienia ojcowskiej miłości Boga, której doświadczamy w konfesjonale.

Trzeba także, w Jubileuszowym Roku Miłosierdzia, przeprosić was, za nasze posługiwanie w konfesjonale, niekiedy dalekie od tej prawdy, którą dzisiaj rozważamy.

Papież mówi każdemu spowiednikowi:

„jeśli nie potrafisz być ojcem, to nie idź do konfesjonału;

lepiej dla ciebie, jeśli uczynisz co innego, ponieważ możesz zrobić wiele zła, wiele zła ludzkiej duszy, jeśli ona nie zostanie przyjęta sercem ojca, sercem Matki-Kościoła”.

Przepraszamy, że może ktoś z nas na ciebie nakrzyczał, zwymyślał, przepraszamy za nieodpowiednie pytania, czy zbytnią ciekawość.

W najbliższy piątek od 18.00 - przez całą noc aż do soboty do 18.00 -

nasza parafia włączy się w inicjatywę duszpasterską papieża Franciszka

”24 godziny dla Pana” , która obejmie Kościół na całym świecie.

W czasie tej eucharystycznej doby, będzie czas na wspólną modlitwę, ciszę i spowiedź – bez niepotrzebnego pośpiechu i jej spłycenia.

Zachęcamy, do udziału w tym wielkopostnym czuwaniu.

 

„Boże, źródło wszelkiego miłosierdzia i dobroci /.../

przyjmij nasze pokorne przyznanie się do przewinień,

które obciążają nasze sumienia, *

i podźwignij nas w swoim miłosierdziu”

/kolekta/

 

Kazanie -II Niedziela Wielkiego Postu – 21 luty 2016

Nasza Góra Tabor

Święty Łukasz słowem swojej Ewangelii zaprosił nas dzisiaj, byśmy byli świadkami niezwykłego zdarzenia. Prowadzeni przez niego wraz z Piotrem, Jakubem i Janem na szczycie góry kontemplujemy wydarzenie przemienienia Jezusa. Tradycja umieszcza je na górze Tabor Rozważając słowo dzisiejszej Ewangelii, zadajemy sobie pytanie: jaki jest sens Przemienienia Pańskiego? I dlaczego Jezus wziął z sobą uczniów? Co im chciał pokazać? Moi drodzy, Jezus wiedział że czeka go krzyżowa męka i śmierć. Wiedział, że będzie cierpiał. Miał świadomość że będzie znieważony, oszpecony, skatowany. Miał przeświadczenie, że te trudne zdarzenia będą się działy na oczach Jego Apostołów. Dlatego zabrał tych, którzy byli najbliżej Jego. By na Górze Tabor zobaczyli blask Jego chwały. By zachwycili się blaskiem Jego oblicza. A potem, by w dniach Jego okrutnej męki mogli wracać do tego cudownego widoku. Taki był sens Przemienienia Pańskiego.

Czytamy tę Ewangelię w II Niedzielę Wielkiego Postu. W tegoroczne wielkopostne niedziele podejmujemy refleksję nad naszym osobistym rachunkiem sumienia. Ewangelia o Przemienieniu Jezusa także skłania nas do refleksji, która ma pomóc nam przygotować się dobrze do wielkopostnej spowiedzi. Oto uświadamiamy sobie, że nasza parafialna świątynia jest taką naszą Górą Tabor, Górą Przemienienia. Tak jak Piotr, Jakub i Jan przychodzimy tutaj co niedzielę by patrzeć na Jezusa. On się tutaj na ołtarzu Przemienia. On tutaj czyni cud, większy nawet niż opisany w dzisiejszej Ewangelii. A my tak jak trzej Apostołowie mamy wpatrzyć się w Niego. Mamy się Nim zachwycić. Jego widok zapisać w swoim sercu. By przez cały tydzień tym spotkaniem żyć, zwłaszcza wtedy gdy trudno....Ale zauważcie moi drodzy. Widok Przemienionego Jezusa zachował w sercu tylko Jan. Bo z tej trójki tylko On pozostał pod krzyżem. Piotra i Jakuba tam nie było. Nie wykorzystali szansy Góry Tabor. Wszyscy trzej widzieli to samo. Ale tylko jeden naprawdę przeżył to spotkanie....My też wszyscy patrzymy na ten sam ołtarz. Widzimy tego samego Jezusa. A za kościelną bramą żyjemy tak, jakby nas tu wcale nie było. Dlaczego ? Bo możemy jesteśmy tutaj tylko ciałem, a myślą gdzie indziej? Popatrzcie znowu w dzisiejszą Ewangelię. Łukasz pisze, że mało brakło a Apostołowie przespaliby cud Przemienienia. I tu jest największa przestroga, płynąca z dzisiejszego słowa. Można być blisko Jezusa i przegapić swoje z Nim spotkanie. Można być na Eucharystii i rozminąć się z Jezusem na ołtarzu. W jaki sposób? Popatrz siostro i bracie. Wystarczy,  że się spóźnisz. Wpadasz zziajany do kościoła, gdy cała asysta już przy ołtarzu stoi. Zanim zajmiesz miejsce, oddech złapiesz już czytanie, zanim się skupisz już modlitwa wiernych, myślisz o pójściu do domu, już Baranku Boży. Mądrze mówili nasi dziadkowie: msza jest od krzyża do krzyża. Popatrzcie znowu, naganne jest spóźnianie się do szkoły i pracy. Oczywiste jest co się stanie, gdy spóźnimy się na pociąg czy samolot. A na Eucharystię tak łatwo się spóźnić. Ale czy to nie jest moi drodzy brak szacunku wobec Jezusa? Czy naprawdę nie można wybrać się wcześniej? W rachunku sumienia wielkopostnym zadaj sobie pytanie o swoją punktualność na Eucharystię? Rozumiem, nieraz się coś zdarzy. Ale niedziela w niedzielę? Wybaczcie, ale naprawdę trudno w to uwierzyć....Jest i druga strona medalu. Jako ministrant w Myślenicach zawsze przychodziłem dużo wcześniej do kościoła. Na schodach mijałem grupki ludzi już idące do domu. A w głośniku śpiew: Baranku Boży....Oni już skończyli. A tak naprawdę wcale na Mszy nie byli. Bo co to za Msza przerwana w połowie? Jest w nas niebezpieczne myślenie, że wystarczy być od Ewangelii do przeistoczenia. Ale to nieprawda! W żadnym katechizmie ie ma mowy o tym. Eucharystię rozpoczyna pieśń na wejście, a kończy pieśń na zakończenie. Tak uczy Liturgia. Dlatego w twoim wielkopostnym rachunku sumienia musi być pytanie: czy odpowiedzialnie i w sposób pełny uczestniczysz w Eucharystii? Od początku do końca....W wielkopostnym rachunku sumienia musi także  znaleźć się pytanie o to, czy bierzesz czynny udział we Mszy Świętej? Jako kleryk miałem możliwość wzięcia udziału w mszy trydenckiej, jaką sprawowano w Kościele przed zmianami soborowymi. Były to ciekawe doświadczenie. Ale mój pierwszy wniosek po jej przeżyciu brzmiał: jak niewielki był udział w niej wiernych. W zasadzie wszystko toczyło się między celebransem a asystą. W wyniku soboru liturgia jest dla nas jasna, czytelna i zrozumiała. A my poprzez śpiew i odpowiedzi jesteśmy zobowiązani, by się w nią zaangażować. W wielkopostnym rachunku sumienia trzeba stanąć w prawdzie o sobie wobec pytania: jak ja uczestniczę we Mszy? Czy autentycznie tutaj się modlę czy milczę i zerkam tylko na zegarek, byleby jak najszybciej skończyli. Nasze kościoły są dzisiaj wyposażone w ekrany. Wyświetla się nam teksty, po to byśmy mogli nie tylko tutaj być, ale przede wszystkim się modlić. Bierne stanie bez słowa, oraz ukrywanie się na zewnątrz kościoła trudno nazwać czynnym uczestnictwem. Warto się zastanowić: czy taki udział we mszy ma w ogóle sens? Bo to jest tak jakbyśmy poszli do kogoś, zaproszeni na uroczystość i nie odezwali się do niego ani słowem. Czy byłby zadowolony z naszej wizyty?

Moi drodzy, nasz kościół, konsekrowany 25 lat temu to nasz góra Przemienienia. To nasza Góra Tabor. Za chwilę na tym ołtarzu Jezus uczyni cud przemiany chleba i wina w Ciało i Krew swoją. Nie wolno nam przespać tego momentu. Nie wolno Go nam przegapić. Wpatrzmy się w Eucharystycznego Chrystusa jak Apostołowie w dniu Przemienienia. I tym widokiem żyjmy w tym, nowym tygodniu. W jego radościach i blaskach. Z trzech bohaterów dzisiejszej Ewangelii tylko Jan skorzystał z cudu Przemienienia. I dlatego pozostał wierny Jezusowi aż  do końca....Ilu  z nas naprawdę zabierze ten cud Eucharystycznej Przemiany w swoje życie rodzinne, w swoje obowiązki? Ilu z nas zrozumie, jak wielkim cudem jest Eucharystia? Ilu z nas zacznie w niej prawdziwie i głęboko uczestniczyć?A ilu za kościelnym ogrodzeniem zapomni o tym w czym uczestniczyło, jak Piotr i Jakub!

Do Twego Jezu Kościoła,
Wszyscy tu pilnie spieszymy,
Twa dobroć tutaj nas woła,
Tu się przed Tobą korzymy.

Przemień o Jezu, co złego w nas
Kochać Cię chcemy po wieczny czas.

O, miłosierny nasz Panie,
Spójrz na nas z Twego ołtarza,
Racz przyjąć nasze błaganie,
Choć serce Ciebie obraża.

Przemień o Jezu, co złego w nas
Kochać Cię chcemy po wieczny czas.

 

 

 

I Niedziela Wielkiego Postu 14 II 2016 r.


Bracia i Siostry w Chrystusie!

W środę popielcową, a niektórzy dzisiaj po Mszy świętej, licznie uczestniczyliśmy we Mszy świętej z obrzędem posypania głowy poświęconym „popiołem”. Dzisiaj już go nie mamy na głowie.

Jaki jest sens tego obrzędu na progu wielkiego postu?

Jest  on po to, by nie tylko uczył nas pokory : „prochem jesteś i w proch się obrócisz”, ale by nam przypomnieć i zaprosić na wielkopostna drogę przemiany, która ma nas doprowadzić do Paschalnej radości świąt wielkanocnych – jest to droga, która nazywa się: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

Chce się powiedzieć: „Panie, jestem w tym kościele, wierzę w Ciebie, słucham Twojej Ewangelii, spowiadam od czasu do czasu, staram się żyć uczciwie:

czego jeszcze chcesz więcej ode mnie?

czego spodziewasz się po mnie?

W czym się mam nawrócić ?

Jezus, oczekuje od każdego z nas, byśmy wydali jeszcze bardzie obfitszy owoc naszego życia duchowego.

By ci, którzy są dobrzy, byli jeszcze lepsi;

by ci, którzy są letni, stali się gorącymi,

by ci, którzy są zimni – podnieśli swoją temperaturę wiary i miłości Boga i bliźniego.

Byśmy wszyscy, bez względu na obecny stan naszej duszy i powołanie, podjęli pracę nad swoją główną wadą, nad swoim, często się powtarzającym, grzechem.

Byśmy naśladując Jezusa z dzisiejszej Ewangelii zwyciężali Szatana i jego pokusy.

Modlitwa, post , jałmużna i miłosierdzie wobec bliźniego,

to najskuteczniejsze lekarstwa na ratowanie naszej duszy i jej uszlachetnianie.

Ratuj duszę swoją - to myśl przewodnia obecnego wielkiego postu.

Dodajmy jeszcze do niej – ratuj nie tylko swoją duszę, ale i bliźniego.

W tym ratowaniu swojej duszy – zatrzymajmy się dzisiaj nad grzechami, które niejednokrotnie są pomijane w czasie spowiedzi, a które według katechizmu ,

są grzechami bardzo poważnymi a wręcz, ciężkimi.

Nie tylko, że obrażają Boga, ale i niejednokrotnie zabijają dobre imię człowieka.

Są to grzechy języka: mówionego i pisanego .

Swoje źródło mają w sercu i głowie człowieka.

W ludowym obrazie czyśca, autor przedstawia ludzi grzeszących językiem, mową, jako powieszonych za język.

Pomyślmy, czy ta wizja czasem nie grozi nam ?

Obmowa / to zda się tylko niewinna rozmowa o prawdziwych wadach bliźniego, który nie jest obecny w czasie tej obmowy.

Jezus mówi: „widzisz drzazgę w oku brata swego, a nie dostrzegasz belki u siebie”. Każdy z nas ma swoje wady, z którymi, w wielkim poście, chcemy powalczać, by stępić ich ostrze, a może nawet, przy pomocy łaski Bożej uda nam się je wyeliminować z naszego życia.

Oszczerstwo to mówienie o bliźnim nieprawdy, kłamstwa. Jest to grzech z kategorii śmiertelnych, ciężkich, który wyznany na spowiedzi musi być połączony z postanowieniem jego odwołania.

Plotkao czymś, o kimś słyszeliśmy, do końca nie wiemy, czy to prawda – dodajemy swoje i przekazujemy dalej.

Do tych grzechów języka, trzeba dodać jeszcze wszelkie wylgaryzmy, klnięcie i przeklinanie człowieka , nieraz bardzo bliskiego: męża, żony, dzieci.

Jaki jest mój język, który jako pierwszy styka się z Komunią świętą.?

Jaki jest mój język, którym modlę się do Boga i rozmawiam z drugim człowiekiem?

Grzechy popełnione pismem:

Internetowe komentarze : / złośliwe, upokarzające, wyśmiewające / bez podpisu imieniem i nazwiskiem piszącego komentarz /.

To jest grzech nowy, który zaistniał wraz z internetem, a który często jest pomijany w konfesjonale. Też należy do bardzo poważnych wykroczeń przeciw Bogu i blźniemu.

Jest jeszcze jeden, choć bardzo już archaiczny, w dobie „meili’ „SMS-ów i komórek – to anonim.

Jest to najczęściej list / rzadziej telefon /, który łączy w sobie oszczerstwo, plotkę, złośliwość i tchórzostwo w jedno.

Godni pożałowania są ci „ Anonimowcy”, i trzeba im życzyć opamiętania, nawrócenia i zaniechania tego nałogu.

Jeśli dotyczy to spraw parafialnych, czy wprost mnie czy innych księży, to zapraszamy na spotkanie Rady Parafialnej, by porozmawiać w szerszym kręgu o sprawach, które może uchodzą naszej uwagi.

Na koniec, pierwszego wielkopostnego kazania, na temat odnowy wielkopostnej każdego z nas,

pragniemy jeszcze podziękować wam za tegoroczne spotkania w czasie wizyty duszpasterskiej. Dziękuję Wam za życzliwość wobec nas, tzn. wobec Jezusa, którego razem adorowaliśmy w czasie modlitwy w waszym domu.

Jako kapłani ,staramy się jak najlepiej wypełnić swoją służbę, tak jak i wy to czynicie wobec siebie i rodziny.

Niech każdy w swoim powołaniu pięknie i owocnie odgrywa rolę wyznaczoną nam przez Boga, byśmy od Niego, kiedyś mogli otrzymać „Niebieskiego Oskara”.

