SKUP SIĘ NA NIM, A NIE NA SOBIE

Dzisiejsza liturgia słowa pokazuje nam Boga, który – troszcząc się o nas – wybiera sobie jakichś ludzi, daje im swoją moc i słowo, posyła ich do nas z poleceniem, by niczego nie zmieniali, tylko przekazywali, to co otrzymali.

Jednym słowem: Bóg nieustannie chce do nas przychodzić, można nawet powiedzieć, że to jego imię „Ten który przychodzi”.

I chce tego dokonywać przez ludzi.

Jednak w stronę osób, które zajmują się rozszerzeniem Ewangelii na świecie, wysuwa się czasem taki zarzut: jesteś niewiarygodny, bo jesteś niedoskonały, masz wady, grzechy itd. Popełniłeś to czy tanto, i ty zajmujesz się ewangelizacją?

I ty masz odwagę głosić słowo Boże?

Oni sami wobec siebie też prawie zawsze mają podobne wątpliwości.

A jednak tak jest od początku:

Bóg przychodzi do nas drogą zwykłą, kamienistą, zabłoconą, przez bardzo zwykłych i słabych ludzi.

Świadczy to o jego wielkiej miłości do człowieka,

a także wielkiej pokorze wobec nas.

Jeśli dziś znów Jezus przychodzi do nas, jak niegdyś wjeżdżał do Jerozolimy na osiołku, to warto może mniej skupić się na zakurzonych kopytach, a bardziej na Tym, który wjeżdża. Z jednej strony cała dzisiejsza liturgia słowa mówi, że nikt z nas nie jest „godzien” być apostołem i mówić innym o Bogu, z drugiej natomiast dziś każdego Pan wzywa do świadczenia, niezależnie od stanu.

Jak pogodzić to poczucie niegodności i powołanie do bycia świadkiem?

Dzisiejsze słowo Boże nam podpowiada:

Jan bardziej jest wpatrzony w Jezusa niż w siebie, częściej mówi o Jezusie („On”, „Jego”, „Jemu”) niż „ja”, „mnie” itd.

I to jest źródło odwagi bycia świadkiem.

 

 

„Dzień Pański”

 

Liturgia Słowa: Iz 49, 3. 5-6; 1 Kor 1,1-3; J 1, 14a. 12a;

 


 
kosciol.jpg