 


Homilia – IV Niedziela Zwykła rok c – 31 stycznia 2016 – Wadowice - ks. Artur Czepiel

Jezus odrzucony.

Pamiętam, jak przed laty w telewizji natknąłem się na stary, czarno biały film dokumentalny. Przedstawiono w nim Rosję w roku 1917, w czasie rewolucji. Na tym filmie ukazano, jak naród, zwiedziony i omamiony fałszywą ideologią podniósł rękę na to, co do tej pory było najświętsze. Zaczęto niszczyć cerkwie i kościoły. Pokazane były stosy, na których palono obrazy i krzyże. Ostatnim akordem filmu było ukazanie pięknej, starej cerkwi. Na jej wieżę wspinało się dwóch mężczyzn. Z dziką satysfakcją ucięli krzyż z dachu i z impetem rozstrzaskali go o glebę. A potem pojechał dźwig. Zburzył śliczną wieżę. Roztrzaskana o grunt kopuła była smutnym komentarzem. I smutnym znakiem narodu, który odrzucił Chrystusa.

Ten film jest jak komentarz do dzisiejszej Ewangelii. Święty Łukasz opowiada nam dzisiaj o tym, co nadal działo się w Synagodze w Nazarecie. Pod odczytaniu proroctwa Jezusa nadal naucza swoich rodaków. Chce im uzmysłowić, że to On jest ich Panem i Zbawicielem. A oni. Oni Go odrzucają. Wyprowadzają go tłumem na górę, aby Go stracić. By Go zabić. To jednak jeszcze nie jest ten czas. Jezus odchodzi spośród rozwścieczonego tłumu. Odepchnięty. Odrzucony....Mijają wieki i nic się nie zmienia. Wciąż tak wielu jest tych, którzy Jezusa odrzucają. Którzy wprost mówią mu: nie. Wyrzucają go ze swojego życia. I scena z Nazaretu , opisana w dzisiejszej Ewangelii wciąż się powtarza. Jezus wciąż jest odrzucany....Także przez nas moi drodzy. Popatrzcie. Przychodzi niedziela. Wiemy doskonale, że każde pójście na niedzielną Eucharystię jest opowiedzeniem się za Jezusem. Jest przyznaniem się do Niego. Często jednak katolik w niedzielę odrzuca Jezusa. Jezus przegrywa z wyprawą w góry, z lenistwem, z chodzeniem po sklepach. Czyż nie odrzuca Jezusa ten, kto zamiast spotkania z Nim w kościele woli spacerować między półkami sklepowymi? Czyż nie odrzuca Jezusa ten, co zamiast godziny z Nim spędzonej wybiera wygodę łóżka czy łono przyrody? Odrzuca. Oczywiście, że odrzuca. Bo mówi Jezusowi: dziś nie jesteś mi potrzebny. Moi drodzy, do czasu, do czasu....Jezus jest odrzucony przez tych, którzy mówią nie wobec sakramentu małżeństwa. Tak wiele par nie ma żadnych przeszkód. A mimo to nie chcą stanąć przed ołtarzem. Powodów znajdą mnóstwo. Ale czy ich decyzja nie jest odrzuceniem Jezusa? Czyż Oni nie są jak mieszkańcy Nazaretu z dzisiejszej Ewangelii? Wypędzają Jezusa już nie poza miasto, ale poza margines życia. Mówią: poradzimy sobie bez Ciebie. Do czasu, do czasu....A iluż jest takich, którzy chcą Jezusa wypchnąć z życia społecznego. Chcą go zamknąć za kościelnymi drzwiami. A poza świątynią już nie są katolikami. W zeszłym roku kilkakrotnie dzwoniłem do znajomego. Zawsze pozdrawiałem go: Szczęść Boże lub niech będzie pochwalony. Odpowiadał najczęściej cześć lub witaj. W końcu w rozmowie w cztery oczy mówi: słuchaj, jak dzwonisz nie używaj tych powiedzonek. W pracy nie chcę, by słyszeli, że gadam z księdzem. Macie przykład człowieka, który się własnej wiary wstydzi. Czyż w ten sposób nie odrzuca Jezusa? Czy nie spycha go na skraj przepaści, jak mieszkańcy Nazaretu? Jezus, tak wierzę w Ciebie, ale w Kościele. Poza nim to już nie za bardzo. Teraz ty spychasz Jezusa w przepaść obłudy, wstydu, zakłamania. A kiedy ty znajdziesz się nad przepaścią, czy będziesz wtedy śmiał wołać o pomoc? Dziś ty wypychasz go poza obszar życia? Nie miej pretensji, gdy życie obróci się przeciwko tobie.

Mieszkańcy Nazaretu byli wolni. W wolności odrzucili Jezusa i Jego nauczanie. Ty też bracie i siostro jesteś wolny. Możesz Jezusa przyjąć lub odrzucić. Pod wpływem dzisiejszej Ewangelii chcę Ci przypomnieć słowa świętego Jana Pawła II, wielkiego wadowiczanina. Wypowiedział je w 1979 roku na krakowskich błoniach: Czy można powiedzieć "nie"? Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale - pytanie zasadnicze: czy wolno? Tak, bracie i siostro możesz odrzucić Chrystusa. Możesz powiedzieć mu „ Nie”. Możesz odrzucić dar niedzielnej Eucharystii. Ale co w zamian? Możesz przestać korzystać z sakramentów, ale czym się w zamian umocnisz? Możesz zdjąć krzyż ze ściany domu, ale co tam umieścisz w zamian? No właśnie....Bliski mi człowiek przeżył trudne doświadczenia w czasie II wojny światowej. Od jej zakończenia przez 70 lat nie był w kościele. Umierał. W rodzinie jego dwóch księży. Przyszli go wyspowiadać. Wyrzucił ich za drzwi. W otwartej trumnie nie miał nawet złożonych rąk. Swobodnie leżały wzdłuż ciała. Ponury pogrzeb. I ustawiczne pytanie: co z jego duszą? Skoro powiedział Chrystusowi nie. Owszem, modlimy się za niego. Ale niepokój pozostał.....

Tak, możecie powiedzieć Chrystusowi nie. Ale ja was proszę, nie róbcie tego. Zycie bez Niego jest nic nie warte. Jest jak przepaść, w którą chcieli Go zrzucić mieszkańcy Nazaretu.....W latach pięćdziesiątych komunistyczni dygnitarze wymyślili Nową Hutę. Miasto bez Boga. W którym nie ma miejsca dla Chrystusa. W planie Nowej Huty nie było miejsca dla świątyni. Dzisiaj w Nowej Hucie jest kilkanaście kościołów. I ani śladu pamięci o tych, którzy to miasto wymyślili i zbudowali. Ich nie ma. Krzyż, którego nie chcieli stoi. I stał będzie....

Nie chcę takiego życia. Nie chcę żyć bez Chrystusa. Nie chcę, by końcem mojego życia był niesmak, pustka, gorycz. Chcę by jego końcem był krzyż na moim grobie. Wbity nie z tradycji. Ale z prawdziwej wiary w tego, który na Nim umarł. Chcę by na moim grobie był obecny Jezus. Dlatego nie wolno mi Go odrzucić. Dlatego chcę żyć tylko z Nim.

Jego serce jest puste,
Brak w nim jasności – brak pełna,
Jezus odrzucony.
Każdy nowy dzień stawał się innym dniem,
Takim, w którym już nie ma wiary,
Nie ma „Wiernego przyjaciela” który dopomoże,
Wskazując drogę- tą odpowiednią.
Już wszystko zanikło – zaczyna nowe życie.
Idąc ślepo przed siebie,
Błądzi,
A Jezus czeka.
Jego dusza z wolna przymiera,
Topiąc się w ciemnej mogile.
Tam gdzie spoczywa to serce,
Pustka największa….
A Jezus czeka.
On żyje męką psychiki,
Straciwszy zaufanie
ludzi,
W ciemnicy zamieszkuje.
A Jezus czeka.
Gdy zegar wybijał porę śmierci,
On ukląkłszy pod jego stopami,
O pomoc prosi.
Cisza…
Jezus
odchodzi… z nim…

 

Homilia – III Niedziela Zwykła rok C – 24 stycznia 2016 – Zawadka - ks. Artur Czepiel

Kim dla mnie jest Jezus?

Prowadzeni słowem dzisiejszej Ewangelii, zaczerpniętej od świętego Łukasza jesteśmy świadkami interesującego zdarzenia. Jezus przybywa do swojego rodzinnego miasta – do Nazaretu. Wchodzi do synagogi. W jej wnętrzu zapewne było wielu jego krewnych i znajomych. Był wśród swoich, którzy widzieli jak dorastał, którzy znali jego środowisko, jego rodzinny dom. Kiedy jednak odczytuje słowo Biblii, zaczerpnięte od Izajasza zmienia się ich punkt patrzenia. Zinterpretowane przez Jezusa proroctwa starotestamentalne zdumiewa wszystkich. Do tej pory Jezus był dla nich Synem cieśli, rodakiem, znajomym....Po spotkaniu w synagodze w Szabat mieszkańcy Nazaretu muszą postawić sobie ponownie pytanie: kim jest Jezus dla nich?

Moi drodzy, my tak jak mieszkańcy Nazaretu, opisani w dzisiejszej Ewangelii obchodzimy dzisiaj nasz święty dzień. W tym dniu przybywamy do świątyni. I tak samo jak Oni spotykamy tutaj Jezusa. Tak samo jak mieszkańcy Nazaretu chcemy sobie postawić pytanie; kim jest dla nas Jezus? Kim On jest dla mnie? ….W dzisiejszych czasach trudno już spotkać człowieka, który by o Jezusie nie słyszał. Wystarczy spojrzeć w szkolne podręczniki. Jeszcze przed dziesięciu laty na języku polskim, w mojej klasie humanistycznej czytaliśmy przypowieść o marnotrawnym Synu. Przypowieść Jezusa właśnie. Ale w podręczniku Jezus był zupełnie wyzuty z boskości. Na marginesie umieszczono tylko krótką notkę o tym, kiedy przypuszczalnie mógł żyć i nic więcej. Suche, dwa zdania. Z których wynikało tylko, jakoby Chrystus był wędrownym pisarzem i gawędziarzem.....Zaglądam w encyklopedię. Też trzy krótkie zdania. Że żył około trzydziestu lat. Że uważał się za proroka. Że zginał ukrzyżowany. Tylko postać historyczna....Powiecie, no przecież podręcznik czy encyklopedia nie są instrumentami do Ewangelizacji. Tak, ale one nam coś pokazują. Że można Jezusa włożyć w sztywne ramki historii. Że można go sprowadzić do paru prozaicznych zdań. I przez to nie poznać go wcale....Dla wielu bowiem Jezus to tylko postać historyczna. Był i rozpłynął się w mrokach dziejów....Dla innych jest rewolucjonistą, wzywającym do buntu. Dla innych idolem. W telewizji raz przeprowadzano wywiad z młodym muzykiem. Ubranym w koszulkę z wizerunkiem Jezusa. Dziennikarka patrząc na koszulką spytała: jesteś wierzący? A on mówi: nie.  Celowo taką koszulkę ubrałem, by cię sprowokować. Klasyczny przykład, że można znać Jezusa i nic o nim nie wiedzieć....

Każdy z nas na ścieżce swojego życia staje wobec tego pytania: kim jest dla ciebie Jezus? Odpowiedzi na to pytanie szukamy w Kościele. Znajdujemy ją w lekturze Biblii. Ale nie tylko. Popatrzcie. Dzisiaj także przypada wspomnienie św. Franciszka Salezego. Żył on na przełomie XVI i XVII wieku we Francji. Odbiera cześć jako patron dziennikarzy i pisarzy katolickich. Gdy miał 27 lat, po roku kapłaństwa otrzymał od biskupa bardzo trudne zadanie. Miał udać się do jednego z regionów, w którym wierni porzucili Kościół i przeszli na kalwinizm. Stanął wobec trudnego pytania: jak do nich dotrzeć? Co zrobić, by im na nowo przypomnieć Jezusa i Jego znaczenie? Wpadł na niesamowity pomysł. Zaczął pisać krótkie artykuły, w których objaśniał podstawowe prawdy wiary. Aby dotarły one do znacznej liczby odbiorców podrzucał je wiernym pod drzwi domów. Ci je odnajdywali i czytali. Było to więc prekursorskie wykorzystanie prasy w ewangelizacji, które pozostaje do dziś dla mediów katolickich wzorem i wskazówką, tym bardziej, że dzieło św. Franciszka odniosło spektakularny sukces i wiele „zaginionych owieczek” powróciło na łono Kościoła.  W dniu św. Franciszka Salezego uświadamiamy sobie, że  żyjemy w ciekawych czasach. Chcąc bowiem odpowiedzieć na to podstawowe pytanie: kim jest Jezus? Mamy szerokie możliwości. Nie tylko Kościół i Biblia pomagają nam odpowiedzieć na to pytanie. Pomocą bowiem służą nam także media katolickie. Wśród nich ważne miejsce zajmuje prasa, której prekursorem był właśnie św. Franciszek Salezy. Katolickie czasopisma informują nie tylko o życiu Kościoła. Znajdziemy w nich świetne artykuły, objaśniające prawdy wiary. Myślę, że ich lektura jest bardzo owocna. O wysokim poziomie tych wydawnictw świadczy fakt, że „gość niedzielny” utrzymuje się na czele rankingu tygodników. Myślę, że czasopisma religijne pomagają nam w odpowiedzi na pytanie: kim jest Jezus? Trzeba tylko chcieć z nich korzystać. Bo przyznam szczerze boli mnie fakt, że na taką ilość parafian jak u nas, tak niewielu sięga po te tygodniki....Pamiętam, jak podczas pogrzebu jednego z naszych parafian do trumny włożono jeden numer tygodnika” niedziela”. Ów zmarły nawet, gdy chorował prosił o to czasopismo. Dzięki niemu poznawał Jezusa. Kiedy zmarł długo, długo jeden egzemplarz pozostawał niesprzedany.....Oprócz prasy, mamy dostęp do telewizji i radia. Znajdziemy i tak wartościowe, religijne programy. W czasie tegorocznej kolędy słyszałem wielokrotnie: proszę księdza, ja korzystam z mszy telewizyjnej, ja się modlę z radiem Maryja. Tak, dla człowieka chorego to naprawdę źródło wiary. Dla każdego z nas może być pomocą w szukaniu odpowiedzi naszej wiary. Trzeba tylko umieć szukać....

Mieszkańcy Nazaretu byli zdumieni, gdy spotkali Jezusa. Przyszedł do nich jako sąsiad, rodak, znajomy. Gdy opuścił synagogę musieli na nowo odpowiedzieć sobie na pytanie: kim On jest? Właśnie: kim On jest bracie i siostro dla Ciebie? Tak naprawdę? Tak szczerze? Masz tak wiele możliwości, by odpowiedzieć. Dla mnie jest Panem i Zbawicielem. A dla Ciebie?

 

Nowenna do świętego Józefa – Karmel – 20 stycznia 2016 - ks. Artur Czepiel

Józef wzorem wierności.

Jak wielu z was moi drodzy w ten zimowy poranek przybyło do tej świątyni po to, by rozpocząć kolejną w historii tego wadowickiego sanktuarium nowennę 9 tygodni przed uroczystością świętego Józefa. O jak piękne w tym miejscu jest tych 9 środowych nabożenstw. Wielu z was już od lata uczestniczy w tej nowennie. Wielu z was nie wyobraża sobie roku bez udziału w tym nabożeństwie. Wielu z was wiernie będzie się tu przez te 9 tygodni gromadziło. Wierni jesteście temu nabożeństwu....Za tę wierność chcę wam dzisiaj podziękować. Ilekroć bowiem myślę o tym karmelitańskim kościele tylekroć przywołuję w pamięci jego główny ołtarz. A w nim obraz świętego Józefa. Obraz wyjątkowy, bo ozdobiony papieskim pierścieniem. Pierścień zawsze w tradycji Kościoła oznacza wierność. Dlatemu towarzyszy zaślubinom nowożeńców. Dlatego jest nakładany w czasie  żeńskich ślubów zakonnych. Dlatego otrzymuje go biskup w dniu sakry. Ilekroć więc patrzymy na pierścień świętego Józefa w tym sanktuarium, tylekroć trzeba nam zadać sobie pytanie o naszą wierność....

Najpierw pomyślmy o tym, czy jesteśmy wierni naszej wierze? Owa wierność sprawdza się w prozaicznych rzeczach. Pomyśl bracie i siostro: ilekroć wstajesz z łóżka, tylekroć powinineś odmówić ranną modlitwą. Nieraz mówimy: zapominam....Nieprawda. Każdy z nas pamięta, że trzeba się pomodlić. Często jest jednak tak, że ulegamy lenistwu. Nie chce nam się. A dlaczego? Bo w tak prostej rzeczy nie potrafimy być wierni.....Wieczorem, zanim położymy się do łóżka także ulegamy pokusie. Tłumaczymy się zmęczeniem, utrudzeniem. Ale już kolejny odcinek serialu czy filmu nas nie męczy. Łatwo usprawiedliwiamy rezygnację z wieczornego pacierza. A dlaczego? Bo w takiej prostej rzeczy nie potrafimy być wierni.....Każdy z nas wie, że w  niedzielę mamy wziąć udział we Mszy Świętej. Ale popatrzcie. Kilka tygodni temu, w Boże Narodzenie kościoły nam pękały w szwach. Były tłumy. Bracia i siostry, gdzie te tłumy są teraz? Dlaczego już po świętach w kościołach więcej miejsca? Gdzie są ci ludzie? Dlaczego tak wielu rezygnuje z niedzielnego spotkania z Chrystusem? Dlaczego tak łatwo usprawiedliwiamy naszą nieobecność? Bo w tej prostej rzeczy nie umiemy być wierni. Popatrzmy na pierścień, który ma na swej dłoni święty Józef. Ten pierścień jest znakiem wierności. Ale może być także znakiem wyrzutu sumienia.....

Zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach wierność traci na znaczeniu. Pół roku temu mój znajomy ksiądz odszedł z kapłaństwa. Związał się z kobietą. Opublikował zdjęcia z nią w internecie. Ale nie to mnie najbardziej zabolało. Najbardziej dotknął mnie fakt, że pod tym zdjęciem wielu jego parafian mu gratulowało i życzyło szczęścia. I to ci, których znałem....Zamiast się modlić o nawrócenie i opamiętanie, jeszcze mu przyklasnęli.....Przyrzekał Chrystusowi wielkie rzeczy. W momencie rzucił wszystko i jeszcze mu parafianie przytakują. Owszem, nie wolno sądzić. Ale boje się, by nam niewierność kapłanów czy osób konsekrowanych nie spowszedniała. Byśmy się nie stali na nią obojętni. Bo każda niewierność osoby powołanej jest bólem dla Jezusa i Kościoła. Zawsze....

Patrząc na świętego Józefa, myślimy o Jego wierności małżeńskiej. Także o niej przypomina nam pierścień na jego palcu. Chciał oddalić Maryję. Pozostał jednak wierny Słowo Boga i przyjął ją  do siebie.....Wierny małżonek. Dziś tak łatwo mówi się o rozpadach małżeństw i rodzin. Dawniej to było nie do pomyślenia. Dzisiaj mało kogo dramat niewierności bulwersuje....Jednego popołudnia przyszła do mnie mężatka z dziesięcioletnim stażem. Żona i matka. I mówi, że się zakochała w koledze z pracy. Że dopiero teraz poznała co to miłości. Że tak naprawdę wcale nie kocha męża. I że przecież ma prawo być szczęśliwa. Jakby oczekiwała, że przytaknę. Że powiem: rób co chcesz. A ja jej wyrecytowałem przysięgę małżeńską. I pytam: pamiętasz te słowa. Potwierdziła. A potem mówi daj mi obrączkę. Dała. Mówię: to ja ją zatrzymuję. Bo ona oznacza wierność. A ty wierna być nie chcesz....Poruszyło ją to. Za kilka dni poprosiła o zwrot. Przemyślała wszystko. Zaczęła walczyć. Szczęśliwie są razem do dziś. Popatrzcie, jak łatwo jej było zaprzeczyć całemu życiu. Jak jej wierność łatwo zobojętniała. A przecież ilu jest takich, których się nie udało uratować?

Drodzy wierni czcicieli świętego Józefa, wierni tym nowennom. Popatrzcie na wizerunek świętego Józefa. Zatrzymajcie wzrok na jego pierścieniu....Niech on wam zawsze przypomina, że dzisiaj Kościołowi potrzeba ludzi wiernych. Gdyby wszyscy kapłani  byli wierni nie byłoby tylu plam na szacie Kościoła. Gdyby małżonkowie pozostawali wierni przysiędze nie byłoby tylu zgorszeń i łez. Gdyby katolicy byli wierni swojej wierze dzisiaj mielibyśmy pełne kościoła i nie zamartwialibyśmy się ponurymi statystykami....To sanktuarium na górce jest domem świętego Józefa i szkołą wierności. I tak jak jesteście wierni tym nabożeństwom, tak bądźcie wierni codziennej modlitwie, tak bądźcie wierni niedzielnej Eucharystii. Jak chętnie i często wracacie do tego sanktuarium na Górce, tak wracajcie do tego co przyrzekliście Bogu w dniu ślubu, czy święceń....

Jest taka miłość pisana milczeniem
cicha oddana Ojcu na Niebie
rozważa w sercu co los przyniesie
i nigdy nie myśli tylko o sobie

To ta co tuli skrzydłem opieki
płaczące w żłobie Dzieciątko Boże
skryta i mądra wzorem dla Ojców
wyroki nieba przyjmuje w pokorze

Miłość odważna obowiązkowa
co nie zna strachu przed mieczem wroga
wiedzie bezpiecznie po trudnej drodze
z błogosławieństwem samego Boga

Miłość co świętość pracą buduje
morzem czułości dziecko obdarza
ta co rzeźbiła byt świętej rodziny
uczciwą i twardą ręką stolarza

Miłość co sama w sobie miłością
jak bramę raju serce otwiera
ta miłość to miłość św. Józefa
tak miła Bogu wiernai szczera

 

Homilia – uroczystość Objawienia Pańskiego – 6 stycznia 2015 – Zawadka - ks. Artur Czepiel

Nigdy nie wiesz, co cię doprowadzi do Boga

Na niebie świecą miliony gwiazd. Poukładane w rozmaite konstelacje i układy, ale obserwowane z ziemi są niemal identyczne. Trudno odróżnić jedną od drugiej. Wśród tych milionów gwiazd jedna była wyjątkowa. Niepowtarzalna. Dostrzegli ją tajemniczy mędrcy ze Wschodu. Wśród milionów gwiazd spostrzegli tę jedną, na którą czekali. Gwiazdę Betlejemską. Ewangelista Mateusz nie opisuje ani jej wyglądu ani położenia na niebie. A jednak z odczytanej przed chwilą fragmentu jego Ewangelii łatwo odkrywamy, że była to gwiazda wyjątkowa. Bo doprowadziła mędrców, zwanych trzema królami do Jezusa.

Właśnie to jest niesamowite w dzisiejszej uroczystości. Że przecież na Syna Bożego czekały setki tysięcy ludzi przez wieki. Pokolenia czytały wyraźne proroctwa, wyczekiwały zapowiadanych znaków Bożej obecności. A jednak. W Betlejem tych tłumów nie było. Ci co byli najbliżej pozamykali drzwi domów i obejść. Byli tam za to ci, których raczej nikt by się nie spodziewał – mędrcy. Oni zobaczyli gwiazdę. Tylko ten jeden znak wystarczył, by zostawili wszystko i ruszyli w dalekie strony. I nie zawiedli się. Gwiazda betlejemska doprowadziła ich do stóp małego Jezusa. Kto by pomyślał? A jednak. Bo, moi drodzy, nigdy nie wiemy, kto lub co doprowadzi nas do Jezusa. Dla Mędrców tym, co ich doprowadziło do stóp Zbawcy był znak gwiazdy....Wspominając pokłon trzech król, pomyślmy co dla nas było taką gwiazdą betlejemską? Jaka osoba lub zdarzenie doprowadziły nas do spotkania z Jezusem w naszym życiu? Bo przecież gdybyśmy Go nie spotkali, tak jak mędrcy ze Wschodu nie byłoby nas dzisiaj w tym miejscu...Większość z nas spotkała Jezusa  dzięki rodzicom. Oni jak gwiazda betlejemska wskazali nam drogę do Niego poprzez naukę modlitwy, poprzez prowadzenie do kościoła, poprzez troskę o religijne wychowanie. I w dzisiejszą uroczystość warto za to im podziękować. Jeśli już odeszli, może warto w ich intencji ofiarować dziś Komunię Świętą? A jeśli żyją może warto im dziś powiedzieć: dziękuję....Dla wielu z nas gwiazdą betlejemską, wskazującą Jezusa mógł być współmałżonek. Często bywa tak, że wiara męża czy żony rozpala oziębłe serce współmałżonka. Dlatego jeśli odkrywasz, że wiara męża czy żony obudziła twoja wiarę to dziś za to dziękuj. Bo masz obok siebie kogoś kto jak gwiazda betlejemska jest wyjątkowy wśród tysięcy innych gwiazd. Jeśli twój współmałżonek już odszedł z tego świata, niech świadectwo jego wiary świeci na twym niebie jak najjaśniejsza gwiazda. A jeśli jest obok ciebie to umiej mu dzisiaj okazać wdzięczność....A może tym, który jak betlejemska gwiazda wskazał ci drogę do Jezusa był twój katecheta? Ksiądz, osoba zakonna czy świecka....Jeśli tak, to w dzisiejszą uroczystość Objawienia Pańskiego wspomnij jego imię czy nazwisko. Pomódl się za tego człowieka. A gdy mówią że dzisiaj wszyscy księża są tacy i owacy przywołaj go w pamięci. I daj o nim dobre świadectwo...

A może bracie i siostro ty wciąż czekasz na swoją gwiazdę betlejemską? Może w twoim życiu wiele zwątpień i niepewności. Pomyśl o mędrcach ze wschodu. Chociaż niewiele o nich wiemy, jednego możemy się domyślić. Że odbyli długą drogę. I że pewności nie mogli mieć żadnej. Przecież nie mieli objawień anielskich jak Józef czy Pasterze. Widzieli tylko gwiazdę. I to jej pozwolili się prowadzić. Tylko taki znak otrzymali. I to im wystarczyło, aby ruszyli w drogę. Tylko gwiazda. Ona ich doprowadziła do Jezusa...Czekasz na swoją betlejemską gwiazdę? Nie trać nadziei. Ona zaświeci na twoim niebie. Pewien człowiek pochował ukochaną żonę. Wkrótce potem załamał się. Stracił wiarę. Przestał chodzić do kościoła. Ogołocił mieszkanie z krzyży i obrazów. Zrobił awanturę w kancelarii parafialnej, że nie życzy sobie żadnych kontaktów z Kościołem. W niedługim czasie trafił do szpitala. Wałęsając się bez celu po korytarzu zobaczył wychudzonego mężczyznę na wózku inwalidzkim. Bez nóg. Nogi mu amputowano. Mężczyzna poprosił go: pomógł by mi pan? Chcę wjechać do kaplicy, a przez próg sobie nie poradzę! Do kaplicy? Po co?Człowieku, nogi masz obcięte, siedzisz w szpitalu? Po co ci ta kaplica? Ona ci nic nie da! To bez sensu. Ja zresztą w to nie wierzę. A inwalida mu na to: mam na to w nosie. Dla mnie ważne że ja wierzę. I to był jego początek jego nawrócenia ….Lekarz ateista dostał na oddział proboszcza miejscowej parafii. Po badaniach okazało się że proboszcz ma nowotwór mózgu z przerzutami. Bez szans. Lekarz przedstawił mu diagnozę i potem mówi: i co proszę księdza? Co mi ksiądz powie? Jak Bógł mógł swego pracownika tak mógł pokarać. A ksiądz się uśmiechnął, zdjął ze stolika obrazek Jezusa ucałował i powiedział krótko: Jezu ufam Tobie. Nazajutrz lekarz przyszedł ponownie. Ale tym razem uklęknął przy jego łóżku i się wyspowiadał....Nigdy nie wiesz, kto cię doprowadzi do Jezusa. Nigdy nie wiesz, kto będzie twoją betlejemską gwiazdą. Tylko jej nie przegap. Ona na pewno doprowadzi cię do Jezusa!

 

Rozważanie na pogrzebie naszej katechetki S. Stelli - Kraków 17 VIII 2015 r. - Ks. Proboszcz Tadeusz Kasperek

Drodzy Rodzice !
Bracia Kapłani !
Siostry z Krakowskiego Nazaretu wraz z Siostrą Prowincjalną !

Najpierw Wam się przedstawię .

Jestem Proboszczem parafii św. Piotra Apostoła w Wadowicach.

Parafia ta była ostatnim miejscem pracy katechetycznej Siostry Stelli .

Z Siostrami Nazaretankami dane mi jest pracować w Kościele Chrystusowym 30 lat . Nigdy jednak nie głosiłem kazania na pogrzebie Siostry zakonnej.

Dzisiaj, na prośbę Siostry Prowincjalnej i Siostry Przełożonej Agaty, z domu wadowickiego, podejmuję tę posługę słowa.

Najpierw zwracam się do Was, Matko i Ojcze !

Wiele miesięcy towarzyszyliście Waszej córce w chorobie ; z miesiąca na miesiąc ból Waszego serca był coraz bardzie odczuwalny , zaś w dniu jej śmierci może i przerodził się w pytanie :

„ dlaczego? „ dlaczego Boże? Wszak miała zaledwie 39 lat ?

Jezus, obecny pośród nas w tej Eucharystii, mówi Wam :

urodziliście ją, wychowali w wierze i nauczyliście ją miłości do Mnie;

a kiedy ona powiedziała :” idę do zakonu” - oddaliście Mi ją do mojej dyspozycji.

Nie zabroniliście Jej podjąć powołania, które jej zaproponowałem. Zaakceptowaliście jej decyzję na wstąpienie do zgromadzenia Sióstr Świętej Rodziny z Nazaretu.

Byliście świadkami Jej ślubu wieczystego ze Mną 29 lipca 2006 w sanktuarium mojego miłosierdzia w niedalekich Łagiewnikach.

Znakiem tego, jest jej obrączka i tajemnica, którą wówczas przyjęła :

„Jestem Siostra Stella od Jezusa Światłości”.

I do tej światłości ją zabrałem.

A dlaczego teraz ?

Dlaczego po tak wielkim cierpieniu ?

Mój apostoł św. Paweł pisał kiedyś do Rzymian :

” Sądzę, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” ?Rz.8.18. /

Jej cierpienie, w łączności z Moim cierpieniem z Golgoty, umacnia mój Kościół, który potrzebuje nieustannie ofiary moich uczniów, by nie była zmarnowana zbawcza ofiara Krzyża.

Ona już uczestniczy w chwale nieba.

Ona bowiem zrealizowała przesłanie apostoła Piotra :

„Wy choć nie widzieliście, miłujecie Go;

wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie,

a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy,

gdy osiągniecie cel waszej wiary, zbawienie dusz „ / 1 P.1,6-9 /

Dlatego, pocieszam Was, i mówię do Was :” nie bądźcie smutni !

Nadejdzie taki czas, że przyjdę i zabiorę Was do mojego Królestwa, tam gdzie przebywają wszyscy święci, i spotkacie się z nią.

Teraz zwracam się do Was Siostry!

W Roku Życia konsekrowanego przeżywacie śmierć Waszej współsiostry Stelli.

Niech to jej odejście do Pana, będzie dla was okazją do ponownego przemyślenia powołania każdej z Was.

Niech ona tam w niebie, a wy tutaj na ziemi, wymadlajcie nowe powołania do Waszego Zgromadzenia. Wiecie, że w tym temacie nie jest najlepiej.

Bądźcie wierne swoim ślubom.

Bądźcie gorliwe w swoich obowiązkach.

Niech każda z was płonie ogniem miłości do Jezusa i Kościoła.

Czas dla mojego słowa dobiega końca.

Siostro Stello!

Przybyłaś do naszej parafii w 2012 r.

Z początku byłaś bardzo nieśmiała, a może i zalękniona .

Zapamiętamy Ciebie - Kapłani, Dyrektorzy Szkół, nauczyciele, uczniowie, dzieci, ich rodzice – jako o twarzy pogodnej, uśmiechniętej, z której dało się odczytać Twoje zauroczenie Chrystusem.

Dziękuję Ci, za dbanie o liturgię , za utworzenie i prowadzenie dziecięcej scholi.

Patrzyłaś na figurę Matki Bożej Fatimskiej, bo tam staliście ze scholą w czasie Mszy świętej.

Dzisiaj widzisz Ją w niebie.

Zapewne jest jeszcze piękniejsza niż Jej Figura w naszym ołtarzu !

Jak tam jest, w tym niebie ?

Tak!

Jest w nim św. Klara, w jej wspomnienie odeszłaś z tej ziemi „łez padole „

Jest tam święty Jacek – dzisiejszy Patron.

Jest tam wasza założycielka bł. Maria od Jezusa Dobrego Pasterza

i  bł. Stella – twoja patronka – wraz towarzyszkami, męczenniczkami z Nowogródka

Jest tam św. Anna – twoja patronka z chrztu świętego.

No i jest tam św. Jan Paweł II, który konsekrowal nasz kościół, w którym uwielbiałaś Pana – swego Oblubieńca.

Ty już wiesz jak tam jest !

Myśl o nas, módl  się za nas!

Bo Ty już doszłaś, a my jeszcze idziemy do domu Ojca.

Umiłowani!

Nie bądźmy smutni.

Wierzący w Chrystusa nie rozpacza z powodu śmierci swoich bliskich.

Jezus – nasz Pan - jest pośród nas w tej Eucharystii !

On umarł – zmartwychwstał i powróci !

Nasza Parafia, pragnie przekazać dla domu Sióstr w Wadowicach kielich mszalny. Ilekroć ten kielich będzie używany do Mszy świętej, w kaplicy zakonnej, tylekroć niech przypomina siostrę Stellę i jej posługę w kościele św. Piotra w Wadowicach.

Zmartwychwstał Pan, Alleluja !  Jeśli z Nim i dla Niego żyjemy,

Jeśli z Nim umieramy, z Nim też żyć będziemy na wieki,

Alleluja!

 

Homilia – uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pana Jezusa – 4 czerwca 2015 – Wadowice/Zawadka

Niedoceniony dar

Święty Jan Paweł II będąc Papieżem co roku zapraszał innego kaznodzieję do wygłoszenia wielkopostnych rekolekcji w Watykanie. Jednego roku polski Papież zaprosił niezwykłego rekolekcjonistę. Był nim kardynał z Wietnamu, Nguyen Van Thuan, postać absolutnie niezwykła. W czasie prześladowań Kościoła w Wietnamie kardynał został aresztowany. 9 długich lat spędził w więzieniu, w totalnej izolacji. Swoje rekolekcje, wygłoszone w Watykanie zatytułował świadkowie nadziei. Nauki, które głosił były niesamowitym świadectwem. Posłuchajmy fragmentu jednej z nich: - Gdy mnie aresztowano, nie pozwolono mi niczego zabrać ze sobą. W więzieniu brakowało mi wszystkiego, ale najbardziej Chleba Życia - Eucharystii. Po jakimś czasie pozwolono mi napisać do rodziny i poprosić o kilka niezbędnych rzeczy: ubranie, szczoteczkę do zębów itp. Na końcu listu dodałem: "Przyślijcie mi trochę wina, którego używam jako lekarstwa na żołądek". W paczce, którą otrzymałem, znalazłem buteleczkę z "lekarstwem na żołądek" oraz ukryte hostie. Trudno wyrazić, jaki byłem szczęśliwy. Od tamtego dnia codziennie odprawiałem Mszę św., używając trzech kropli wina i jedną wody; dłoń stała się moim kielichem. Były to najbardziej intensywne chwile mojego życia.”.

Moi drodzy, dzisiejsza uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pana Jezusa, zwana Bożym Ciałem przypomina nam , jak wielkim skarbem jest dla nas Eucharystia. Jezus, wiedząc że odchodzi z tego świata zostawił nam dar najcenniejszy – swoje Ciało i swoją Krew. W dzisiejszą uroczystość za to Mu dziękujemy. Że z nami pozostał. Ze jest prawdziwie obecny w Najświętszym Sakramencie. Chcemy nie tylko dziękować. Ale chcemy się także ucieszyć Jego, świętą obecnością. To dlatego organizujemy dziś uroczyste procesje. By ten skarb najcenniejszy, jakim jest dla nas Jezus w Eucharystii ukazać światu. By z radością iść razem z Nim między nasze domy, zakłady pracy, osiedla. By z radością pokazać wszystkim, że wierzymy w Jezusa Eucharystycznego.

Ale uroczystość Bożego Ciała pokazuje nam także, iż często daru Jezusowej obecności w Najświętszym Sakramencie nie doceniamy. Popatrzmy na kardynała Van Thuana. Ile sił dała mu Eucharystia sprawowana w ukryciu. Ile nadziei wlała w jego serce ta Msza Święta, celebrowana w wielkiej konspiracji. I zarazem popatrzmy jak bardzo pragnął ją sprawować. Jak za nią tęsknił. Jak mu brakowała. Najlepiej odkrył skarb Eucharystii, wtedy gdy był go pozbawiony....My się nie musimy ukrywać. Nam nikt nie zabrania brać udziału w Mszy Świętej i karmienia się Ciałem Chrystusa. I tego nie doceniamy....Pamiętam rozmowę, która mnie bardzo poruszyła. Spotkałem kobietę, która po wypadku przykuta była do łoża boleści. I ze łzami w oczach mówiła w rozmowie ze mną: Proszę księdza, jak mi brakuje Mszy Świętej. Jak ja bym chciała iść do kościoła. Ale nie mogę. Teraz jak zostałam unieruchomiona, zrozumiałam, czym jest Msza Święta. Gdy byłam zdrowa nie doceniałam tego. Dziś mi jej tak bardzo brakuje....Niesamowite słowa. Moi drodzy, prawdą jest, że nieraz nie doceniamy daru Eucharystii. Traktujemy Mszę świętą jak smutną konieczność, jak przykry obowiązek. Dzisiejsza uroczystość jest okazją byśmy nie tylko podziękowali za dar Najświętszego Sakramentu. Ale przede wszystkim, byśmy go sobie cenili. A ceni dar Eucharystii tylko ten, kto regularnie w niej uczestniczy. Jeśli opuszczam Mszę, znaczy to, że nie jest ona dla ciebie skarbem. Jeżeli rzadko przyjmujesz Komunią Święta to znaczy, że wcale nie wierzysz, iż jest Ona pokarmem na życie wieczne. Ale po to jest dzisiejsza uroczystość byś zrozumiał jak wielki skarb masz tutaj na ołtarzu. I byś chciał po Niego sięgać.....

Błogosławiony niech będzie Chleb,
Chleb pszeniczny z woli Ojca,
Błogosławione Słowa
Z drzewa Krzyża,
Wino zebrane z objęć słońca.

Eucharystia nadziejami świata
Eucharystia wśród cieni katakumb
Eucharystia niemego cierpienia
Eucharystia nadziemny szlaku
Eucharystia spragnionych portów
Eucharystia gwiezdny szlaku

 

Kazanie – III Niedziela Wielkanocna rok B – Niedziela Biblijna – 19 kwietnia 2015 – Wadowice

Czytaj tę Biblię!

Ewangelista Łukasz w słowie dzisiejszej Ewangelii przedstawia nam kolejny dowód na prawdziwość zmartwychwstania Pana Jezusa. Oto sam zmartwychwstały staje pośród uczniów i rozwiera wszelkie pytania, obawy i wątpliwości. Ukazuje im swoje ręce i nogi, spożywa posiłek. Zalękniona, tchórzliwa gromada uczniów doświadcza cudu nad cudami. Spotyka Jezusa, który chociaż umarł żyje. Spotkanie z Jezusem pokazuje im pewność zmartwychwstania. Ale daje im coś jeszcze. Ewangelista Łukasz pisze, iż zmartwychwstały oświecił umysły uczniów po to, by rozumieli Pisma. By rozumieli Pismo Święte.

Uczniowie Pisma znali, ich treść nie była im obca. Byli zaznajomieni z treścią ksiąg, które dziś są dla nas, jak i dla nich Pismem Świętym. Zwróćmy uwagę moi drodzy, iż tę Ewangelię czytamy w szczególną niedzielę – w niedzielę Biblijną, która otwiera w Polskim Kościele siódmy już biblijny tydzień. To szczególne dni w roku, kiedy mamy zastanowić się nad rolą Pisma Świętego w naszym życiu. Spójrzmy w słowo dzisiejszej Ewangelii. Ewangelista Łukasz mówi nam, ze Apostołowie znali Pisma....Czy można i tak powiedzieć o nas moi drodzy? Czy można o nas powiedzieć, że znamy Biblię? Obawiam się, że nie....Można o nas powiedzieć że jesteśmy posiadaczami Księgi Pisma Świętego. Mamy je w domu. Jest obecne na naszym domowym regale. I tyle. Bo często bywa tak, że Biblia stoi i stoi cały rok, nie otwierana i nie czytana. Jest na półce, owszem. Ale nic więcej....Apostołowie znali Pisma. My tak często ich znać nie chcemy. Pamiętam rozmowę z osobą, której dom odwiedzili świadkowie jehowy. Znajoma była pod wrażeniem tego, jak oni znają Pismo Święte. Mówi mi: oni są niesamowicie obeznani w Biblii. My katolicy nie dorastamy im do pięt. Wybiłem ją z jej uniesienia pytaniem: a ty czytasz Pismo Święte? Odparła: nie, nie czytam, brak mi czasu, zajęć sporo...Więc zamiast zachwycać się nimi, weź i czytaj. To też będziesz w niej obeznana....Moi drodzy, rok w rok w niedzielę biblijną prosimy was: sięgajcie po Pismo Święte. Wystarczy pięć minut wcześniej wyłączyć telewizor, zamknąć laptopa czy odłożyć gazetę. Pięć minut lektury dziennie. Tak niewiele, a tak dużo...Albo chociaż jeden rozdział dziennie. Wieczorem, na zakończenie dnia. Przed snem, jako ukoronowanie dnia.  Potrzeba tylko jednego: chęci do czytania Biblii, której tak często nam brakuje. Mamy Biblię w domu. Róbmy z niej pożytek. Czytajmy ją bo warto. Wszak to nasza święta księga. Oby nam się nie kurzyła na regale. Oby nie było z nami tak, jak z pewną rodziną, którą odwiedził po kolędzie pewien, starszy ksiądz. Przygotowano piękny ołtarzyk, krzyż, świecę, kropidło i Biblię. Ksiądz uśmiechnął się wychodząc: macie pięknie wydaną Biblię. No tak – wpadł w słowo gospodarz domu. - kupiliśmy ją, bo tak wspaniale się prezentuje. A ksiądz na to: Rzeczywiście, prezentuje się pięknie. Ale jeszcze lepiej by wyglądała, gdybyście ją wypakowali z folii...Apostołowie znali Pisma. A czy my je znamy? Przepraszam, czy w ogóle chcemy je znać?

Ewangelista Łukasz mówi nam także, że Apostołowie znali Pisma, choć nie rozumieli. Dopiero spotkanie ze zmartwychwstałym Panem sprawiło, że pojęli sens i znaczenie treści świętych ksiąg...Znowu przez pryzmat Ewangelii patrzymy na nasze życie. Wielu z nas nie sięga po Biblię tłumacząc, iż jej treść jest zbyt trudna. Nie czytamy, bo boimy się, że nie zrozumiemy....Apostołowie otrzymali od Zmartwychwstałego dar rozumienia Pisma Świętego. Tego daru nie zatrzymali dla siebie. Z kolejnych kart Biblii wiemy, że poszli na krańce świata dzieląc się tym darem z innymi w Kościele. A Kościół, kontynuuje po dziś dzień ich misję, objaśniając ludziom sens Słowa Bożego....A zatem nie mów: nie czytam Biblii, bo i tak nie zrozumiem. Po to należysz do Kościoła, by on pomagał ci także w zgłębianiu tajników Pisma Świętego. W tym celu słuchamy homilii. Ich zadaniem jest sprawiać, by Pismo Święte było bliżej nas. Słuchając, uczymy się rozumieć....Kościół pomaga nam także odkrywać Biblie dzięki opracowaniom i komentarzom. Pełno ich w dobrych księgarniach. Nie brakuje ich w internecie, na dobrych katolickich stronach..Wydano także Pismo Święte z obszernymi komentarzami. Takie wydania znajdziemy bez trudu. .Nie mów, boję się że nie zrozumiem. Objaśnienia masz na wyciągnięcie ręki. Tylko czy chcesz ich poszukać? Czy chcesz zrozumieć Pismo Święte?

Pytasz: Ale po co czytać? Co mi to daj. Spójrz znów w dzisiejszą Ewangelię. Popatrz, co dar odkrycia Bożego Słowa zrobił z Apostołami. Z zalęknionych tchórzy stali się odważnymi głosicielami Zmartwychwstałego. Tak, spotkanie z Bożym Słowem może zupełnie zmienić nasze życie. Dlatego w Niedzielę Biblijną proszę: czytajmy Biblię. Nawet krótki fragment jest kroplą, która powoli powoli drąży twardą skałę naszego serca. A nigdy nie wiemy, która z tych biblijnych kropli będzie tą przełomową, decydującą...

Biblio,
Stolico Pana,
Wschodząca nad szaleństwem bezładu
I przepaściami zamętu,
Módl się za tych, którzy w ciebie wierzą,
I za tych, którzy o tobie wątpią,
Módl się za tych, którzy cię czytają,
I za tych, którzy nie umieją cię czytać,
Módl się za tych, którzy cię wielbią,
I za tych, którzy na ciebie plwają,
Módl się za tych, którzy cię znaleźli,
I za tych, którzy nie umieją cię znaleźć,
Módl się za tych, którzy żyć bez ciebie nie mogą,
za tych, którym nie jesteś potrzebna do życia,
Módl się za tych, dla których jesteś Prawdą,
I za tych, dla których jesteś zbiorem
Orientalnych baśni.
Módl się za nami,
Biblio,
Która trwać będziesz do końca czasów,

 

Homilia – Wielkanoc 2015- Zawadka

Chrystofanie

Dlaczego Zmartwychwstały Jezus ukazał się tylko wybranym? Dlaczego nie przyszedł do pałacu Piłata, Heroda, do Annasza i Kajfasza? Dlaczego tylko nieliczni doświadczyli Jego obecności? Spotkanie ze zmartwychwstałym Jezusem było swoistą nagrodą dla tych, którzy Mu towarzyszyli w czasie, gdy nauczał. I choć wielu z nich nie zdało wielkopiątkowego egzaminu, to jednak Zmartwychwstały nagrodził ich wiarę i trud wcześniejszego podążania za Nim. Oczywiście, Zwycięzca Śmierci mógł ukazać się tym, którzy wydali na Niego wyrok, którzy Go skazali. Ale pomyślcie sami: czy to by miało sens? Przecież kilka dni wcześniej Oni go odrzucili. Kilka dni wcześniej skazali go na śmierć. Odrzucili Go przed śmiercią, nie byli godni ujrzeć Go w chwale zmartwychwstania. Aby spotkać Zmartwychwstałego Jezusa, potrzeba wiary.

Moi drodzy, w dzisiejszą uroczystość Wielkanocną spotykamy Zmartwychwstałego przy ołtarzu, podczas Mszy Świętej. Wspominamy nie tylko Jego zwycięstwo nad śmiercią, piekłem i szatanem, ale także Jego ukazania się wybranym. Szczęśliwi są ci, którzy spotkali zmartwychwstałego Jezusa. Którzy doświadczyli blasku Jego chwały. Którym pokazał realizm zmartwychwstania. My też jesteśmy szczęśliwi. Bo możemy spotkać Chrystusa zmartwychwstałego w tej Mszy Świętej. Dzięki wierze możemy tutaj być. Gdyby nie nasza wiara, zabrakłoby nas przy ołtarzu. Gdy Maria Magdalena, Piotr i Jan nie mieli wiary w sercu nie spotkaliby w swym życiu zmartwychwstałego...

Świadkowie objawień zmartwychwstałego spotkali Go nie tylko tutaj na ziemi. Dziś czcimy ich jako świętych, a więc tych, którzy po śmierci dostąpili chwały zmartwychwstałego Pana w niebie. I znowu: stało się to dzięki ich wierze. Uwierzyli w Zmartwychwstałego, gdy Go spotkali i dali o nim świadectwo, także poprzez własną śmierć. Wytrwali w wierze w Zmartwychwstałego do końca, mimo prześladowań, mimo niewiary innych....

Świętując Wielkanoc zadaj sobie bracie i siostro pytanie: czy prawdziwie wierzysz w zmartwychwstałego Jezusa? Czy wierzysz w Jego zwycięstwo nad śmiercią? Jeżeli wierzysz, że Jezus zmartwychwstał to także jesteś wezwany, by o Nim świadczyć jak Jego świadkowie. A świadczysz wtedy, gdy wierny jesteś modlitwie rannej i wieczornej, gdy regularnie uczestniczysz w Mszy niedzielnej, gdy dbasz o sakrament pokuty. To są twoje codzienne spotkania ze Zwycięzcą śmierci. Jeśli ich brakuje, trudno mówić o prawdziwej wierze w Zmartwychwstałego...

Moi drodzy, w tę radosną uroczystość życzę wam wszystkim autentycznej wiary w Zmartwychwstałego Jezusa. Bo jeśli będziecie mięć ową wiarę, to będziecie o Nim świadczyć zawsze i wszędzie. A ta wiara rozproszy najciemniejsze mroki waszego życia. I życzę wam, byśmy jak świadkowie Zmartwychwstałego spotkali się kiedyś w niebie. Wszyscy. Bez wyjątku. Zmartwychwstały Jezus tak na nas czeka! Alleluja!

 

Kazanie pasyjne VI 2015 – Wielki Piątek

Święta Siostra Faustyna wzywa do walki z grzechem

Panie Jezu, nasz Zbawicielu. Zazwyczaj w tej godzinie już śpimy. Odpoczywamy po trudach całego dnia. Dzisiaj jednak jest inaczej...Zrezygnowaliśmy ze snu, zostawiliśmy nasze mieszkanie, bo ta noc jest wyjątkowa. Ona nam przypomina najciemniejszą noc w dziejach świata, kiedy to Bóg został zabity przez człowieka. Kiedy to Bóg spoczął w zimnym skalnym grobie. Patrzymy na Twój grób w naszej świątyni i w wielkopiątkową noc pytamy: dlaczego? Dlaczego Syn Boży umarł? Dlaczego spoczął w ciemnościach grobu? Błogosław nam Jezu na czas szukania odpowiedzi na to pytanie.

Rok 1938. W szpitalu na krakowskim Prądniku Czerwonym umiera młoda, 33 letnia kobieta. Pokonała ją gruźlica. Chociaż żyła krótko, jej przeżycia były bardzo bogate...Należała do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. W zakonie pełniła kolejno funkcje: kucharki, sprzedawczyni w sklepie z pieczywem, ogrodniczki i furtianki. Powiecie, nic specjalnego. A kiedy do tego opisu dodamy, że miała skończone tylko trzy klasy szkoły podstawowej oraz że ledwo umiała pisać to już zupełnie można się dziwić: czy w takiej osobie może być coś niezwykłego? A jednak! Siostra Faustyna Kowalska, bo o niej mowa była niesamowita. Mimo jej prostoty, mimo jej ograniczeń, mimo braku zdolności i wykształcenia to jej imię zna dzisiaj cały świat. To „Dzienniczek” spisany jej ręką czytają wierni na całej kuli ziemskiej. Jej bowiem dane było doświadczyć spotkanie z Jezusem. To właśnie jej Chrystus się objawił i przez nią przypomniał światu prawdę o Swoim Miłosierdziu. To dzięki jej wizjom czcimy znany obraz z napisem „Jezu ufam Tobie”. To jej objawienia sprawiły, że obchodzimy święto Miłosierdzia. Mniej jednak znanym rysem świętej siostry Faustyny jest niezwykłe doświadczenie męki Pańskiej, w jakim miała udział. Mało kto wie, iż jej udziałem stały się stygmaty. Nie były one zewnętrze, widoczne jak to było w przypadku Ojca Pio, świętego Franciszka czy Anny Katarzyny Emmerich. Siostra Faustyna doznała stygmatów wewnętrznych. Oto co zanotowała w swoim „Dzienniczku”: Kiedy pierwszy raz otrzymałam te cierpienia, było to tak: po ślubach rocznych, w pewnym dniu, w czasie modlitwy ujrzałam wielką jasność, a z tej jasności wyszły promienie, które mnie ogarnęły, i wtem uczułam straszny ból w rękach, nogach i boku, i cier­nie korony cierniowej. Odczuwałam te cierpienia w czasie mszy św. w piątki, ale był to bardzo krótki moment. Przez parę piątków się to powtarzało i później już nie czułam żadnych cierpień, aż do chwili teraźniejszej, to jest z końcem września tego roku. W czasie tej choroby, w czasie mszy św. w piątek odczułam, jak mnie przeniknęły te same cierpienia; i powtarza się [to] co piątek i czasa­mi przy spotkaniu się z duszą, która nie jest w stanie łaski. Chociaż to jest rzadko, i cierpienie to trwa bardzo krótko — jednak jest straszne, i bez szczególnej łaski Bożej nie zniosłabym, a na zew­nątrz nie mam żadnych znaków tych cierpień. Co dalej będzie — nie wiem. Wszystko to dla dusz... Siostra Faustyna bardzo realistycznie doświadczała bólu, jakiego doznał Chrystus podczas męki. Dzieliła cierpienie Zbawiciela w sposób fizyczny. Ale nie tylko. Faustyna również rozważała, kontemplowała mękę Pana Jezusa. I ona w swoich objawieniach odnalazła odpowiedź na pytania z początku naszych rozważań. Dlaczego Jezus tak cierpiał? Dlaczego musiał umrzeć? Dlaczego spoczął w grobie? Oto co odkryła prosta zakonnica z Łagiewnik: Dziś weszłam w gorzkość Męki Pana Jezusa; cierpiałam czysto duchowo, poznałam, jak straszny jest grzech. Dał mi poznać całą odrazę do grzechu. Wewnętrznie w głębi mej duszy poznałam, jak straszny jest grzech, chociażby, najmniejszy, i bardzo dręczył duszę Jezusa. Wolałabym tysiąc piekieł cierpieć, niż popełnić chociażby najmniejszy grzech powszedni. Tu kryje się odpowiedź na to: dlaczego Golgota? Dlaczego krzyż? Dlaczego ten grób? Z powodu naszych grzechów...Siostra Faustyna mówi nam: każdy, najmniejszy nawet grzech jest przyczyną cierpień Zbawiciela. Dlatego postanowiła, że zrobi wszystko, co tylko w jej mocy, by nie grzeszyć...

Moi drodzy, w tę noc adorujemy grób Zbawiciela. Patrzymy na tego, który umarł z nas. Wraz ze świętą siostrą Faustyną odkrywamy, że przyczyną tej śmierci, sprawcami tego grobu jesteśmy my sami, my i nasze grzechy....Spójrzmy więc na nasze życie. W te dni stajemy u kratek konfesjonału. Tak licznie się spowiadamy. I chwała Bogu. Ale niestety często grozi nam podejście do sakramentu pokuty jak do zwyczaju, jak do tradycji. Idę do spowiedzi bo święta, bo trzeba, bo taka tradycja, bo tak się przyjęło. A siostra Faustyna nam mówi to za mało. Musisz sobie uświadomić, że Jezus umarł z powodu Twoich grzechów. Że to one były powodem Jego śmierci. I patrząc na Jego grób musisz zrobić wszystko, co w Twojej mocy, by zerwać z grzechem. By nie tylko się wyspowiadać, ale by pokonać to, co w Tobie grzeszne, co cię obciąża, co oddala od Boga....Wstając od konfesjonału pomyśl: co jest twoim największym grzechem? Co jest twoją największą słabością? A potem umiej spytać: co robić, by temu grzechowi nie ulegać?

W jednym z polskich filmów ukazano scenę wielkopiątkowej adoracji w Bożym Grobie. Ludzie skupieni modlili się wpatrzeni w monstrancję. Nagle z ławki wyszedł mężczyzna około 50 lat. Klęknął i rozpłakał się. A potem zaczął coś zdejmować spod kurtki. Wyjął kieliszek i butelkę.. Nalał alkoholu do kieliszka i podpalił. Wzburzony ksiądz wybiegł z konfesjonału. Co ty człowieku robisz? A ów mężczyzna znowu się rozpłakał i mówi: Proszę księdza, ja dopiero dzisiaj zrozumiałem. Do mnie dopiero dzisiaj dotarło, że jeśli nie rzucę alkoholu to ze mnie już nic nie będzie. To przegrałem życie. Chcę mój nałóg zostawić tu w tym grobie. I od tej nocy chcę być człowiekiem. Chcę po prostu żyć...

Siostra Faustyna w tę wielkopiątkowa noc naszego czuwania mówi nam: nasze grzechy są powodem Jezusowej śmierci. Dlatego każdy z nas musi podjąć z nimi walkę. Moi drodzy, każdy z nas ma co pozostawić przed Jezusowym grobem. Może trzeba tu dzisiaj symbolicznie położyć swoje lenistwo w sprawach wiary, może swoją chciwość, może swoją nieuporządkowaną relację z drugim człowiekiem, może swoją słabość do alkoholu...Każdy ma coś co powinien tutaj zostawić.         Bracie i siostro, złóż u stóp Jezusowego grobu swój grzech. Porzuć go, by już więcej nie był powodem cierpień Zbawiciela, by przestał Go ranić...A potem, gdy wyjdziesz ze świątyni mocno sobie postanów, tak jak święta Faustyna, że będziesz tego grzechu unikał. Że będziesz z nim walczył. Nie będzie to łatwe, nie. Ale popatrz znowu na Chrystusowy grób...Czy ktoś wierzył, że skalna pieczęć zostanie zdjęta? Że ukrzyżowany żywy wyjdzie z grobu? Nikt nie wierzył....A jednak Jezus zwyciężył. Bo dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Jesteś z Nim w stanie pokonać swój grzech. Tylko pozwól mu działać, jak Faustyna.....

Panie Jezu, adorujemy Twoją Eucharystyczną Obecność w tajemnicy grobu. Już nie pytamy: dlaczego musiałeś sięgnąć aż w ciemną otchłań skalistej pieczary? Święta Faustyna pomogła nam to zrozumieć....Dziękujemy Ci za twój grób. Przed nim składamy nasze grzechy i słabości. Pomóż nam je zwyciężyć, jak Ty zwyciężyłeś otchłań śmierci swoim Zmartwychwstaniem. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.

 

Kazanie pasyjne V 2015

Święty Ojciec Pio uczy nas pokładania ufności w Bogu

Panie Jezu Chryste, nasz Zbawiciela. Z miłości do nas pozostałeś obecny w Najświętszym Sakramencie Ołtarza i z miłości gromadzisz nas dzisiaj przy sobie. Możemy patrzeć na Twoje Najświętsze Oblicze. Zasłoniliśmy krzyż, by w wielki piątek ujrzeć go na nowo. Niech tez znak V niedzieli wielkiego postu zwróci naszą uwagę na to, że prawdziwie jesteś obecny w znaku chleba i że chcesz, byśmy krzyż zawsze mieli w sercu, nawet wtedy, gdy tracimy go z oczu.

Jerozolima. Blisko dwa tysiące lat temu. Poncjusz Piłat umywa ręce w misce wody. Krzyczy do tłumu, że nie jest winien krwi Sprawiedliwego człowieka. A mimo to skazuje go na śmierć....Skazanym jest Jezus z Nazaretu. Żołnierze zabierają Go sprzed oczu namiestnika. Ubiczowanego, skatowanego, sponiewieranego...Kładą mu krzyż na ramiona. Przez wąskie uliczki Jeruzalem, między straganami wloką Go na ukrzyżowanie. Nic sobie nie robią z tego, że upada. My mówimy o trzech upadkach....Doskonale wiemy, że było ich wiele więcej....Zmusili Szymona, rolnika, by pomógł, chociaż jak można pomóc komuś, kogo tak bestialsko skatowano? Po tej drodze katorgi Jezus dotarł na Golgotę. Tam zabrali Mu wszystko, nawet szaty. A potem, jakby mało było tych cierpień przybili Go do krzyża. Gwoźdźmi przebili ręce i nogi. Kolejne bestialstwo. Okrutna męka. Nieludzkie cierpienie....To musiał być straszny widok, jak okaleczony, skatowany zawisł między niebem i ziemią. Na skalnym wzgórzu Golgoty....Widziały to Jego matka, Jan i kilka niewiast.

Ale w 1918 roku tę mękę Chrystusa oglądał ktoś jeszcze. W klasztorze we włoskim San Giovanni Rotondo ojciec Pio, ze zgromadzenia kapucynów w objawieniu widzi mękę Chrystusa. Już w 1910 roku w widzeniu ujrzał Jezusa i Maryję. W wyniku tej wizji otrzymał stygmaty. Bardzo się jednak tym przeraził. Miał wtedy 23 lata. Poszedł do miejscowego proboszcza i poprosił go, by się za niego modlił, aby owe stygmaty zniknęły. I rzeczywiście, tak się stało. Pozostał jednak po nich ogromny ból. W 1918 roku ojciec Pio trwał na modlitwie na chórze kościoła, przed krzyżem. Nagle poczuł senność. Trwając jakby w półśnie ujrzał postać z ranami podobnymi do ran Chrystusa. Ocknąwszy się, zobaczył, iż leży w kałuży krwi. Ukazał jednemu ze współbraci okaleczone ręce. Zakonnik myślał, że to tylko skaleczenie. Rany jednak nie ustępowały. Pozostały widoczne na dłoniach ojca Pio aż do śmierci. Do śmierci nosił stygmaty męki Pańskiej....Bardzo emocjonalnie przeżywał On cierpienie Chrystusa. Kontemplując ogrom Jego męki napisał następujące słowa: "Boże mój! Jakże długa to, trzy godziny trwająca agonia, pośród wrzasków motłochu, pijanego gniewem!". Ale święty dzisiaj Ojciec Pio nie tylko emocjonalnie przeżywał cierpienia ukrzyżowanego Chrystusa. Adorując Jego krzyż próbował odkryć sens Jezusowej męki. Oto co odkrył w cierpiącym obliczu Ukrzyżowanego: "Wziąłeś na siebie całą naszą słabość. Żeby dać nam swoją siłę, stałeś się ofiarą. Pragniesz nas nauczyć, że tylko w Tobie mamy pokładać całą naszą ufność, nawet jeśli niebo wydaje nam się ze spiżu". Niesamowite to słowa. Ojciec Pio odkrył, że cierpiący Zbawiciel świata w historii swej męki uczy nas ufności Bogu. Przecież w tym straszliwym cierpieniu sam nie stracił Ojca z oczu. Modlił się, konając w męczarniach. Choć przecież zdawać się mogło, że to jest koniec, że to wzgórze Golgoty, że ta drewniana belka jest kresem wszystkiego....A Jezus modli się do końca. Ufa, że ostatnie słowo nie należy do Golgoty, ale do Boga. I tę ufność Ojciec Pio odczytał z krzyża....Moi drodzy, stając ze świętym kapucynem z San Giovanni Rotondo spójrzmy na nasze życie. Zaufać do końca Bogu.....Czy my  potrafimy zaufać? Popatrz bracie i siostro. Łatwo człowiekowi przychodzi modlitwa, gdy się wszystko pomyślnie układa, ale gdy jest trud, gdy przychodzi cierpienie to zamiast ufać obarczamy Pana Boga litanią naszego żalu. Nie sztuką jest ufać Bogu, gdy wszystko pomyślnie się układa. Sztuka jest ufać mu wtedy, gdy się cierpi, gdy się nic nie rozumie....Autorem tej właśnie pieśni „w krzyżu cierpienie” jest Karol Antoniewicz. Żył w XIX wieku. W 1832 roku zawarł związek małżeński z Zofią Nikorowiczówną. Byli szczęśliwym małżeństwem. Urodziło się pięcioro dzieci. Każde z nich jednak zmarło w okresie niemowlęcym. Przez siedem lat małżeństwa usypali pięć mogiłek swoim maleńkim dzieciom. Byli jednak ludźmi wielkiej wiary. Oto jakie słowa Karol zapisał w swym dzienniku: Wszystkie widoki, plany, zamiary na przyszłość Bóg pomieszał, starł, zniweczył. A za to i za wszystko Jemu niech będą dzięki, cześć i chwała. I dalej: jedna godzina boleści więcej nas uczy niż sto dni radości. Mało tego. Mimo tych tragedii nie załamali się ani on ani jego małżonka. W swoim domu otworzyli szkołę. Karol uczył w niej chłopców, Zosia dzieci. W jednym skrzydle domu otwarli szpitalik, pielęgnując chorych. Wkrótce zona Karola zachorowała na grużlicę. On ją opiekował, wspierał, troszczył się. Niestety wkrótce Zosia zmarła. Karol Antoniewicz miał wtedy 32 lata. I jako 32 latek stanął nad mogiłami pięciorga swych dzieci i kochanej żony. Co zrobił wkrótce? Klęknął i napisał: w krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienia. A potem został księdzem jezuitą bo jak sam napisał: Przychodzisz do Boga, bo wiesz, Że On jeden może uleczyć twą duszę - ale nie tym lekarstwem, które ty sobie wybierzesz, lecz tym, które w mądrości swojej On za zbawienne uzna. Święty Ojciec Pio w krzyżu odczytał znak bezgranicznej ufności Bogu. Taką samą lekcję krzyża daje nam Karol Antoniewicz. Jakże daleko jesteśmy od ich nauki. Jakże daleko nam do takiego odczytywania krzyża. Jakże mało w nas ufności....

Święty Ojciec Pio, rozmyślając o męce Pańskiej wypowiedział znamienne słowa:  w Tobie mamy pokładać całą naszą ufność, nawet jeśli niebo wydaje nam się ze spiżu. Przez te pięć wielkopostnych niedziel trwaliśmy w tej świątyni przed Jezusem, by rozmyślać nad Jego męką i śmiercią. Pomagali nam w tym świadkowie Jego męki na przestrzeni wieków. Popatrzcie: życie każdej z tych osób było naznaczone trudem i cierpieniem. Anna Katarzyna Emmerich obarczona krzyżem choroby, Rita wdowa, analfabetka, straciła dwóch synów, w zakonie była tylko do prac służebnych, Marta Robin była przykuta do łoża boleści przez lata, Franciszek cierpiał naznaczony stygmatami, a Ojciec Pio prosił Boga, by mu je odebrał....Wszyscy mieli trudne życie. A dziś są dla nas przykładami, co mamy robić, by osiągnąć niebo. Przesłanie ich życia można zawrzeć w tym zdaniu ojca Pio, które przytoczyłem. Bracie i siostro, niebo wydaje ci się jakby było ze spiżu? Niemożliwe do osiągnięcia? Cierpienie przesłania ci wszystko? Cierpisz po stracie współmałżonka? Płaczesz wobec śmierci syna, córki, bliskiej osoby? Przygniata cię brzemię choroby twojej lub kogoś obok? Doświadcza cię bezrobocie? Jesteś matką czy ojcem zapomnianym przez dzieci? Cierpisz samotność w swoim mieszkaniu? Tak, niebo wydaje ci się bardziej twarde nad spiż. Dziś jesteś na Golgocie. Ale nie martw się. Świadkowie męki Jezusa mówią Ci: zaufaj! Bo Jezus jest przy Tobie. Nawet jeśli tego nie czujesz. Jest przy Tobie. I zobaczysz, że choć dziś w sercu masz wielki piątek, to nadejdzie poranek zmartwychwstania! Przez krzyż, także twój krzyż jest tylko jedna droga. Droga do nieba....

 

Kazanie pasyjne IV 2015

Święty Franciszek z Asyżu wzywa do miłości nieprzyjaciół

Panie Jezu, bądź przez nas pozdrowiony, obecny w Najświętszym Sakramencie. W czwartą już niedzielę wielkiego postu gromadzisz nas przy sobie. Osiągamy dziś połowę tego czasu pokuty, nawrócenia i refleksji nad Twoją męką. Czas wielkopostny biegnie, coraz bliżej Wielkanoc. Chcemy jeszcze intensywniej zanurzyć się w przepaść Twojego cierpienia. Dopomóż nam, by ta chwila naszej dzisiejszej refleksji pomogła nam jeszcze gorliwiej przeżywać pozostałe dni wielkiego postu, aby one nas zbliżyły do tajemnicy Twojego krzyża.

To było blisko dwa tysiące lat temu. Golgota. Niewielkie wzniesienie tuż za Jerozolimą. Godziny popołudniowe. Na tym miejscu czaszki ustawiono trzy krzyże. Na krzyżu środkowym wisi On – Jezus Chrystus. To co przeżywał przez kilkanaście godzin jest przerażające. Ogrom tortur, upokorzeń, wyśmiewań....Mnogość poniżeń, ciężar odrzucenia, trud krzyżowe belki, samotność....Teraz, gdy kona na krzyżu, ma obok siebie tylko kilku tych najbliższych, tych najwierniejszych. Pozostali patrzą na Jego umieranie z pogardą. Nie dość im, że tyle zniósł. Jeszcze Go wyśmiewają, krzyczą, by zszedł z krzyża, drwią z Niego. Do chóru szyderców dołącza się i ten współwiszący łotr. Umierający Jezus znosi te obelgi. I co robi. Wisząc na krzyżu, tak zmaltretowany i jeszcze  wyszydzany modli się. Modli się za tych, którzy Go odrzucają, lżą, wyśmiewają....Niesamowite. Wobec ogromu odrzucenia On jeszcze woła: Ojcze, przebacz Im, bo nie wiedzą, co czynią.....Taki jest nasz Bóg. Taki jest nasz Jezus. Prawdziwie ukochał do końca.....

Rok 1224. Włochy. Klasztor na Górze  La Verna. W klasztorze jeden z zakonników przezywa 40 dniowy post. Zbliża się dzień 14 września – święto podwyższenia krzyża świętego. I oto w czasie modlitwy zakonnik widzi serafina o sześciu ognistych i niezwykle lśniących skrzydłach. Serafin zstępował ku niemu z nieba. Przybity był do krzyża. Zakonnik z łatwością w serafinie rozpoznał ukrzyżowanego Pana Jezusa. Ten widok napełnił go jednocześnie zdziwieniem, radością i bólem. Patrząc na tę wizję odczuł wewnętrzne słowo. Ma się przemienić na podobieństwo Chrystusa Ukrzyżowanego nie poprzez męczeństwo, ale poprzez wewnętrzną przemianę. Święty Franciszek z Asyżu, o o nim mowa nie tylko doświadczył niezwykłej wizji. Oprócz objawienia krzyża, sam doświadczył Jego ciężaru w swoim życiu. Dostąpił bowiem łaski stygmatów. Jego ręce i nogi zostały przebite gwoźdźmi. Rani i gwoździe pozostały widoczne także po Jego śmierci. Franciszek z Asyżu otrzymał stygmaty, ponieważ bardzo czcił ukrzyżowanego Jezusa.  Wielokrotnie płakał nad ogromem cierpień Zbawiciela, nad tajemnicą Jego męki i śmierci. Darzył ukrzyżowanego Zbawiciela niezmierną miłością. Kontemplował Pasję Chrystusa, I patrząc na krzyż  Jezusa odkrył bardzo ważną prawdę, którą wyraził w jednej swojej regule zakonnej. Oto co napisał: Pan nasz Jezus Chrystus, w którego ślady powinniśmy wstępować (por. 1 P 2, 21), nazwał przyjacielem swego zdrajcę (por. Mt 26, 50) i oddał się dobrowolnie tym, którzy Go ukrzyżowali. 2 Naszymi więc przyjaciółmi są ci wszyscy, którzy niesprawiedliwie nas dręczą, nękają, upokarzają, krzywdzą i zadają ból i cierpienie, męczarnie i śmierć; powinniśmy ich bardzo kochać, ponieważ dzięki temu, co nam czynią, otrzymamy życie wieczne. Moi drodzy, wróćmy na Golgotę. Rozpięty na krzyżu Chrystus nie złorzeczy oprawcom, nie napomina ich, nie odwraca się od nich. On się za nich modli. Umiłował do końca nawet nieprzyjaciół....Święty Franciszek, adorując krzyż Jezusa także zrozumiał, że największą lekcję płynacą z Golgoty jest lekcja miłości. Miłości wszystkich. Bez wyjątku....Powiecie, to trudne....Owszem, moi drodzy. Nawet bardzo trudne. Ale możliwe! Spójrzmy....Rok 1983. Rzymskie wiezienie. Jan Paweł II, nasz święty wchodzi do celi, gdzie siedzi człowiek, który chciał go zabić. Papież serdecznie go obejmuje. Patrzy mu w oczy. Rozmawia z nim. Choć ten biedny człowiek, tak prowadził kulę, by zabić. Czemu nie zdołał. Tego nie wie.... Rok 1985. Sąd w Toruniu. Na ławie oskarżonych siedzą trzej mordercy księdza Jerzego Popiełuszki i jeden ich mocodawca. Na rozprawie jeszcze opluwają męczennika, atakują Kościół, z księdza Jerzego czynią polityka w sutannie i przestępcę. Matki księdza nie ma na sali. Ale wie co się dzieje w Toruniu. Tym bardziej zdumiewają słowa, które wypowiedziała: Niech im Pan Jezus daruje. Najbardziej bym się cieszyła, żeby się nawrócili. Ja już im przebaczyłam....Rok 2015. Syn, mieszkającej w Kalifornii Tamiki Brown został 2 lata temu zasztyletowany podczas ulicznej bójki.  W czasie rozprawy sądowej, w styczniu tego roku kobieta patrząc w oczy zabójcy swego syna powiedziała: Tylko Bóg wie, czemu nie jestem zła albo czemu cię nie nienawidzę. Będziesz w szoku, bo powiem ci, że cię kocham. Myślałam sobie niedawno: „nie zamykajcie go w więzieniu, przyślijcie go do mnie do domu. Niech będzie moim synem w miejsce tego, którego mi zabrał.” I jeszcze coś ci zaśpiewam - powiedziała matka zasztyletowanego chłopaka. „Więc myślisz, że tego nie przejdziesz... Jednak pamiętaj: mój Bóg troszczy się o ciebie. Więc nie martw się i nie bój się. Mój Zbawiciel jest po to, żeby ci się udało. Nie poddawaj się. Nie rezygnuj. Uznaj dziś Jezusa Chrystusa za swojego najlepszego przyjaciela!”.Tamika Brown dodała na koniec: „Jeśli w ogóle możesz coś dla mnie zrobić, to zacznij nowe życie i wybierz Jezusa Chrystusa.”.

Moi drodzy, powiecie mi pewno: to giganci. A ja wam odpowiem: nie. To prawdziwi uczniowie Jezusa. Którzy tak jak święty Franciszek z Asyżu zrozumieli przesłanie krzyża. Bo Jezus z krzyża mówi nam: miłujcie wszystkich, nawet nieprzyjaciół. Franciszek z Asyżu usłyszał to wołanie. I wziął je sobie do serca. A mamy, aż nadto przykładów, iż to przesłanie da się uczynić codziennością....Spójrzmy więc moi drodzy na siebie. O, jak nam daleko do realizacji przesłania ukrzyżowanego....Wśród nas, w naszych domach i rodzinach brat latami nie rozmawia z bratem bo rodzice nierówno podzielili majątki. Córka latami nie odwiedza matki, czy syn ojca, bo  rodzice ośmielili się zwrócić uwagę. U nas sąsiad sąsiadowi wrogiem, bo się sąsiadowi lepiej powodzi, bo ma więcej i drożej...Wystarczy tej smutnej wyliczanki. Na Golgocie Jezus wybacza mordercom, Franciszek z Asyżu nakazuje nam kochać nieprzyjaciół ale czy my sobie coś z tego zrobimy? Bo oto blisko już święta. Będziemy w paschalne dni patrzyć na krzyż. Dlatego pytam cię dzisiaj siostro i bracie: czy jest ktoś z kim nie rozmawiasz? Kogo nazywasz swoim wrogiem? Kogo unikasz? Z kim może lata nie rozmawiałeś. Jeśli tak, spójrz jak Franciszek z Asyżu na ukrzyżowanego. Popatrz w Jego umęczone oczy. A wieczorem siądź w swym domu i pomyśl. Dziś jest czas wyciągnąć rękę do pojednania. Okazać miłość nieprzyjacielowi. Nie mów: ja nie jest winny! Nie ja zacząłem! A czy Chrystus był winien? A mimo to przebaczył. Bo w sercu miał miłość. Tej miłości uczy nas święty Franciszek z Asyżu. Tylko sami musi odpowiedzieć na pytanie: czy nas stać na miłość nawet największych wrogów?

Panie Jezu, wraz ze świętym Franciszkiem z Asyżu wielbimy Ciebie, ukrzyżowanego z miłości do nas. Wpatrzeni w Twoją Świętą Obecność błagamy, daj nam zrozumieć lekcję, tóra płynie z Golgoty, lekcję miłości wszystkich, nawet naszych nieprzyjaciół. Dopomóż nam, byśmy potrafili wyciągać rękę do zgody i przebaczać największe nawet krzywdy.

 

Kazanie pasyjne III 2015

Święta Rita wzywa do zachwytu nad męką Pańską i życiowym powołaniem.

Panie Jezu, żywy i prawdziwy, ukryty pod postacią Chleba. Gromadzisz nas w tej świątyni, w kolejną niedzielę Wielkiego Postu. Wpatrzeni w Twoją obecność przeszliśmy śpiewem gorzkich żali poprzez tajemnicę Twojego cierpienia. O jak bardzo nas umiłowałeś, że tak wiele wycierpiałeś. A teraz pozwalasz nam trwać przed Tobą wraz z kolejnym świadkiem Twojej męki. Dopomóż nam, by to dzisiejsze spotkanie uczyniło nas wrażliwymi na ogrom Twojej krzyżowego cierpienia

I znowu trwa wielki post. Dla niektórych z nas to już sześćdziesiąty, albo pięćdziesiąty post w życiu. Dla innych trzydziesty czy dwudziesty.....Można by rzec jak co roku: w środę popielcową srebrny popiołek na głowę, potem raz czy dwa razy na drogę krzyżową, kilkakrotnie na gorzkie żale, potem wielki tydzień przeleci i już Wielkanoc. Czy jednak o to moi drodzy chodzi? Dziś zapraszam was na spotkanie z niezwykłą osobę. Myślę, że jej historia sprawi, że inaczej spojrzymy na wielki post....Rok 1442. Włochy. Miasteczko Cascia. W środku urokliwej włoskiej mieściny klasztor sióstr Augustianek. W wielki piątek wszystkie miejscowe siostry zgromadziły się w klasztornym kościele na nabożeństwie do męki Pańskiej. Słuchały z uwagą kazania. Jedna z nich szczególnie jednak była pogrążona w medytacji. Chłonęła każde słowo kaznodziei i bardzo je przeżywała. W modlitewnym uniesieniu poprosiła Pana Jezusa, by dał jej zakosztować chociaż jednego ciernia, który ranił Jego przenajświętszą głowę. Jezus wysłuchał tej modlitwy. I oto razu pewnego w czasie modlitwy ta siostra zakonna poczuła silne ukłucie w głowę. W ten sposób święta Rita, bo o niej mowa otrzymała stygmat męki Pańskiej. Jej czoło ugodził cierń Jezusowej korony. Na obrazach jest nieraz przedstawiana z kolcem cierniowym w głowie. To jednak nieprawda. Ten cierń był niewidoczny. Na czole Rity pozostała bardzo bolesna rana, która jej towarzyszyła 15 lat, aż do śmierci. Ciało Rity zachowała się niezniszczone w trumnie. Ślad rany, spowodowany ukłuciem cierniowym kolcem na czole mistyczki jest widoczny do dzisiaj. Niezwykła to święta, moi drodzy. Spójrzmy na nią i zechciejmy od niej się uczyć. Bo Rita to święta, która umiała zachwycić się męką Jezusa. Dlatego poprzez stygmat otrzymała szczególny dar współuczestnictwa w cierpieniu Zbawiciela. Jej biografowie piszą, jak nieraz leżała krzyżem, płacząc. Tak bardzo przeżywała cierpienie Pana Jezusa. A jak moi drodzy jest z nami?Wielki post to przecież czas rozważania męki i śmierci Zbawiciela. A my? Nieraz zachowujemy się jakby nam była ona obojętna. Pamiętam pierwszą Wielkanoc w seminarium. Większość z nas przyjechała do Krakowa z małych miejscowości. Pierwsze święta szczególnie były trudne w przeżywaniu. Wieczorem w Wielki Piątek nasi przełożeni pozwolili nam przez dwie godziny pójść grupami nawiedzać Boże Groby. Kiedy weszliśmy na krakowski rynek to nas zamurowało. Wielki piątek wieczór. A tu gra głośno muzyka, mijają nas podchmieleni ludzie, czuć zapach mięsa, lokale i bary zapchane ludźmi. Wszyscy zamilknęliśmy. Ktoś krótko powiedział: Chodźmy stąd. Wróciliśmy do seminarium. Usiedliśmy w kilku w pokoju. W końcu jeden z kolegów pyta: to tak ma wyglądać? To my do takiego świata idziemy? To my chcemy być księżmi, żeby wśród takich ludzi posługiwać? Którym już całkiem wielki piątek zobojętniał. Odtąd starałem się robić wszystko co mogłem, by triduum paschalne spędzać poza Krakowem. Wybaczcie, nie mogłem na to patrzeć.... Jakim kontrastem dla tego widoku jest Rita. Przez pryzmat jej przeżywania męki Pańskiej spójrzmy moi drodzy na siebie. Ona rozumiała, czym jest cierpienie Zbawiciela. Dlatego tak bardzo je przeżywała....A my? Czy my to rozumiemy? Możemy się dzisiaj zawstydzić wobec tej miłości, jaką Rita darzyła ukrzyżowanego Zbawiciela. Jak bardzo nam do niej daleko! Bo termometrem naszej czci wobec męki Jezusa jest każdy piątek. Dzień inny od pozostałych dni tygodnia. Bo to w piątek Jezus umarł za nas na krzyżu. To dzień jego śmierci. A co myśmy z piątkiem zrobili, moi drodzy? Śpiewamy gorzkie żale, chodzimy drogą krzyżową a nie stać nas na zachowanie piątkowego postu. Daliśmy sobie wmówić, że post nie obowiązuje. Nieprawda! Ten, kto kocha Jezusa, w piątek będzie pościł. Bo to jest naprawdę niewielki wysiłek. By jeden raz w tygodniu powstrzymać się od mięsa. Niewielki gest, który znaczy bardzo wiele. Bo tym gestem pokazujesz siostro i bracie czy Ci męka Jezusa na krzyżu nie zobojętniała! Bo tym znakiem pokazujesz swoją wdzięczność Jezusowi, że za Ciebie cierpiał rany. I tu już nie chodzi tylko o to czy to grzech czy nie grzech. Tu chodzi o miłość! Rita nieraz leżała krzyżem i rzewnie płakała, rozważając mękę Pańską. Przypomnij to sobie zawsze bracie i siostro, gdy będziesz przygotowywał piątkowy posiłek dla siebie i bliskich.....

W życiorysie Rity z Casci jest wiele pięknych momentów. Zgłębiając bogactwo jej życia, jeden zapamiętałem szczególnie. Wiele ją kosztowała wstąpienie do zakonu. Była wdową, bo jej męża brutalnie zamordowano. Pochowała dwóch synów, którzy sprawiali jej ogromne kłopoty wychowawcze. Była analfabetką, toteż w zakonie przydzielano jej prace służebne. A mimo to ona często i w ciągu dnia i w nocy całowała z miłością obrączkę zakonną- symbol mistycznych zaślubin z Jezusem. Tak się cieszyła życiowym powołaniem. Tak była wdzięczna że wśród trudu została siostrą zakonną. Moi drodzy, na palcach wielu z was jest ślubna obrączka. Kiedy ją ostatnio pocałowaliście? Może w dniu ślubu? A potem już nigdy. Warto dzisiaj ucałować ślubną obrączkę. Na niej są wypisane radości i smutki waszych wspólnych małżeńskich dni i lat. Warto wzorem świętej Rity dziś tę obrączkę  odnaleźć. A gdy będziesz przyjmował błogosławieństwo Jezusa w Najświętszym Sakramencie podziękuj, że jest ktoś z kim idziesz przez życie. Mimo wszystko...A jeśli ta obrączka Ci przypomina, że współmałżonka już nie obok, bo zakończył ziemskie życie, to też obrączkę ucałuj. Ona ci przypomina o miłości silniejszej niż śmierć. A gdy Jezus będzie Cię dziś błogosławił, proś Go, byś kiedyś mógł spotkać współmałżonka, tam, gdzie jest nieskończone szczęście...Czemu o tym mówię w kazaniu pasyjnym? W filmie „Pasja” Gibsona jest taki moment, gdy Jezus całuje drzewo krzyża. Bo wie, że krzyż to jest Jego powołanie. I wie, że przez ten krzyż osiągni niebo. Bracie i siostro czasem pocałunek obrączki jest pocałunkiem powołania, które jest twoim krzyżem. Nawet wtedy umiej za to powołanie podziękować. Bo ono jest twoim kluczem do nieba...Rita uczy nas wdzięczności za powołanie. I choć jako kapłani nie nosimy obrączek, to mamy sutannę. Ona nam zawsze przypomina, że jesteśmy Jezusowi. Warto byśmy sobie przypomnieli dzień naszych obłóczyn. Pierwsze założenie sutanny. Uczyli nas wtedy, by zawsze przed jej założeniem ucałować ją i odmówić modlitwę. Rita całowała obrączką zakonną często. Bo jej powołanie, choć związane z krzyżem było jej szczęściem...Powiedz mi, jak zakładasz sutannę, powiem ci jakim księdzem jesteś. I może warto by swoją sutannę dziś wieczorem przy zdjęciu ucałować inaczej niż zwykle. By na nowo ucieszyć się powołaniem. Nawet jeśli jest ono wpisane w krzyż......

Panie Jezu, dziękujemy Ci za dzisiejsze spotkanie ze świętą Ritą. Ona nam pokazuje, jak wiele wycierpiałeś dla naszego zbawienia. Ona jest naszym wyrzutem sumienia, że nie doceniamy Twojej męki krzyżowej, że nie umiemy za Nią podziękować, choćby drobnym gestem piątkowego postu. Przepraszamy Cię za to Jezu śpiewem dzisiejszych suplikacji. A wpatrzeni w Twoją Obecność prosimy, pomóż nam docenić nasze życiowe powołanie, nawet jeśli jest ono złączone z krzyżem. Amen.

 

Kazanie pasyjne II 2015

Marta Robin wzywa do wiary w Eucharystię i spotkania z Jezusem w cierpiących

Panie Jezu, bądź uwielbiony w to niedzielne popołudnie. Przed chwilą pozwoliłeś nam poprzez śpiew gorzkich żali wniknąć w tajemnice Twojego cierpienia. A teraz dozwalasz nam w chwili zadumy i refleksji zatrzymać się przed Tobą po to, byśmy wraz z kolejnym świadkiem Twojej męki zrozumieli, jak wiele wycierpiałeś dla naszego zbawienia. Jezu prosimy Cię o błogosławieństwo, aby ta chwila rozmyślania wydała błogosławione owoce w naszym życiu.

Wieczernik, sala na górze. Czwartkowy wieczór. W owej sali zgromadzonych 12 mężczyzn. To Apostołowie. Miedzy nimi jest Jezus. Wie, że to ostatnie, wspólne chwile. Wie, że już za klika godzin będzie bardzo cierpiał. Wie, że prawie wszyscy, teraz tak w Niego wpatrzeni, zaraz się rozproszą. Zdaje sobie sprawę z tego, że zostanie sam. Co czuł w tym momencie? Czego doświadczał? Możemy się tylko domyślić. Straszny moment. Godziny przed zdradą. A mimo to ta przerażająca zdawałoby się pożegnalna kolacja stała się ucztą miłości. Bo z miłości Jezus w ten wieczór zdrady zostawił dar nieoceniony. Zostawił nam Eucharystię. Obok miał złodzieja i zdrajcę. Wokół tchórzliwą gromadę, która za chwilę ucieknie. Patrzył w oczy i mył nogi tym, którzy za chwilę udawać mieli, że go nawet nie znają....A mimo to jeszcze ich i nas wszystkich obdarował. Jeszcze nam zostawił prezent. Najcudowniejszy dar. Pozostał z nami w Eucharystii. Oto, jak nas ukochał......

Rok 1928. Mała wioska Châteauneuf-de-Galaure (Szatonef de Galor) we Francji. Młoda dziewczyna Marta Robin, mająca 26 lat, zostaje przykuta do łoża boleści. Dotyka ją ciężka choroba – całkowita blokada krążenia w kończynach dolnych. Odtąd przez 47 lat, do dnia swojej śmierci, Marta nie wstanie już z łóżka. Mało tego, leżeć może tylko na zgiętych kolanach. 47 lat. Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić ogrom jej cierpienia? Ona jednak nie skarżyła się na swój los. Już, kiedy miała 5 lat patrzyła jak ojciec przybił na drzwiach domu krzyż. Na krzyżu nie było jednak postaci Pana Jezusa. Marta spytała ojca: gdzie jest Jezus? Tato odparł: Tam go nie ma. A Marta mu mówi na to: w takim razie my tam będziemy! Pięcioletnia dziewczynka....Jakby przeczuwała, że czeka ją szczególne, życiowe doświadczenie. Do ogromu jej cierpień dodać trzeba, że nie mogła ani spać ani jeść ani nawet pić. W takim stanie powinna przeżyć 40 dni. Ona w ten sposób przeżyła 52 lata. W każdy czwartek przychodził do jej domu kapłan. Przynosił jej Komunię Świętą. To był jedyny pokarm, jaki była w stanie przyjmować! Hostia sama wędrowała do ust Marty. Gdy kapłan zbliżał Hostię do jej, ta wyrywała mu się z palców i wędrowała sama do mistyczki. Wieść o tym szybko rozniosła się po okolicy. Wielu sceptyków przychodziło obserwować Martę. Domniemywali, że jest potajemnie karmiona, szukali śladów mistyfikacji. Na nic jednak. Żadne oszustwo nie miało miejsca.

Moi drodzy, otrzymujemy od Marty Robin pierwszą bardzo ważną lekcję. Przeżyła 52 lata karmiąc się samą tylko Eucharystią. Ten najcudowniejszy dar Wieczernika utrzymywał ją tak długo przy życiu. Niesamowita siła Eucharystii. Czy zdajemy sobie sprawę, jak wielki dar zostawił nam Jezus przed swoją śmiercią? Jak wielki cud mamy na ołtarzu. Wydaje mi się, moi drodzy, że nie. Ze brak nam wiary w Eucharystię. Popatrzcie: ile osób mija nasz kościół przez dzień? Ilu przechodzi tuż obok niego? Bardzo, bardzo wielu....A ilu wstępuje do środka? Garstka, moi drodzy, garstka....Bracie i siostro: ile razy dziennie mijasz plac kościelny, idąc po wnuka do szkoły, na zakupy, czy do znajomych? A zadaj sobie w sercu pytanie: ile razy wstępujesz do środka? Marta Robin 52 lata żyła tylko Eucharystią. Tylko tym chlebem z nieba się karmiła. A my żałujemy 5 minut, by wejść krótko do Jego domu, by choć pozdrowić naszego Pana, który czeka tu w tabernakulum. Ten sam, który dzielił się miłością w Wieczerniku, jak testamentem....Ten sam, który Martę Robin utrzymał długie lata przy życiu. On tu dzień i noc czeka na Ciebie...Myślisz, że go nie boli, gdy przechodzisz obojętnie? Moi drodzy, dzisiaj jest nas tak wielu. I dobrze, że jesteście. Ale jutro rano, na mszach będzie garstka. Będzie niewielu. A wieczór. Będzie nieco więcej. Ale tłumu nie będzie...Oczywiście, wielu z was pracuje i nie da rady przyjść, to zrozumiałe. Wielu jest chorych, którzy by chcieli, lecz nie dadzą rady. Ale ilu już na emeryturze czy rencie jest w domach? Mogliby przyjść. Bo cały dzień wolny. A mimo to ich nie ma. Mówią: tak leci dzień za dniem, tak na niczym schodzi. Czyżby dzień nie wyglądał inaczej, gdyby go uświęcić półgodzinnym udziałem w Eucharystii. Bracie i siostro, Marta Robin czekała z niecierpliwością na każdy czwartek. Bo wtedy przyjmowała Jezusa do serca!Ty co dzień możesz się z nim spotkać. Dlatego, dziś Cię proszę, jeśli dysponujesz czasem, jeśli zdrowie ci pozwala, jeśli obowiązki nie są przeszkodą to nie ograniczaj się do mszy tylko w niedzielę. Przyjdź w tygodniu. Słuchajcie, ja bym nie był księdzem gdyby nie msze w dzień powszedni. W czasie niedzieli powołań w rodzinnej parafii spytałem kleryka: co radzi osobie, która pragnie zostać księdzem. On mi odpowiedział: jeżeli chcesz być księdzem, chodź codziennie na Mszę Świętą. Posłuchałem go. I wiem, że gdyby nie codzienny udział w Mszy od 2 liceum, to dzisiaj na tej ambonie stałby na pewno ktoś inny....Marta Robin naprawdę żyła Eucharystią. Jak wielka musiała być w niej wiara w ten boski dar z Wielkiego Czwartku....

Marta Robin doznała jeszcze jednej łaski. Ukazał się jej Chrystus i powiedział: To ciebie wybrałem, abyś przeżywała moja Mękę w sposób najpełniejszy od czasu mojej Matki i nikt po tobie nie będzie jej przeżywał w Kościele w takiej pełni. Abyś mogła przeżywać ją całkowicie, nigdy nie zaśniesz, coraz bardziej postępując w cierpieniu. Spać znaczyłoby porzucić cierpienie. Będziesz cierpieć coraz bardziej." Marta wyraziła zgodę na to szczególne towarzyszenie w męce Jezusa. Od czwartku wieczorem aż do niedzieli złączona była z męką Jezusa. Wieść o tym lotem błyskawicy obiegła Francję. Wielu wstępowało do jej domu z ciekawości. Razu pewnego odwiedziło ją trzech ateistów: mężczyzna i dwie kobiety. Patrzyli na cierpienie Marty i zaczęli ją wyśmiewać. A ona im mówi: tak, to prawda, jestem śmiechu godna. Zaczęli rozmawiać. Pod wpływem tych rozmów wszyscy wstąpili do zakonów i to o bardzo surowej regule. Tak ich poruszyło to szczególne złączenie Marty z krzyżem Jezusa.....Cierpienie przeżywane z męką Jezusa nie pozostawia obojętnym. Pomyśl bracie i siostro o chorym człowieku w twoim domu, w twoim bloku, w twojej rodzinie. Często nie wiemy co powiedzieć. Wypowiadamy banały, słowa taniego pocieszenia. A może czasem warto chorej osobie podać krzyż do ucałowania? Może warto po prostu zatrzymać się obok niej i poprosić:ofiaruj twoje cierpienie, twój ból w mojej intencji. Dostrzeż w chorym bliźnim ukrzyżowanego Jezusa. Ci trzej niewierzący w cierpieniu Marty odkryli ukrzyżowanego Zbawiciela. I to przemieniło ich życie. Ukrzyżowany Jezus, bracie i siostro jest bliżej niż myślisz. Jest w tym, kto cierpi obok ciebie. Czy umiesz go zobaczyć?

Panie Jezu, dziękujemy Ci za to, że przez Martę Robin przypomniałeś nam o Twojej prawdziwej obecności w Eucharystii. Przepraszamy Cię za to nasz Panie, że tak w nas mało wiary w Twoją realną obecność w znaku chleba i wina. Prosimy Cię, by trwający wielki post był czasem odnalezienie Ciebie na nowo w Najświętszym Sakramencie. Prosimy także, dopomóż nam w tym świętym czasie pokuty odnaleźć Ciebie w człowieku, który cierpi obok nas.

 

Kazanie pasyjne I – 22 luty 2015-Wadowice/Zawadka

Anna Katarzyna Emmerich wzywa do nawrócenia.

Panie Jezu, bądź pozdrowiony, prawdziwie obecny w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. W swojej niezmierzonej dobroci dajesz nam kolejny czas wielkiego postu w naszym życiu. W tym świętym czasie pozwalasz nam trwać w blasku Twej obecności i zanurzać się w przepaść Twojej męki i śmierci. Jej tajemnicy zawarliśmy w śpiewie gorzkich żali. A teraz patrząc na Ciebie, żywego i prawdziwego chcemy chwilę się zatrzymać i zgłębić misterium Twojej śmierci, podejmowanej dla nas. Pomogą nam tym świadkowie Twej męki na przestrzeni wieków, a więc ludziom przed którymi odkryłeś przepaść Twej męki krzyżowej. Błogosław nam, by ta chwila refleksji pomogła nam zbliżyć się do Twojego krzyża.

25 lutego 2004 w środę popielcową odbyła się premiera filmu „Pasja” Mela Gibsona. Ci, którzy na ową premierę się wybrali, wychodzili po projekcji filmu głęboko poruszeni. Niezależnie od wyznawanej religii czy osobistych poglądów, nikt nie pozostał obojętny wobec tego co zobaczył na ekranie. Mówiono nawet o nawróceniach....Mel Gibson, reżyser, przyznawał w wywiadach, że scenariusz oparł na objawieniach błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich. Przed „Pasją” te objawienia były znane niewielu osobom. Film Gibsona spopularyzował przeżycia mistyczki. Kim była Anna Katarzyna Emmerich? To niemiecka zakonnica, ze zgromadzenia sióstr Augustianek. Beatyfikował ja w 2004 roku święty Jan Paweł II. Anna Katarzyna Emmerich doznała od Chrystusa niezwykłej łaski. Nosiła na głowie, potwierdzone przez Kościół stygmaty korony cierniowej naszego Zbawiciela.  Długie lata przykuta chorobą do łoża boleści doznawała mistycznych wizji dotyczących życia Pana Jezusa i Maryi. Wizje te zostały spisane i opublikowane. Warto po nie sięgnąć, choćby w wielkim poście....

Szczególne miejsce w tych objawieniach zajmuje męka Pańska. Anna Katarzyna Emmerich pozostawiła nam bardzo realistyczny opis cierpień Zbawiciela. Czytając opis cierpień Chrystusa, jaki ona ujrzała, trudno pozostać obojętnym. Ona jednak przybliżając nam misterium śmierci Chrystusa nie chce tylko nas przerazić. Nie chce wzbudzić w nas uczucia współczucia Zbawicielowi. Ta błogosławiona mistyczka z Niemiec opisując mękę Pańską wzywa nas do nawrócenia. Popatrzmy. W jej wizjach szatan jest obecny w czasie Jezusowej męki. Szczególnie mocno widać to w Ogrojcu. Jezus modli się i przeżywa trwogę. Towarzyszy mu książę ciemności i kusi, by zszedł z drogi cierpienia. Błogosławiona widzi szatana, obecnego w historii męki Jezusa, bo chce nas przestrzec przed jego działaniem. Widzi również ogromne tortury, jakie Jezus cierpi. W wizji błogosławionej są one konsekwencją naszych grzechów. A wszystko to Anna Katarzyna pozostawia nam nie tylko po to, byśmy mękę Pana rozważyli. Ale przede wszystkim po to, byśmy zeszli z drogi szatana. Byśmy odwrócili się od zła i grzechu. Bo ich konsekwencją był krzyż. Wreszcie po to, byśmy się nawrócili.....

Moi drodzy, zgłębiamy objawienia Anny Katarzyny Emmerich w I niedzielę wielkiego postu. Ten święty czas dopiero się rozpoczął. Jesteśmy u jego początku.....I już na progu tego czasu pokuty błogosławiona mistyczka realizmem swej wizji męki Pańskiej wzywa nas do nawrócenia. Tak, bracia i siostry. Każdy z nas ma się z czego nawracać. Popatrzmy.....Jest w tych objawieniach ciekawa postać – żona Piłata. Prosi ona męża, by nie skazywał Jezusa na śmierć. Poncjusz ignoruje jej słowa. Dochodzi między nimi do konfliktu. Wiemy dobrze, że żona Poncjusza nic nie wskórała. Czyż w żonie Piłata nie odnajdą się współczesne żony ? Ileż żon także tu, w naszej parafii prosi męża: nie postępuj tak. Nie rób nam tego. Przestań pić. Masz przecież rodzinę. I nic....Ileż żon prosi męża: zacznij chodzić do kościoła. Zacznij się modlić. Nawróć się wreszcie. I nic.....Ileż jest takich współczesnych żon Piłata, które mówią: nawróć się do swego męża. A on ignoruje. ….Anna Katarzyna Emmerich w swojej „Pasji” wzywa nas do nawrócenia. Ilu mężów i ojców naszej parafii usłyszy jej wołanie i weźmie je sobie do serca? W objawieniach niemieckiej mistyczki bardzo rozbudowany jest wątek dwóch łotrów, ukrzyżowanych wraz z Chrystusem. Anna Katarzyna przytacza ich imiona: ten dobry to Dyzmas, zły to Gezmas. W objawieniach błogosławionej kontrast między nimi jest ukazany jeszcze mocniej niż w Ewangelicznym tekście. Boje są tak blisko Zbawiciela. Mają Boga na wyciągnięcie ręki. Z tego daru korzysta tylko jeden – Dyzmas. On na krzyżu, umierając zmienia swoje życie. Nawraca się. A drugi, jeszcze konając, bluźni.....I znowu z tej perspektywy spójrzmy na nas. Ilu z nas ma kościół na wyciągnięcie ręki? Ilu mija Boga w jego dom dzień w dzień. I nic sobie z tego nie robią. Jak ten łotr na krzyżu. Jezus jest tuż obok. Zbawienie jest blisko nich. A oni nie chcą. Pozostają obojętnymi. Pomyśl bracie i siostro? Ilu takich znasz obok siebie? Może nawet w twoim domu jest ktoś, kto jest ochrzczony, bierzmowany, chodził na katechezę a dzisiaj mówi nie, mnie to nie interesuje. Ja nie wierzę. Pomyśl o ludziach, którzy tak żyją obok ciebie. I ty nie pozostawaj obojętny. Dobry łotr na krzyżu upomniał współ wiszącego brata. On to upomnienie odrzucił. Ale ważne jest, że chciał pomóc. Chciej i ty doprowadzić niewierzącego obok ciebie do Jezusa przez dobre słowo, przez przykład swojego życia, wreszcie przez modlitwę za niego. A może dzięki tobie on w tegorocznym wielkim poście zobaczy w ukrzyżowanym prawdziwego Boga i Zbawcę?

W objawieniach Anny Katarzyny Emmerich przejawia się korowód postaci. Jest ich wiele. Niektórych nie spotkamy w Biblii. Tak wiele osób uczestniczy w trwodze Zbawiciela. Zgłębiając jej teksty możemy mieć pokusę, by powiedzieć: Judasz, Arcykapłani, Uczeni, Piłat, Herod...Tak, oni są winni cierpienia Jezusa. Ale błogosławiona mistyczka mówi nam: nie. Oni są tylko bezpośrednimi sprawcami. Winnym męki Jezusa jesteś ty. Winnym męki Jezusa jestem ja. Wszyscy jesteśmy przyczyną jego cierpienia na krzyżu. Wszyscy! Taka jest wymowa tych wstrząsających objawień....Łatwo od czci i chwały osądzać Anmnasza, Kajfasza, Judasza....Dużo trudniej powiedzieć: przecież ten krzyż to moja robota. Bo na krzyż Jezusa złożyły się także moje grzechy! Oczywiście, można powzruszać się na projekcji Pasji. Można popłakać nad objawieniami Anny Katarzyny Emmerich. I nic z tego. Bo ona nam po to przybliża mękę Jezusa by nam powiedzieć: wszyscy jesteśmy winni śmierci Jezusa. Wszyscy skazujemy go na śmierć przez swoją grzechy. I dopóty się nie nawrócimy, dopóki on w nas cierpi. Bracia i siostry, rozpoczęliśmy wieli post. Prośmy u jego początku, byśmy przez wstawiennictwo bł. Anny Katarzyny nie tylko zrozumieli, że Jezus cierpiał za nasze grzechy. Ale byśmy się nawrócili. Bracie i siostro chcesz w tegorocznym wielkim poście się nawrócić? Jeśli tak, pamiętaj, ze każda twoja poprawa pomniejsza cierpień Jezusa....Każde twoje nawrócenie jest jak chusta Weroniki na krzyżowej drodze. Przynosi ulgę Zbawicielowi

Panie Jezu, dziękujemy Ci za to, iż przez błogosławioną Annę Katarzynę Emmerich przypomniałeś nam o tym , iż wszyscy jesteśmy przyczyną Twego krzyżowego cierpienia. Przepraszamy Cię za to nasz Panie. I prosimy, dopomóż nam w tegorocznym wielkim poście szczerze się nawrócić, bo tylko wtedy ulżymy Twemu cierpieniu.


 

 

 


 
galeria_parafia_13.jpg